"Ironia losu. Być Afrykaninem i znienawidzonym przez słońce" - tymi słowami wita nas X, pisząc w miejskim autobusie jeden ze swoich tekstów. "Ironia losu. Nazywają nas czarnym rynkiem. Nas, 70 procent siły roboczej. Zniewoloną pokojówkę, która sprząta ich domy. Obecne, elokwentne ciało, które wychowuje ich dzieci. Płynnego kierowcę, który prowadzi ich auta" - kontynuuje, komentując to, co widzi wokół siebie. Porusza się ulicami Luandy, stolicy Angoli, gdzie na wietrze, pomiędzy brudnymi blokowiskami, powiewają kartki z jego poezją.
Film "Moja Semba" zaprezentowano na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty w ramach sekcji "Odkrycia"
Reżyser od początku daje nam do zrozumienia, że historia X będzie historią kogoś wykluczonego, kogoś kto akceptuje swój los, choć wielu rzeczy nie rozumie. Albinos wśród ciemnoskórych, tania siła robocza w świecie, w którym rządzą ci bogaci. Z dalszej części filmu dowiadujemy się, że nasz bohater nie tylko został odtrącony przez społeczeństwo, lecz także przez własnych rodziców. Wychowuje się w lokalnym kościele, gdzie rolę jego ojca przyjmuje ksiądz. Jako zmarginalizowany nastolatek dorasta w otoczeniu innych dzieciaków, które również zostały porzucone.
Pod skrzydła księdza trafiają też m.in. Lele i Maria, którzy stają się przyjaciółmi, albo wręcz bratem i siostrą X. Każde z nich startuje z tego samego momentu, lecz ostatecznie wybiera zupełnie inną drogę. Lele wpada w konflikt z prawem, okradając jeden ze sklepów, Maria pracuje jako pokojówka, a jej największym cierpieniem okazuje się wykorzystujący ją szef. Główny bohater wybiera w tym wszystkim ścieżkę poezji, rapu i słów, które nie tylko pozwalają mu głośno mówić o tym, co złe, lecz przede wszystkim pozwalają mu zrozumieć. Pisze teksty zarówno osobiste - o swoim doświadczeniu jako albinos, o porzuceniu przez matkę, o braku czułości - jak i polityczne - o kryzysie związanym z bezdomnością, z brakiem pracy czy z wydobywaniem ropy naftowej.
Momentem przełomowym w życiu X okazuje się jego pierwsza wizyta na slamie poetyckim. Na nielegalne spotkanie ulicznych raperów, zorganizowane gdzieś w opuszczonych i rozwalających się magazynach, zabiera go Lele, który sam też pisze. Wówczas główny bohater jedynie przypatruje się słownym potyczkom, nie znajdując w sobie odwagi, aby pokazać innym, co potrafi. Na kolejnym slamie chwyta za mikrofon, lecz zdissowany wcześniej przez innego uczestnika - głównie ze względu na bycie albinosem - nie potrafi wydobyć z siebie ani słowa. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia jego przyjaciel zostaje złapany przez policję i trafia za kraty. X znajduje na miejscu jego zbrodni kominiarkę, którą wykorzystuje następnie, aby ukryć twarz i zdobyć siłę do wygłoszenia swoich tekstów na podziemnym konkursie. W tym momencie dowiadujemy się, jak ogromną siłę mają jego rymy i że gdyby nie odmienny wygląd, to od początku mógłby zostać wysłuchany.
W "Moja Semba" nie zabrakło wątku miłosnego, którym reżyser pokazał, że doświadczenia braku czułości i odtrącenia zawsze można naprawić. Uciekając z jednego z nielegalnych slamów X poznaje dziewczynę, która budzi w nim zupełnie nowe uczucia. Z rozmowy z nią dowiaduje się, że nie wszyscy patrzą na niego z obrzydzeniem, że jego bycie albinosem nie skreśla go na zawsze z intymności i miłości. Dzięki tej historii, wplecionej gdzieś pomiędzy losy X, dowiadujemy się także, że bohater akceptuje swoje przeznaczenie. W pewnym momencie wygłasza do ukochanej słowa, w których wyjawia, że nie stara się na siłę kontrolować czegoś, nad czym nie ma władzy. Nawiązuje wówczas do odczuć innych ludzi wobec niego, którzy widząc jego bladą skórę czują niechęć, a także do polityki w Angoli, która leży w rękach wyżej postawionych, a nie zwykłych mieszkańców.
Najmocniejsza scena w całym filmie nadchodzi pod koniec - gdy X zmuszony jest wyjść z podziemi i zaprezentować swoją poezję przed większą publiką. Ksiądz z lokalnego kościoła, który opiekował się nim od małego, zaczyna bowiem chorować. Wraz z Marią i Lele bohater stara się zdobyć fundusze na leczenie. Gdy brakuje mu jeszcze miliona postanawia spróbować swoich sił w telewizyjnym konkursie talentów. Wraz z "Anonimowymi" - kilkoma innymi raperami, których poznał na nielegalnych slamach - występuje w programie, prezentując utwór "Moja Semba", o którym prędko nie da się zapomnieć. Blisko pięciominutowa scena, oparta jedynie na rapowym numerze, wbija się w głowę i definiuje cały film Hugo Salvaterry. Na koniec występu, gdy X wraz z pozostałymi raperami oblewają się czarną, lepką i gęstą mazią, akcja zwalnia, a symboliczny akt staje się na tyle wymowny, że już więcej słów nie potrzebujemy.
Zobacz również:
O czym jest więc "Moja Semba"? To film przede wszystkim o dorastaniu na ulicach przeludnionego miasta, bez bliskości matki oraz ojca, z zupełnie nową rodziną. Wychowany przez ulicę Lele wielokrotnie karcony jest przez księdza za wulgarne słownictwo i brak wiary w Boga, aż ostatecznie kończy w więzieniu. Maria bez odpowiednich wzorców nie wie, jak walczyć ze złym traktowaniem. X z kolei wychowanie ulicy wykorzystuje w swoich tekstach. To też film o przyjaźni i zrozumieniu, na które główny bohater może liczyć, zarówno ze strony Lele, Marii, jak i nowopoznanej dziewczyny, czy wychowującego go kapłana. To film o inności, odmienności i poszukiwaniu bezpiecznych miejsc oraz przestrzeni, w których można być sobą.
"Moja Semba" porusza jednak nie tylko wątki osobiste, związane z historią X. To film o problemach społeczeństwa - zarówno Afrykańskiego, jak i każdego innego na świecie. Uniwersalna opowieść obnaża brak tolerancji ciemnoskórych wobec albinosa, którzy przecież sami często mierzą się z dyskryminacją ze względu na kolor skóry. Pokazuje również trudne doświadczenia związane z pracą w afrykańskich miastach - gdzie bezrobocie, wyzysk, przemęczenie i marne grosze w zapłacie są codziennością. Na koniec stara się wytłumaczyć widzowi ogrom problemu związanego z rynkiem ropy naftowej, w którym Angila jest jednym z największych producentów surowca.
Film "Moja Semba" to wreszcie opowieść o tytułowej sembie - sztuce, rapie, poezji. Pisane przez X oraz innych bohaterów teksty nie tylko prowadzą nas przez fabułę i pokazują problemy świata wykreowanego przez Hugo Salvaterrę. One udowadniają przede wszystkim, jak słowa wypowiadane na głos, jak osobiste doświadczenia przekazywane przez muzykę, jak zjednoczenie się w sztuce może uratować komuś życie. I choć ksiądz, który wychowywał X, nie został uleczony dzięki poezji, odmienia ona życie głównego bohatera, pomaga mu zrozumieć innych, siebie oraz znaleźć własne miejsce na ziemii.
Film ogląda się jak dokument - wrażenie surowości sprawiało, że czułam, jakby Euclides Teixeira, wcielający się w rolę X, wcale nie był aktorem, tylko wpuścił nas do swojego wnętrza i opowiadał prawdziwą historię swojego życia. Nie brakuje tu jednak pięknych, artystycznych kadrów. Najbardziej w pamięci zapadł mi ten z kobietą niosącą na głowie ciężką misę, stojącą na tle czystego, błękitnego nieba - mistrzostwo. To dzieło cenne kulturoznawczo, pokazujące Angolę z perspektywy życia w tym afrykańskim kraju i jego realnych problemów. To też historia uniwersalna, pokazująca, że problemy wykluczenia i nietolerancji obecne są niemal w każdej społeczności.
W "Mojej Sembie" trudno jest jednak ocenić kwestie liryczne, na których opiera się wątek X jako podziemnego rapera-poety. Jego teksty są wręcz nieprzetłumaczalne na język polski - choć nie wątpię w to, że tłumacz bardzo się starał i włożył w to wiele pracy. Nie jesteśmy w stanie wychwycić rymów wewnętrznych, o których non stop wspomina Lele, a inne zabiegi stylistyczne są dla nas ledwo wyczuwalne. Mimo to ja osobiście kibicowałam X w walce o muzyczne marzenia i ślepo wierzyłam w to, że jego teksty naprawdę są lepsze niż wszystkich innych. Cała fabuła jest dodatkowo dość prosta i przewidywalna, ale ta naiwność dramatycznie nie przeszkadzała. W ostatecznym rozrachunku to naprawdę ciekawa opowieść, w szczególności że niewiele wiedziałam do tej pory o afrykańskim podziemnym rapie.











