Britney Spears odpowie na zarzuty jazdy pod wpływem. Śledczy mają dla niej kuszącą propozycję
Wraz z początkiem marca do mediów trafiła informacja o zatrzymaniu Britney Spears za prowadzenie pojazdu pod wpływem. Wokalistka, która latami walczyła o zniesienie kurateli i wolność, ponownie wpadła w kłopoty. Choć po kilku godzinach wyszła z aresztu, teraz odpowie na oficjalne oskarżenie przed sądem. Pierwsza rozprawa zaplanowana została na 4 maja. Jak się okazuje, śledczy mają dla ikony popu specjalną propozycję.

Do incydentu z udziałem Britney Spears doszło na początku marca bieżącego roku. Policja zatrzymała piosenkarkę po otrzymaniu zgłoszenia od świadka, który dostrzegł pojazd niebezpiecznie poruszający się między pasami ruchu. Jak podaje portal TMZ, do przejęcia gwiazdy przez służby miało dojść zanim komukolwiek stała się krzywda.
Tuż po zatrzymaniu wokalistka przewieziona została do szpitala, gdzie wykonano jej badania krwi. Później przetransportowano ją do aresztu, a w drodze na komisariat miała być zdruzgotana całym zajściem. Rzekomo trzęsła się i płakała. Po spędzeniu nocy w zamknięciu, około godz. 6:00 rano czasu lokalnego 44-letnia gwiazda miała zostać zwolniona do domu. Na tym jednak cała sprawa się nie zakończyła - teraz Spears będzie zmuszona stawić się przed sądem.
Śledczy mają propozycję dla Britney Spears. Mogą pójść oskarżonej piosenkarce na rękę?
Prokuratura okręgowa w hrabstwie Ventura przekazała, że Britney Spears odpowie przed sądem na zarzut prowadzenia pojazdu pod wpływem. Pierwszą rozprawę zaplanowano na 4 maja. Co ciekawe - śledczy mają wówczas złożyć ikonie popu pewną propozycję. Chodzi o "wet reckless", czyli możliwość przyznania się do winy za lekkomyślne prowadzenie samochodu pod wpływem procentów lub innych substancji nielegalnych.
Na rozwiązanie to mają możliwość zdecydowania się jedynie osoby bez wcześniejszych wykroczeń tego typu, które na badaniach miały niski poziom alkoholu we krwi, nie spowodowały żadnego wypadku i - co najważniejsze - wykazują gotowość, aby poddać się leczeniu lub terapii.
Menedżer Britney Spears podkreśla, że ostatni incydent stał się "początkiem długo wyczekiwanych zmian w życiu gwiazdy"
Choć od incydentu minęło już kilka miesięcy, emocje z nim związane wciąż nie opadły. Najbliżsi z otoczenia Britney Spears próbują ratować piosenkarkę przed więzieniem lub ponowną kuratelą. Publicznie głos w sprawie zabrał m.in. menedżer amerykańskiej gwiazdy, Cade Hudson, który podkreślił, że synowie opiekują się teraz znaną mamą. Niefortunne zdarzenie ma być jego zdaniem początkiem wielkich zmian na lepsze w życiu Spears.
"To był niefortunny i niewybaczalny incydent. Britney podejmie odpowiednie kroki, zastosuje się do prawa i mamy nadzieję, że to początek długo oczekiwanych zmian w jej życiu. Potrzebuje pomocy i wsparcia w tym trudnym okresie. Jej synowie będą z nią spędzać czas, a bliscy opracowują plan, by zapewnić jej sukces i dobrostan" - powiedział na łamach TMZ.


![Jutes "Far From Dilworth Tour": Polacy znowu najlepsi [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MSLEGOAF93N16-C401.webp)





