Grażyna Łobaszewska urodziła się 20 lipca 1952 roku w Gdańsku. Już jako dziecko wiedziała, że muzyka będzie jej życiem - podczas rodzinnych spotkań urządzała wokalne występy. Talent miał solidne korzenie: mama była pianistką, a ojciec, marynarz z pasją do muzyki, przywoził z rejsów płyty legendarnej wytwórni Motown.
"W domu nie słuchaliśmy polskiej muzyki. Ojciec kochał soul, ja się na tym wychowałam"- wspominała wokalistka.
Pierwsze kroki stawiała w Zielonej Górze, na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w 1971 roku. Potem śpiewała w chórkach Haliny Frąckowiak i Urszuli Sipińskiej, a w 1978 roku nagrała z zespołem Ergo Band album, który do dziś zaskakuje świeżym, funkowym brzmieniem.
Sukcesy i przeboje, które przeszły do historii
Łobaszewska nigdy nie goniła za sławą, a jednak jej głos stał się rozpoznawalny dla kilku pokoleń słuchaczy. W jej repertuarze znalazły się utwory, które przeszły do historii polskiej muzyki: "Czas nas uczy pogody" (tekst Jacka Cygana, 1983), "Brzydka ona, brzydki on" czy "Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę".
"Grażyna to najczarniejsza z białych kobiet" - mówił o niej basista Krzysztof Ścierański. Z kolei Stanisław Soyka stwierdził wprost: "To najlepszy soulowy głos w Polsce".
Porównywano ją do Arethy Franklin i Billie Holiday. Sama artystka zachwycała się jazzem i bluesem, a jej interpretacje - m.in. "Jednego serca" Czesława Niemena - do dziś budzą uznanie słuchaczy.
Miłość, małżeństwo i trudne wybory
Życie osobiste Łobaszewskiej splecione było z muzyką. Wyszła za mąż za kierownika Ergo Band i dla niego przeniosła się do Poznania. Małżeństwo nie przetrwało, co sama artystka wspomina z gorzkim humorem:
"Zamieszkaliśmy u teściowej, co miało ten minus, że ona najbardziej na świecie kochała mojego męża. Ja gotowałam rosół, ona pomidorową i to się przekładało na wszystko" - opowiadała.
Z tego związku ma syna Michała, dziś mieszkającego w Niemczech.
Wypadek, który zmienił wszystko
Największą próbę losu Łobaszewska przeszła w latach 80. Podczas podróży samochód, którym jechała, zderzył się z TIR-em. Wokalistka wspomina, że tuż przed wyjazdem wypowiedziała słowa: "No to z Bogiem". Przeżyła tylko ona i pasażerka, która jej wtedy odpowiedziała.
"Wszystko działo się w ułamkach sekundy, ale miałam czas pomyśleć: Panie Boże, chciałabym jeszcze pokochać kogoś z wzajemnością" - wspominała w wywiadzie dla Złotej Sceny.
Z wypadku wyszła niemal bez obrażeń, ale jej życie przewartościowało się całkowicie. "Budząc się, czułam się jak wieloryb. Pan Bóg mnie zachował, cieszę się, choć w innej postaci, ale wciąż na świecie… Samochód trzeba było piłować" - mówiła w tym samym wywiadzie.
Artystka bez medialnego szumu
Choć w latach 90. niemal zniknęła z mediów, nigdy nie przestała tworzyć. W 2012 roku powróciła z płytą "Przepływamy", a pięć lat później nagrała album z zespołem Ajagore. Do dziś koncertuje, a jej występy gromadzą wierną publiczność.
"Publiczność wie, na czyj koncert przychodzi. (…) Ludzie przychodzą, bo chcą po raz kolejny znaleźć się w kręgu uczucia, o którym śpiewam od lat. Angażują się" - podkreślała w rozmowie z Anną Gryszkiewicz.
W 2012 roku została odznaczona Srebrnym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".
Dziś Łobaszewska mieszka w Gdyni, na wzgórzu z widokiem na morze. Otacza się prostotą, koncertuje, prowadzi warsztaty wokalne i inspiruje młodych muzyków. Wciąż podkreśla, że każda chwila warta jest docenienia.










