Wciąż trwa 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty, w ramach którego uczestnicy mają okazję oglądać filmy z sekcji "Oslo/Reykjavik". Uwzględniono w niej aż dziewięć pozycji - głównie dzieła z tego roku, pokazywane w Polsce przedpremierowo, ale też takie, które powstały w ubiegłym i 2024 r. "Tutaj trafiają filmy z jednej strony prawdziwie 'północne' - najlepiej oddające współczesnego ducha krajów nordyckich, ale z drugiej strony poruszające tematy uniwersalne i czytelne pod każdą szerokością geograficzną" - czytamy w opisie przeglądu na oficjalnej stronie Nowych Horyzontów.
Jednym z filmów, który trafił do wspomnianej sekcji jest "Niezbyt wygórowane oczekiwania", który doczekał się światowej premiery w połowie maja, lecz dla polskich widzów wciąż był niedostępny (daty oficjalnej premiery w naszych kinach nie zapowiedziano). To pełnometrażowy debiut Eivinda Landsvika - reżysera i scenarzysty dotychczas znanego głównie z krótkich produkcji, które trafiały na festiwale w Cannes i Sztokholmie. "Interesuje go opowiadanie historii o wchodzeniu w dorosłość, skupionych przede wszystkim na kwestiach samotności i tożsamości" - czytamy na stronie Nowych Horyzontów, co jedynie potwierdza jego najnowsze dzieło.
Zobacz również:
"Niezbyt wygórowane oczekiwania" to film, w którym główna bohaterka - Maja - znajduje się na skraju załamania. Poznajemy ją jako piosenkarkę, która zachłysnęła się popularnością i upadła na samo dno. Po miesiącach uwielbienia fanów, kontraktów płytowych ze znaczącymi wytwórniami i podróży związanymi z trasą koncertową zaczyna odczuwać wielką niemoc. Zmagając się z uzależnieniami, depresją i wypaleniem twórczym artystka postanawia na chwilę przerwać karierę i skupić się na samej sobie. Powraca do rodzinnego domu, gdzie czeka na nią wspierająca matka, która załatwia jej posadę w lokalnej szkole.
Choć początkowo Maja nie widzi sensu w nowo podjętej pracy, twierdząc, że właściwie każdy mógłby ją bez problemu wykonywać, z czasem odnajduje w niej wartość. Spotyka na swojej drodze uczennicę, Aidę, dla której staje się swego rodzaju mentorką. Poznaje też nauczyciela i speca od informatyki, dzięki którym uczy się pewnych rzeczy o samej sobie. Podejmując się prowadzenia lekcji muzycznych odnajduje powołanie i zaczyna powoli odzyskiwać kontrolę nad własnym życiem. Choć twierdzi, że "jeśli nie potrafisz czegoś zrobić, to ucz, a jeśli nie potrafisz uczyć, to ucz WF-u", z czasem decyduje się na rozpatrzenie edukacyjnej ścieżki swojej kariery, nie porzucając jednak marzeń o dalszym byciu wokalistką.
Film "Niezbyt wygórowane oczekiwania" Eivinda Landsvika na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty
Film Eivinda Landsvika nazwałabym typowo norweskim dziełem, co nie ujmuje mu w żadnym stopniu, a wręcz przeciwnie - umieszcza go wśród jednych z najbardziej empatycznych i szczerych produkcji, oddających głos swoim zagubionym bohaterom, którzy zabierają widza w świat codziennych trudności oraz wyzwań. Króluje tu szczerość i wrażliwość. Obraz korzysta z delikatnych, zimnych barw, dzięki którym niemalże czujemy chłód panujący w norweskim mieście. Reżyser nie bał się długich, powolnych scen, które pozwalają widzom zanurzyć się w sennym świecie Mai, nieco odciętym od pędu rzeczywistości. Choć na próżno szukać tu slow motion, chwilami miałam wrażenie, jakby losy bohaterki działy się w zwolnionym tempie. Jest tu też sporo świetnie poprowadzonych dialogów - w szczególności rozmowy z matką przy stole albo żartobliwe scenki z rudym kolegą informatykiem - ale Landsvik nie bał się zostawić przestrzeni na ciszę. Soundtrack nie atakuje nas z każdej strony, a melodie pojawiają się w momentach, w których faktycznie mają znaczenie dla fabuły. Moim ulubionym zabiegiem było rozpoczynanie rozmów bohaterów z offu. Często bowiem postacie wchodziły ze sobą dialog, gdy my jako widzowie, byliśmy jeszcze w poprzedniej scenie. Obraz podążał za słowami dopiero po chwili, tworząc tajemnicę i dając nam moment na zaadaptowanie się do kolejnego wątku.
Filmem "Niezbyt wygórowane oczekiwania" reżyser pokazał, że możesz być na samym szczycie, spełniać marzenia, mieć wspierającą rodzinę, a i tak w jednej chwili da się wszystko stracić. Maja nie mogła narzekać na brak szczęścia - jej artystyczny projekt był doceniany, wytwórnia podpisała z nią kontrakt, wypłacając nawet pieniężną zaliczkę, a mama wspierała jej karierę, nie zmuszając do pójścia na studia. Mimo to nadeszło wypalenie. Landsvik w niezwykle autentyczny sposób pokazał, jak wygląda depresja - to ona stała się tutaj głównym problemem. Zwykle nadchodzi znienacka i jest niewytłumaczalna. Choćby miało się setki sukcesów na koncie i najbardziej poukładane życie, ona nie bierze jeńców i burzy wszystko, co spotka na swojej drodze. Reżyser pokazał pełne spektrum kłopotów psychicznych bohaterki, uwzględniając także problemy z imprezami, używkami i alkoholem. W ten sposób przedstawił złożoność całej sytuacji i z ogromną wrażliwością podszedł do wyzwań, które na swojej drodze napotkała nie tylko Maja, lecz także miliony ludzi na całym świecie. Uwzględniając bezsilność, niechęć do dalszego działania i bezradność bohaterki wobec własnych myśli, pokazał, że z każdej, nawet najgorszej sytuacji da się znaleźć wyjście - bez zbędnego moralizowania i ckliwego happy endu.
Jednym z ciekawszych wątków poruszonych w filmie jest historia Aidy - nastoletniej uczennicy, którą Maja poznaje, gdy zaczyna nadzorować egzaminy w lokalnej szkole. Dziewczyna zostaje nam przedstawiona jako bujająca w obłokach, próbująca odnaleźć się w szkolnym świecie, wśród koleżanek i kolegów, od których wydaje się nieco bardziej dojrzała. Choć czuje się odrzutkiem, nie jest tak traktowana - znajomi chętnie przychodzą na jej imprezy, a jeden z chłopaków próbuje nawiązać z nią bliższą relację. Aida poszukuje swojej tożsamości w tańcu, a gdy poznaje Maję - która swoją drogą jest jej muzyczną idolką - zaczyna dostrzegać w niej kogoś podobnego do siebie. Traktuje ją jak mentorkę i czuje w niej wsparcie, lecz czar szybko pryska, gdy tytułowe oczekiwania przestają się spełniać.
Tym, co w "Niezbyt wygórowanych oczekiwaniach" urzekło mnie najbardziej, był motyw basenu - mocno wpływający na życie Mai i łączący postać z aktorką ją odgrywającą. W wielu scenach bohaterka wspomina bowiem wydarzenie ze swojego dzieciństwa, które nie daje o sobie zapomnieć. Duchem jej przeszłości jest wypadek na basenie, którego była świadkiem. Na jej oczach utonęła młoda studentka z Azji, z którą chwilę wcześniej rozmawiała. Malutkiej Mai trudno było przepracować tragedię i w dorosłym życiu wciąż rozpatruje fakt, jak nikt nie zwracał uwagi na leżącą na dnie kobietę. Wspomina o dwóch chłopcach, którzy nurkując przepływali nad jej ciałem, o ludziach opalających się na leżakach i gwarze, który panował dookoła, gdy wszyscy świetnie bawili się w słońcu, a obok ktoś właśnie stracił życie. To, jak Maja opowiada o tamtych wydarzeniach, o obojętności ludzi na cierpienie innych, jest nieoczywistą metaforą tego, jak ona sama czuje się w świecie. Jednocześnie przywodzi na myśl piosenkę "dead girl in the pool.", kilka lat temu wydaną przez Girl In Red, w której artystka śpiewa, że "jest tą nieżywą dziewczyną w basenie". Nie sposób było - będąc fanką jej twórczości - nie doszukać się nawiązań do utworu, którego o dziwo nie wykorzystano w ścieżce dźwiękowej dzieła.
Girl In Red zagrała w filmie "Niezbyt wygórowane oczekiwania". To prawdziwa historia jej życia?
Wydaje się, że Marie Ulven, biorąc udział w produkcji Eivinda Landsvika, chciała odciąć postać Mai od samej siebie. W filmie wymyślono bohaterce zupełnie inny pseudonim artystyczny, pominięto jej queerową tożsamość i dodano kilka wątków, które odbiegają od prawdziwego życia Girl In Red. Do soundtracku nie użyto także żadnej kompozycji norweskiej wokalistki, choć zdecydowanie była na to przestrzeń. Twórcy nie postawili na muzyczną biografię, które często mają tendencje do wpadania w niepotrzebny patos, a wykorzystali jedynie niektóre tropy, aby pokazać uniwersalną historię człowieka.
Jednocześnie na pierwszy rzut oka widać, że główna bohaterka "Niezbyt wygórowanych oczekiwań" czerpie z życiorysu Ulven i jej prawdziwych doświadczeń. Sama artystka wielokrotnie wspominała publicznie o walce z depresją i uzależnieniem, miewała też momenty braku weny twórczej. Grając Maję korzystała więc z autentycznej historii, dzięki czemu udało jej się zbudować żywą, szczerą postać. Jej debiut na wielkim ekranie okazał się ogromnym sukcesem i z niecierpliwością wyczekiwać będę jej kolejnych poczynań w świecie filmu.











