Przysięgam, przysięgam!, że wszystko, co tu opisuję wydarzyło się naprawdę, nazwiska nie zostały zmienione. A może być trudno w to uwierzyć, zwłaszcza przy takich rzeczach jak "Potwarz", która zakończyła wtorkowe wydarzenia. Ale sama nie lubię opowieści, które zaczynają się od puenty, więc zacznę od godziny 16.
Bo o 16, w przestrzeni opuszczonego sklepu DOMGOS, Julia Pawlak przedstawiła coś między wystawą a performansem, czyli "Ja wystawione". Głównym elementem była sama autorka, zwracając tym uwagę na doświadczenie bycia obserwowanym, ocenianym i interpretowanym. Mocne, pewnie momentami niekomfortowe. Ale chyba o to właśnie chodzi.
FAMA 2026: drugi dzień należał do teatrów
Później spektakle, bo w ogóle wtorek to był dzień poświęcony prawie w całości teatrom. Pierwsza sztuka w Miejskim Domu Kultury to "Historia pewnego kłamstwa" przygotowana przez studentki i studentów Szkoły Aktorstwa Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Szłam tam z przekonaniem, że wyjdę zdruzgotana, bo za reżyserię odpowiadał Max Nowotarski, który w zeszłym roku zgarnął najważniejszą nagrodę FAMY, czyli Trytona, a nas zostawił z takim uczuciem, że pamiętam je do teraz.
No i nie pomyliłam się - tym razem sztuka nawiązywała do słynnego stanfordzkiego eksperymentu więziennego Philipa Zimbardo z 1971 roku, kiedy to grupa studentów została podzielona na więźniów i strażników, żeby sprawdzić, jak role społeczne wpływają na nasze zachowanie. Eksperyment miał trwać dwa tygodnie, ale został przerwany już po sześciu dniach, bo strażnicy stali się zbyt agresywni, a więźniów dotykało załamanie psychiczne. Ostatecznie te badania później podważono, uznając za mało obiektywne. Ciekawa i straszna historia, ale nie będę się tutaj rozpisywać, bo nie czas to i miejsce. W każdym razie na deskach MDK nie obyło się bez drastycznych scen, zamykania w klatkach… Trudno się na to patrzyło, ale znów wracamy do tego, co pisałam wcześniej - sztuka nie ma być komfortowa.

Druga propozycja to AST Kraków i sztuka muzyczna "Metr na metr", inspirowana reportażem Niny Olszewskiej "PUDŁO. Opowieści z polskich więzień". I ja wiem, że nie znam się na teatrze, i że pewnie jestem nieobiektywna, bo było związane z muzyką, ale dla mnie to jest kandydat do wygranej. Każdy z aktorów opowiadał historię, która zostawiła nas z myślą, że "to może przydarzyć się każdemu", a przy okazji usłyszeliśmy świetnie, ale naprawdę świetnie wykonane, m.in. "Napraw" LemON, "Bądź moim natchnieniem" Andrzeja Zauchy czy "Wiśnie" Kaśki Sochackiej. Pierwszy raz też słyszałam, jak ktoś śmieje się przy "Do ciebie, mamo", ale tak naprawdę to było smutne, tylko okoliczności były zabawne. Nie znam niestety nazwiska aktora, który to śpiewał, ale chciałabym jego płytę.

Potem spektakl "#*uG$" Teatru KJM, na który też mocno czekałam, bo rzadko mam okazję oglądać sztuki lalkarskie, a jest to coś, co zdecydowanie mi się podoba. Ta sztuka była krótka, momentami zabawna, a momentami wcale nie, kiedy człowiek sobie przypomniał, że to życie pisze scenariusze. No i dodatkowe punkty za muzykę Kalibra 44!
Festiwal FAMA 2026: "Myśli są miodem"
Na koniec pobiegliśmy pod muszlę koncertową, gdzie Artystyczny Kolektyw Trema wystawiał "Potwarz". Pierwszą myślą było: "Dlaczego pszczelarze nie mogą żyć w pokoju", a drugą, że nie wiem, o co chodzi, ale buja, ale tak naprawdę to był spektakl plenerowy, naprawdę zaskakujący, który zostawił nas z cytatami, że "myśli są miodem" i właśnie to o pyłku, wspominane w leadzie. I najważniejsze, co cieszy mnie i jako rzeczniczkę, i jako człowieka, który po prostu z serduszka pokochał FAMĘ - kolejny dzień znów pokazał, że festiwal nie jest hermetyczny i dobrze (a może nawet lepiej!) bawi się z mieszkańcami Świnoujścia.
Dzisiaj rano dostałam od przyjaciółki wiadomość "Co dzisiaj robisz?", ale przecież jestem na FAMIE, więc wiadomo, że same fajne rzeczy. Na przykład przebieram nóżkami, bo dzisiaj zaczynają się konkursowe koncerty. Stay tuuuuned, wrócę opowiadać abstrakcyjne historie jutro rano!











