Przypomnijmy, że Amy Winehouse zmarła 23 lipca 2011 r. na skutek przedawkowania alkoholu po okresie odstawienia. W abstynencji wytrzymała dwa tygodnie. Z ostatniego odwyku wychodzi na początku czerwca. "Amy czuje się fantastycznie i nie może doczekać się trasy koncertowej" - mówił wówczas jej rzecznik, Chris Goodman.
18 czerwca na koncercie w Belgradzie następuje katastrofa - wokalistka ledwo trzyma się na nogach. Podobno siłą wypchnięto ją na scenę. Co chwilę z niej jednak schodzi, jakby chciała uciec, ale nie mogła. W pewnym momencie potyka się i upada. Publiczność gwiżdże, media donoszą o "kompromitacji". To był jej ostatni występ w życiu.
Amy Winehouse miała wystąpić w Polsce. Koncert odwołano po fatalnym występie w Belgradzie
Trzy dni później odwołano pierwszy występ brytyjskiej gwiazdy w Polsce - Amy miała być gwiazdą festiwalu ARTPOP w Bydgoszczy, który zaplanowano na 30 lipca. Miesiąc po odwołaniu tego koncertu Winehouse już nie żyła.
W 2011 r. wokalistka cieszyła się statusem muzycznego odkrycia początku XXI wieku, choć wówczas niemal wszystko wskazywało, że upadek ikony jest tylko kwestią czasu. Walkę z uzależnieniem od trunków i zakazanych substancji Winehouse toczyła w zasadzie w świetle kamer. Debiutancki album "Frank" z 2003 r. przyniósł jej m.in. nominacje do Brit Award i Mercury Music Prize, a także nagrodę Ivor Novello (za "Stronger Than Me"). Płyta niespełna 20-letniej wokalistki przyniosła dużą dawkę komplementów ze strony krytyki i spory sukces sprzedażowy.
Prawdziwe szaleństwo na punkcie Amy rozpoczęło się po premierze albumu "Back to Black" (2006), który zapowiadał singel "Rehab". To jedna z autobiograficznych piosenek, w której chyba najbardziej odcisnęło się tragiczne życie brytyjskiej wokalistki. Amy zdecydowanie odmawia udania się na odwyk, na który próbował ją wysłać jej ówczesny menedżer Nick Shymansky.
Nie chciała iść na odwyk. Wtedy powstał jej największy przebój "Rehab"
"Zapytałam mojego tatę [Mitch Winehouse], czy uważa, że potrzebuję iść. Powiedział, że nie, ale że powinnam spróbować. Więc poszłam, na jakieś 15 minut. Przywitałam się, powiedziałam, że piję, bo jestem zakochana i żyję w popieprzonym związku. A potem wyszłam" - tłumaczyła potem Winehouse. Zdecydowała się wtedy odprawić Shymansky'ego, z którym pracowała w latach 1999-2006.
Mówiąc o "popieprzonym związku" wokalistka miała na myśli burzliwą relację z Blakiem Fiedlerem-Civilem (oficjalnie byli małżeństwem w latach 2007-09), który przez wielu był obwiniany o wciągnięcie Winehouse w uzależnienie.
"Troszczyłem się o Amy i byłem z niej ogromnie dumny. Ale kiedy jej już z nami nie ma, to obawiam się o jej spuściznę. Tak wielu ludzi nie rozumie, co naprawdę się zdarzyło. Nie wiem, czy odwyk by u niej zadziałał. Myślę o tym cały czas" - mówił po latach Nick Shymansky, który poznał Amy jako 16-latkę.
Album "Back to Black" wyprodukowany przez Marka Ronsona i Salaama Remi katapultował Amy na szczyt. Wokalistka zdobyła pięć statuetek Grammy, dzięki czemu wyrównała ówczesny rekord nagród zdobytych przez kobietę jednego wieczoru. Stałą się też pierwszą brytyjską wokalistką, która zgarnęła pięć Grammy za jednym zamachem. Płyta rozeszła się w ponad 20-mln nakładzie, trafiając do czołówki listy bestsellerów wszech czasów. Wydawało się, że świat leży u jej stóp. Tymczasem okazało się, że "Back to Black" pozostał drugą i zarazem ostatnią płytą wydaną za życia Amy Winehouse.
Tak wyglądały ostatnie chwile Amy Winehouse
Na początku lipca 2011 r. wokalistka zamyka się w swoim domu w północnym Londynie. Zamroczona nie odróżnia dni tygodni, wstaje by sięgnąć po kolejną butelkę. Później następuje otrzeźwienie, które potrwa w sumie dwa tygodnie. 20 lipca Amy pojawia się gościnnie na koncercie swojej córki chrzestnej, Dionne Bromfield. Winehouse nie sięga jednak po mikrofon, lecz tylko porusza się w rytm piosenek Dionne. Po powrocie do domu ponownie wpada w ciąg, którego nie przerywa już do śmierci.
Ostatnią osobą, która widzi ją żywą jest jej ochroniarz. 23 lipca rano próbuje ją obudzić, ale bezskutecznie. Po kilku godzinach próbuje ponownie - wówczas wokalistka nie daje już oznak życia.
"Nie jestem dziewczyną, która chce zostać gwiazdą czy kimkolwiek innym niż po prostu muzykiem" - opowiadała Amy Winehouse w dokumencie "Amy", który miał premierę niemal cztery lata po jej przedwczesnej śmierci.
Brukowce - które tak chętnie relacjonowały jej upadek - wciągnęły Amy do osławionego Klubu 27. Na liście gwiazd zmarłych - często w tragicznych okolicznościach - w wieku 27 lat znajdowali się wcześniej m.in. Brian Jones (The Rolling Stones), Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison (The Doors) i Kurt Cobain (Nirvana).











