Kazik pełen skruchy po koncercie w Zielonej Górze. "To był dramat"
Listopadowy występ zespołu Kult w Zielonej Górze wywołał jedną z największych burz w polskim świecie muzyki ostatnich lat. Teraz jego lider, Kazik Staszewski, wraca do tamtych wydarzeń i bez unikania odpowiedzialności opowiada o kulisach feralnego koncertu. "Miałem świadomość, że to jest dramat" - przyznał wprost.

Do zdarzenia doszło 28 listopada 2025 roku w hali CRS w Zielonej Górze. Już w trakcie koncertu było jasne, że coś jest nie tak. Widzowie zwracali uwagę na problemy Kazika z koncentracją, niewyraźny śpiew i chaos na scenie.
Nagrania z występu błyskawicznie trafiły do sieci, a komentarze fanów były bezlitosne. "To nie był koncert, tylko (...) bełkot" - pisała jedna z uczestniczek. Część publiczności nie czekała do końca i zaczęła opuszczać wydarzenie.
Sam Staszewski nie ma dziś złudzeń co do tego, jak wyglądał tamten wieczór. "Koncert się odbył. Miałem świadomość, że to jest dramat. Niestety pamiętam doskonale, że ludzie wychodzili" - wspominał.
Złamanie zasad w zespole
W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim artysta podkreślił, że sytuacja była absolutnym wyjątkiem. Jak zaznaczył, od lat obowiązują jasne reguły.
"Kult nie może wyjść na scenę pod wpływem" - podkreślił.
"Mieliśmy alkotesty. I za każdym razem się testujemy. Wszyscy muszą. To rozporządzenie menedżera" - dodał.
Tym razem jednak mechanizm zawiódł. Pod nieobecność menedżera nie przeprowadzono kontroli przed koncertem, co otworzyło drogę do fatalnej decyzji.
Kazik wspomina trudny okres
Muzyk ujawnił, że problem narastał już wcześniej. Jesienią zmagał się z nasilającym się bólem i stresem, które odbijały się na jego kondycji.
"Tej jesieni zrobiło się tak stresująco" - mówił. "Nie mówię, że zacząłem się wspomagać alkoholem, kiedy pojawił się ból, bo to zaczęło się wcześniej".
Z czasem sięganie po alkohol stało się częścią jego przedkoncertowej rutyny. "Nie było kontroli przedkoncertowej, więc zacząłem pić przed koncertami" - przyznał.
Kulminacja nastąpiła właśnie w Zielonej Górze. "Siedziałem w hotelu i zwijałem się z bólu. Miałem wziąć jednego shota, skończyło się na kilku. To były cztery niemałe porcje. Myślałem tylko o tym, żeby ten ból załagodzić" - relacjonował.
"To był dramat"
Staszewski nie ukrywa, że wyszedł na scenę w pełni świadomy swojego stanu. "Przesadziłem. Wyszedłem na scenę w stanie kompletnie nienadającym się do występu" - powiedział.
Szybko też przyszła refleksja. "Uświadomiłem to sobie dosyć szybko, gdy zostałem skrzyczany przez menedżera. Zespół też wiedział, co się dzieje. Po takich występach jest kompletny dół" - dodał.
Przeprosiny i poważne problemy zdrowotne
Po fali krytyki artysta opublikował oświadczenie, w którym przeprosił publiczność. "Chciałbym złożyć szczere przeprosiny za moją niedyspozycję, która uniemożliwiła mi wykonanie występu na odpowiednim poziomie" - napisał.
Niedługo później jego stan zdrowia się pogorszył. Muzyk trafił do szpitala, a - jak sam przyznał - przeszedł poważną operację, której "omal nie przypłacił życiem". Początkowo wskazywano na powikłania po wyrostku, jednak ostatecznie przyczyna była inna.
W efekcie Kult odwołał część koncertów, a sam Staszewski zapowiedział ograniczenie aktywności scenicznej w 2026 roku.
Po trudnych miesiącach zespół szykuje się do powrotu na scenę. W planach są wiosenne koncerty, a latem udział w projekcie związanym z festiwalem Męskie Granie. Sam Kazik nie ukrywa jednak, że wydarzenia z Zielonej Góry były dla niego bolesną lekcją.










