Węże tego wieczoru nie bawili się w półśrodki. Od samego początku dawali z siebie 110% i choć publiczność potrzebowała trochę zachęcania, zobaczyć mogliśmy kilka solidnych mosh pitów. Warto zaznaczyć, że grupa występowała przed Soulfly także podczas koncertów w Poznaniu i Warszawie, co zaowocowało swego rodzaju konkurencją między miastami i jak się okazało, Kraków wygrał to starcie. Wszystko to dzięki circle pitom, w których samym środku znaleźli się gitarzyści Mateusz Holak i Paweł "Czacha" Baranowski.
Wyjątkowo mocnym punktem występu był również numer "Spal to", który - jak tłumaczył Marcin Pyszora - poświęcony jest mocnej krytyce kościoła katolickiego. Tak solidna mieszanka punkowych i metalowych wpływów zapewniła publiczności solidną rozgrzewkę, a i pojawiły się głosy o powrót na bis. To chyba jeszcze nie moment na takie rzeczy, ale z całego serca życzę im, by dotarli do tego punktu!
Soulfly w Krakowie: co się wydarzyło?
Gdy na scenie zameldował się Soulfly, pierwsze minuty upłynęły w skupieniu na czystej muzycznej egzekucji. Zespół dość oszczędnie budował kontakt ze zgromadzonymi widzami. Z każdym kolejnym riffem dystans jednak malał, a Max Cavalera wyraźnie łapał coraz lepszy flow z krakowską publicznością. Uwagę zwracał także sam wygląd frontmana, który wyraźnie schudł i posiwiał. Nie tracił przy tym jednak scenicznej charyzmy. Kilkukrotnie dziękował nawet po Polsku i zagadywał, by upewnić, czy dobrze się bawimy.
W drugiej części koncertu lider zespołu zaczął zapraszać fanów na scenę. Wszystko zaczęło się od młodziutkiego chłopaka, który pomagał Cavalerze przygrywać na bębnie. Na sam koniec kolejny fan zaproszony został z kolei, by odegrać końcówkę "Eye for an Eye" na gitarze. Było też parę miłych niespodzianek - przy "Bleed" na scenie pojawił się pasierb Maxa, Richie Cavalera, a "Tribe" poprzedzone było solówką lidera na tradycyjnym brazylijskim berimbau.
Soulfly zaprezentowali bardzo zbalansowany repertuar. Zespół swobodnie manewrował między brazylijskimi wpływami, dziedzictwem przyniesionym z Sepultury a klasycznym groove i nu-metalem w duchu Korna czy Limp Bizkit, a cały ten stylistyczny pomost spinało potężne, niezwykle mięsiste brzmienie gitar. Słowem podsumowania, bardzo udany koncert, szczególnie, że cały zespół zdaje się być w świetnej formie i w przeciwieństwie do ex-kolegów z Sepultury, nic nie wskazuje na to, by miał znikać w najbliższych latach ze sceny.
Soulfly w Krakowie: setlista
- Back to the Primitive
- Seek 'n' Strike
- No Hope = No Fear
- Prophecy
- No Pain = No Power
- Fire
- Bring It
- Downstroy
- Tribe
- I and I
- Chama
- Bumba
- Bleed
- Favela/Dystopia
- Headup
- Jumpdafuckup
- Eye for an Eye














