Joe Jonas to amerykański gwiazdor, który zasłynął dzięki grupie Jonas Brothers, stworzonej wraz z braćmi, Nickiem i Kevinem, w 2005 r. Zespół dzięki hitom takim jak "Year 3000", "Burnin' Up" czy "S.O.S." podbił serca nastolatek z całego świata. W 2013 r. doszło jednak do rozpadu, na skutek nieporozumień, a każdy z muzyków poszedł wówczas w swoją stronę.
Choć po kilkunastu latach słynnym braciom ponownie udało się połączyć siły, wkroczyć razem do studia i ruszyć w trasę koncertową, to każdy z nich wciąż działa również solo. Jako pierwszy tego wyzwania podjął się Joe Jonas - frontman zespołu - który już w 2011 r. zadebiutował autorskim albumem "Fastlife".
Joe Jonas wrócił wspomnieniami do swojego solowego debiutu. Płyta "Fastlife" okazała się porażką sprzedażową
W najnowszym odcinku podcastu "Hey Jonas!", w którym słynni bracia rozmawiają między sobą na przeróżne tematy, poruszyli wątek swoich sukcesów - zarówno wspólnych, jak i solowych - a także trudności związanych z byciem nastolatkami w show-biznesie i dorastaniem w popularnym zespole, na oczach wszystkich. W trakcie rozmowy Joe wyznał, że to nie wydarzenia związane z karierą Jonas Brothers najmocniej wpłynęły na jego psychikę, a to, co stało się, gdy spróbował swoich sił solo. Kiepski odbiór komercyjny jego pierwszego krążka skłonił wokalistę do zwrócenia się o pomoc do specjalisty.
"Powodem, dla którego zacząłem chodzić na terapię, było pierwsze wrażenie, że nie osiągnąłem sukcesu" - powiedział 36-latek, wspominając premierę swojej debiutanckiej płyty "Fastlife". Choć na albumie znalazł się hit "See No More", wydawnictwo nie osiągnęło dobrych wyników sprzedażowych. W pierwszym tygodniu od premiery rozeszło się zaledwie 18 tys. kopii, a krążek zajął dopiero 15. miejsce na liście Billboard 200, z której z resztą prędko spadł.
Joe Jonas wspomina, że nieustannie porównywał się do braci. Presja doprowadziła go na skraj
"Wydałem solowy album, kiedy miałem jakieś 21 czy 22 lata i nie odniósł on takiego sukcesu, jakiego się spodziewałem, bo wszystko, czego Jonas Brothers się wtedy dotknęli, było złotem... Po prostu byliśmy numerem jeden" - wspomina artysta, wskazując na wygórowane oczekiwania, które miał wobec siebie po ogromnych sukcesach rodzinnej grupy.
Od kiedy Jonas Brothers zadebiutowali w 2006 r. ich aż 26 piosenek znalazło się na liście Billboard Hot 100, a osiem albumów dotarło do pierwszej dziesiątki Billboard 200. Joe Jonas dopiero po latach zrozumiał, że uzależniał wówczas własną samoocenę od tego, czy uda mu się dogonić własny zespół - jako artyście solowemu. Za wszelką cenę pragnął udowodnić, że może dotrzeć do szerokiego grona odbiorców bez Kevina i Nicka.
"Sam coś stworzyłem, bez waszego udziału i miałem ogromne oczekiwania, co do sukcesu" - zwrócił się do braci Joe w nowym odcinku podcastu. "To było dla mnie ważne w głębi duszy. Pomyślałem sobie: 'Jeśli to zrobię, to znaczy, że jestem ważny'" - ujawnił piosenkarz.
Joe Jonas próbował poradzić sobie z problemem... jeżdżąc na rowerze. Wreszcie zgłosił się po profesjonalną pomoc
Okazało się, że kiepska sprzedaż solowego debiutu mocno wpływa na psychikę Joe Jonasa. Gwiazdor zaczął doświadczać ataków paniki i męczył go wręcz fizyczny ból, w związku z czym często udawał się do lekarzy. Dopiero jeden z nich, gdy zapewnił, że z jego zdrowiem fizycznym wszystko jest w porządku, polecił jednocześnie konsultacje z terapeutą. "Pomyślałem sobie: 'Co masz na myśli, mówiąc terapeuta? Nie potrzebuję terapeuty. Po co miałbym go potrzebować?'" - opowiada po latach Jonas.
36-latek najpierw próbował sam odciągnąć myśli od swojej porażki - wspomina, jak godzinami jeździł rowerem po Nowym Jorku, aby uniknąć zerkania na telefon. Gdy tylko miał możliwość czytał bowiem komentarze na temat swojego albumu, które w większości nie były pozytywne. Zwierzył się braciom, że wówczas wydawało mu się to jedynym dobrym rozwiązaniem.
Ostatecznie Joe dał szansę terapii i zgłosił się po profesjonalną pomoc. "W końcu udało mi się z kimś porozmawiać i po godzinie płaczu, podczas pierwszego pytania, uświadomiłem sobie, jak wspaniałe to było" - opowiedział. "To zdecydowanie pomogło mi w tamtym okresie i towarzyszyło przez całe życie, też w innych ważnych momentach, przez które przechodziłem" - dodał amerykański artysta.











