Burza po ujawnieniu głosów polskiego jury na Eurowizji 2026. "Wstyd i złość"
Finał 70. Konkursu Piosenki Eurowizji przyniósł Polsce skrajne emocje. Z jednej strony Alicja Szemplińska zanotowała najlepszy wynik od lat w głosowaniu jurorów, z drugiej ogromne kontrowersje wywołała decyzja polskiego jury, które najwyżej oceniło reprezentanta Izraela. W sieci rozpętała się prawdziwa burza, a widzowie błyskawicznie zaczęli porównywać werdykt ekspertów z głosami publiczności.

Jubileuszową, 70. edycję Eurowizji wygrała reprezentująca Bułgarię Dara z utworem "Bangaranga". Drugie miejsce zajął Noam Bettan z Izraela, natomiast Polska uplasowała się na 12. pozycji. Alicja Szemplińska, która wróciła na eurowizyjną scenę z balladą "Pray", zdobyła łącznie 150 punktów.
Choć końcowy rezultat nie pozwolił znaleźć się w ścisłej czołówce, występ polskiej reprezentantki został bardzo dobrze oceniony przez międzynarodowe jury. Maksymalne noty, czyli 12 punktów, Polska otrzymała od Niemiec, Belgii, Austrii i Mołdawii. Wysoko ocenili nas również jurorzy z Grecji oraz Litwy, którzy przyznali Alicji po 10 punktów. Po 8 punktów przekazały z kolei Szwajcaria, Australia i Łotwa.
To właśnie głosy ekspertów pozwoliły Polsce znaleźć się na siódmym miejscu w klasyfikacji jury. Zupełnie inaczej wyglądało jednak głosowanie widzów.
Publiczność nie była równie entuzjastyczna
Telewidzowie okazali się dla Polski znacznie bardziej powściągliwi. Alicja Szemplińska zdobyła od publiczności zaledwie 17 punktów. Najwięcej głosów napłynęło z Wielkiej Brytanii, która przyznała Polsce 5 punktów. Niemcy przekazały 4 punkty, Litwa 3, natomiast Szwecja i Włochy po 2. Jeden punkt Polska otrzymała jeszcze w kategorii "reszta świata".
12 punktów dla Izraela wywołało lawinę komentarzy
Największe emocje wzbudziło jednak głosowanie polskiego jury. Reprezentant Izraela otrzymał od naszych jurorów maksymalną liczbę punktów. Drugie miejsce zajęła Bułgaria z 10 punktami, a kolejne Grecja, Australia i Belgia.
Pełna punktacja polskiego jury wyglądała następująco:
12 punktów - Izrael
10 punktów - Bułgaria
8 punktów - Grecja
7 punktów - Australia
6 punktów - Belgia
5 punktów - Rumunia
4 punkty - Czechy
3 punkty - Norwegia
2 punkty - Włochy
1 punkt - Ukraina
Decyzja wywołała natychmiastową reakcję internautów. W mediach społecznościowych dominowały krytyczne wpisy, a wielu fanów konkursu otwarcie nie kryło oburzenia.
"To po prostu wstyd", "Skandal", "Serio?", "Masakra", "Wstyd i złość" - pisali użytkownicy sieci. Pojawiały się również komentarze odnoszące się do napiętej sytuacji politycznej i humanitarnej na Bliskim Wschodzie.
Nie brakowało też głosów nawiązujących do medialnych kontrowersji wokół udziału Izraela w konkursie. Jeden z komentujących napisał: "12 punktów dla Izraela od Polski? Po takiej nagonce (...) na naszą reprezentantkę? Skandal!".
Widzowie z Polski wybrali zupełnie innego faworyta
Jeszcze większe zdziwienie wywołało porównanie wyników jury z głosami polskiej publiczności. Widzowie w Polsce nie wskazali Izraela jako swojego zwycięzcy. Najwięcej punktów otrzymała Ukraina.
Tak wyglądały wyniki televotingu z Polski:
12 punktów - Ukraina
10 punktów - Rumunia
8 punktów - Mołdawia
7 punktów - Bułgaria
6 punktów - Finlandia
5 punktów - Australia
4 punkty - Czechy
3 punkty - Dania
2 punkty - Izrael
1 punkt - Serbia
Rozbieżność między decyzją jury a głosem widzów natychmiast stała się jednym z najgorętszych tematów po finale. Wielu fanów Eurowizji zwracało uwagę, że publiczność i eksperci coraz częściej oceniają konkurs według zupełnie innych kryteriów.
Skład jury pod ostrzałem
Po finale ujawniono również nazwiska osób zasiadających w polskim jury. W gronie jurorów znaleźli się Eliza Orzechowska, Filip Kuncewicz, Jasiek Piwowarczyk, Viki Gabor, Staś Kukulski, Wiktoria Kida oraz Maurycy Żółtański.
To właśnie pod adresem jurorów zaczęła spływać największa fala krytyki. W sieci pojawiły się apele o większą przejrzystość systemu oceniania, a część fanów domagała się zmian w sposobie wyboru krajowych komisji jurorskich.










