Saidan to ciekawy przypadek, bo po wstępnych oględzinach jawi się jako black metal przeznaczony do uszu na co dzień skierowanych ku innym brzmieniom, ale skorych do sprawdzenia niecodziennych koncepcji w ekstremalnym wydaniu. Z jakiegoś jednak powodu, choć duet tworzony przez Splatterpvnka (wokalistę, gitarzystę i basistę) oraz Hundosaia (perkusistę) celowo przerysowuje niektóre stereotypy związane ze środowiskiem, które zinfiltrował, został w nim przyjęty z otwartymi rękoma.
Być może to po prostu znak czasów. Twardogłowych słuchaczy ubywa, a klub samozwańczej elity roszczącej sobie prawo do wyrokowania, co jest "prawdziwe", a co "pozerstwem" stale się kurczy. Sam zresztą lata temu w recenzji debiutanckiego albumu Liturgy zżymałem się, że trąci od niego bardziej dżinsem niż skórą. Dzisiaj już bym tego nie napisał. Wciąż uważam "Renihilation" za materiał nieznośnie monotonny i odstraszający fatalnie zmiksowanym wokalem, a napisany w tym samym okresie przez liderkę Haelę Hunt-Hendrix manifest "Transcendental Black Metal: A Vision of Apocalyptic Humanism" pozostaje skrajnie pretensjonalnym stekiem bzdur, niemniej ostatni album grupy ("93696" z 2023 roku) to pozycja znacznie bardziej przemyślana i zróżnicowana.
Jeszcze innym zespołem, do którego w tamtym okresie przylgnęła deprecjonująca etykieta "hipster metalu", a obecnie (zwłaszcza po znakomitym, ubiegłorocznym albumie "Lonely People With Power") cieszy się powszechnym uznaniem, jest Deafheaven i najpewniej gdyby Saidan zaczynał działalność półtora dekady temu, podzieliłby podobny los. Szczęśliwie przyszło mu tworzyć w dogodniejszych okolicznościach, a Splatterpvnk słusznie zauważył w jednym z wywiadów, że black metal miał pierwotnie szokować konserwatywną publikę i dokładnie taki jest jego cel, bo obecnie tą najbardziej zachowawczą częścią słuchaczy są metalowi gatekeeperzy.
Koncepcja, która może zbulwersować starych wyjadaczy, opiera się na zachowaniu szybkich, skandynawskich riffów tremolo oraz galopujących beatów i sparowaniu ich z zaskakująco euforycznymi melodiami wyciągniętymi wprost z japońskiego popu i rocka. Na papierze może to wyglądać na zderzenie trudnych do pogodzenia skrajności, w praktyce ma własne, naturalne flow pozwalające na spożytkowanie w takim samym stopniu i gniewu, i radości.
W otwierającym album "Razorblade Temptation" z jednej strony jest więc siarczyście jak na "Black Shining Leather" Carpathian Forest (choć na całym albumie przydałoby się wyraźniejsze zaznaczenie gitary basowej na wzór norweskich klasyków gatunku), z drugiej tych gnających na złamanie karku melodii nie powstydziliby się prekursorzy j-rocka z X Japan. Kolejny "Rapture (I'll Wait for You)" choć rozpoczyna się od sekundowego amen breaku (później jeszcze powtarzanego, ale mocno schowanego w miksie), w zwrotkach przywodzi na myśl australijski Horde czy rodzimy Besatt ze znacznie bardziej wypolerowaną produkcją, ale refren gdyby go "oczyścić" z szumu i wyeksponować melodię, nie odstawałby mocno od repertuaru rockowego L'arc-en-Ciel z Osaki. Podobnie jest już do samego końca. Wszystko powstało na bazie kontrastowania ze sobą przeciwieństw zakorzenionych w skandynawsko-japońskim mezaliansie i niemal wszystko zostało zagrane forte (poza zahaczającym o lo-fi emo "Mortuary" w finale), ale zespół zachowuje ostrożność przed ugrzęźnięciem w samodzielnie wykreowanej estetyce.
Po znakomitym "Visual Kill: The Blossoming of Psychotic Depravity" z 2024 roku można było zachodzić w głowę, czy aby cała ta konwencja nie jest zbyt jednowymiarowa i nie wymusza na duecie grania w kółko tego samego. Niekoniecznie musi to być czymś negatywnym. Chociażby Mgła niezmiennie tkwi w sztywno przyjętych przez siebie ramach, ale cały czas potrafi zrobić w ich wnętrzu coś ekscytującego, a najlepszym przykładem nagrywania w kółko tego samego i nigdy nienudzącego się albumu spoza black metalu jest Motörhead. Saidan zdaje się jednak profilaktycznie szukać nowych dróg. Wciąż posługuje się głównie tremolo i blastami, ale tym razem w tle częściej pobrzmiewają syntezatory, a "Stained Glass Sin // Fang Driller", z pełnym patosu intrem, zahacza wręcz o rewiry metalu symfonicznego i power metalu. Luźne skojarzenia z Bal-Sagoth czy Chthonic, ale grającymi na zdecydowanie wyższych obrotach, będą uzasadnione. Albo, jeżeli źródeł inspiracji szukać w Japonii, z grającym ekstremalnie szybki power metal Galneryusem, venomowym Sabbatem czy przede wszystkim duetem Followbane z Kioto, którego okołosymfoniczny black świetnie by się sprawdził jako ścieżka dźwiękowa do "Castlevanii".
Może to nie jest mrok z norweskiego, nadpalonego kościoła, tylko z centrum handlowego, w którym leci akurat "Miss Murder" AFI. Może agresja podana w promienny sposób to najbardziej zaskakujące połączenie smaków od czasu pizzy z oscypkiem i żurawiną. Może też niektóre teksty wzbudzają odrobinę zażenowania ("She moans beneath the soil carnal / Claustrophobic bliss / The latches of her casket bleeding necromantic"), ale to w metalu nic nowego. Dość wspomnieć "Ence pence, puchną ręce / Stary trzyma kij / Czemu, komu pierdziel w domu" Kata. Saidan w całym tym pieczołowicie opracowanym pomyśle na siebie broni się jednak autentycznością, a to przecież w metalu najcenniejsza waluta.
Saidan "Fangdriller: Scars Beneath Memory's Wrist", Avantgarde Music
9/10












