Dominika Tajner i Michał Wiśniewski rozstali się w 2019 roku, ale w przeciwieństwie do wielu byłych par ze świata show-biznesu nie zerwali całkowicie kontaktu. Nadal zdarza im się rozmawiać, a w najtrudniejszych momentach potrafią odłożyć na bok dawne nieporozumienia.
Tajner zapewnia, że od czasu rozwodu oboje przeszli kilka prób, które pokazały, iż mimo wspólnej przeszłości mogą na siebie liczyć. Nie oznacza to jednak, że po latach patrzy na ich małżeństwo wyłącznie przez różowe okulary. W rozmowie z Julią Izmałkową przyznała, że dziś znacznie wyraźniej widzi moment, w którym przestała być dla Wiśniewskiego partnerką, a stała się osobą odpowiedzialną za funkcjonowanie niemal każdego obszaru jego życia.
Przed poznaniem wokalisty Tajner miała własne mieszkanie, samochód i dobrze płatną pracę. Nie szukała kogoś, kto zapewni jej bezpieczeństwo, nie marzyła również za wszelką cenę o kolejnym ślubie. Jak ujawniła, to Wiśniewskiemu bardziej zależało na sformalizowaniu związku.
Problemy, z którymi się mierzył, początkowo nie zniechęciły jej do wspólnej przyszłości. Dostrzegała przede wszystkim jego dobre strony, a nieudane małżeństwa tłumaczyła życiowym pechem. Nie miała wcześniej bliskiego kontaktu z osobą uzależnioną, dlatego była przekonana, że konsekwencja i odpowiednia organizacja wystarczą, aby wyprowadzić rodzinę z kryzysu.
Szybko okazało się, że nie chodzi o jedną sprawę, lecz o cały splot zobowiązań. Według Tajner muzyk miał wówczas 11 mln zł długu, a jego codzienność komplikowały również napięte relacje z byłymi partnerkami i kwestie dotyczące dzieci.
"Michał pił, zawalał różne rzeczy, wszystko trzeba było ogarnąć" - powiedziała w podcaście "Matcha Talks".
Z dzisiejszej perspektywy przyznaje, że matki dzieci Wiśniewskiego miały wiele powodów do pretensji. W czasie trwania małżeństwa częściej stawała jednak po stronie męża, próbując łagodzić konflikty i naprawiać skutki jego decyzji.
Ich Troje nie było już zespołem zasypywanym propozycjami
Domowe problemy szybko połączyły się z pracą. Tajner została menedżerką Ich Troje w okresie, kiedy grupa nie mogła już liczyć na taki rozgłos jak w pierwszej dekadzie XXI wieku. Telefony nie urywały się od propozycji, a znalezienie sponsorów i zakontraktowanie koncertów wymagało znacznie większego wysiłku.
Dodatkowym utrudnieniem był charakter lidera zespołu. Tajner wspomina, że Wiśniewski zawsze mówił bez ogródek, natomiast po alkoholu potrafił wypowiadać słowa, które komplikowały prowadzone przez nią rozmowy. Menedżerka musiała więc nie tylko szukać zleceń, lecz także naprawiać sytuacje powstające wokół artysty.
Ta praca dała jej ogromne doświadczenie i nauczyła działania pod presją, ale jednocześnie zaczęła pochłaniać całe małżeństwo. Nawet podczas prywatnych wyjazdów Tajner pozostawała osobą od biletów, bagaży i spraw organizacyjnych. Opowiadając o tym po latach, przywołała obraz siebie ciągnącej walizki męża, podczas gdy on interesował się tym, czy pomocy nie potrzebuje ktoś inny.
To właśnie w takich sytuacjach coraz mocniej docierało do niej, że w oczach Wiśniewskiego pełni przede wszystkim funkcję menedżerki.
Odejście z pracy odsłoniło prawdę o ich związku
Tajner uważa, że ich drogi zaczęły rozchodzić się jeszcze przed formalnym rozwodem. Punktem zwrotnym była rezygnacja z prowadzenia spraw Ich Troje. Kiedy zniknęły rozmowy o koncertach, sponsorach i kolejnych problemach do rozwiązania, małżonkowie musieli zmierzyć się z pytaniem, co właściwie pozostało z ich relacji.
"Nie czułam się już kobietą, nie czułam się partnerką" - przyznała.
Formalnie pozostawali razem jeszcze przez pewien czas, jednak w ocenie Tajner właśnie wtedy ich małżeństwo faktycznie dobiegło końca. Dzisiaj nie przekreśla całej wspólnej historii, ale też nie ukrywa, że długo myliła miłość z obowiązkiem przejmowania odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Z biegiem lat poprawiły się również jej kontakty z częścią byłych żon wokalisty. Tajner dobrze dogaduje się z Mandaryną i Anną Świątczak, nie utrzymuje natomiast relacji z Magdą Femme. Pola Wiśniewska miała ją ostatnio zablokować, prawdopodobnie z powodu wsparcia, jakiego Dominika udziela Michałowi. Sama zainteresowana przekonuje jednak, że nie chce uczestniczyć w ich konflikcie ani wskazywać, po czyjej stronie leży racja.










