Dawid Kwiatkowski przeżył chwile grozy. Podejrzewali u niego nowotwór
Jedna decyzja, jedno badanie i kilka słów lekarza, które na moment zatrzymały wszystko. Dawid Kwiatkowski wrócił wspomnieniami do sytuacji, która na długo zmieniła jego sposób myślenia o zdrowiu.

Dawid Kwiatkowski nie należy do artystów, którzy chętnie odsłaniają kulisy prywatnego życia. Tym razem zrobił wyjątek, pojawiając się w podcaście "Bliskoznaczni" prowadzonym przez Katarzynę Nosowską i Mikołaja Krajewskiego.
W rozmowie opowiedział o wydarzeniach z końcówki 2024 roku. Jak przyznał, impulsem była intuicja. "Poczułem, że muszę się przebadać. Tak po prostu, od stóp do głów" - wspominał. Pakiet badań nie wzbudzał niepokoju aż do momentu USG. Wtedy sytuacja nagle się zmieniła.
"Rozmawiam z lekarzem i widzę, jak jego mina się zmienia. Z uśmiechu robi się powaga. Wykryli mi guza na pęcherzu. Usłyszałem: 'To chyba nowotwór'".
"Wszystko mi przeleciało przed oczami"
Reakcja była natychmiastowa i bardzo emocjonalna. "Ja od razu w ryk" - przyznał bez ogródek.
W gabinecie zaczęło robić się coraz bardziej nerwowo. Pojawili się kolejni lekarze, a lista badań rosła z każdą minutą.
"Jeszcze chwila i było już kilku specjalistów. Rezonans, tomografia, kontrast. Potem pytania o przerzuty. Pamiętam, że powiedziałem: 'O czym wy do mnie mówicie?'".
Najtrudniejszy okazał się moment między diagnozą a ostatecznym wynikiem.
"Przez jeden dzień nie wiedziałem, co się dzieje. Wszystko mi przeleciało przed oczami" - mówił.
Noc, która zmieniła perspektywę
Artysta nie ukrywa, że ta jedna noc mocno odbiła się na jego psychice.
"Obiecałem sobie różne rzeczy. Że zmienię pewne nawyki, że czegoś już nie zrobię" - wspominał.
Do dziś wraca też do obrazów z badania rezonansem magnetycznym.
"Leżę w tej tubie, nie mogę się ruszyć, płaczę. I tylko myślę o tym, co się właśnie dzieje".
Co więcej, wszystko zbiegło się z ważnym momentem w jego karierze. Kilka dni później miał rozpocząć działania promocyjne związane z nowym materiałem muzycznym, w tym utworem nagranym z Kayah.
Diagnoza, która przyniosła ulgę
Ostatecznie już następnego dnia pojawiła się dobra wiadomość.
"Okazało się, że to niezłośliwe. Po prostu coś urosło i jest okej" - wyjaśnił.
Zmiana została usunięta, a dziś wszystko jest pod kontrolą.
"Wycięto to. Jest naprawdę dobrze, ale muszę się regularnie badać" - zaznaczył.
Historia Kwiatkowskiego to nie tylko osobiste wyznanie, ale też wyraźny sygnał dla jego rówieśników. Artysta zwrócił uwagę na coś, co łatwo zignorować.
"Morfologię miałem bardzo dobrą. A mimo to coś się działo" - podkreślił, dodając, że lekarze zalecili mu regularne wykonywanie USG.
W jego ocenie młodzi ludzie zbyt często zakładają, że problemy zdrowotne ich nie dotyczą.
"Wydaje nam się, że jesteśmy niezniszczalni. A to nie jest prawda" - podsumował.








