Reklama

Metalmania: Królował thrash

W niedzielę, 9 marca, tuż po północy, XXII edycja Metalmanii przeszła do historii. W tym roku w katowickim "Spodku" królował thrash metal. Nie tylko za sprawą megagwiazdy gatunku, amerykańskiej grupy Megadeth.

Skład Metalmanii 2008 doskonale odzwierciedlił aktualne trendy na metalowej scenie. Thrash metal wraca do łask. Styl przeżywa dziś swą drugą młodość, nie tylko za sprawą wielu reaktywacji weteranów gatunku, ale i nowej fali młodych zespołów.

Reklama

Grupa rudowłosego Dave'a Mustaine'a zagrała półtoragodzinny koncert dla kilku tysięcy fanów, którzy po brzegi wypełnili katowicki "Spodek".

"Jak dobrze jest wrócić" - mówił ze sceny były gitarzysta Metalliki.

W przygotowanym przez Amerykanów zestawie utworów nie zabrakło klasycznych numerów Megadeth: "Wake Up Dead", "Peace Sells", "Hangar 18", "Skin O' My Teeth" czy oczekiwanego przez wszystkim "Symphony Of Destruction".

Usłyszeliśmy również kilka nowszych kompozycji w tym z wydanej w 2007 roku płyty "United Abominations", m.in. "Washington Is Next!" czy singlowy "A Tout le Monde" (znany także z albumu "Youthanasia").

"Thrashmetalmania" rozpoczęła się już jednak znacznie wcześniej, od występu innej amerykańskiej formacji Flotsam And Jetsam, po której przyszła pora na powracających na scenę thrashmetalowców z duńskiego Artillery oraz niebywale żywiołowy koncert legendarnej, nowojorskiej grupy Overkill. Pozostający w ciągłym ruchu Bobby "Blitz" Ellsworth, wokalista Overkill, udowodnił, że stara gwardia wciąż trzyma się dobrze.

Wyjątkowo udanie wypadli także przedstawiciele black metalu: irlandzki Primordial, szwedzki Marduk, a przede wszystkim gwiazda numer jeden norweskiej sceny, Satyricon. Grupa z Oslo zagrała jeden z najlepszych koncertów Metalmanii 2008.

Najbardziej ekstremalny - nie tylko muzycznie - koncert dał z kolei Marduk. Wokalista Mortuus, oblany krwią wylaną na siebie z kielicha oraz jego iście opętane zachowanie na scenie, potwierdziły, że Marduk - wbrew temu, co sądzili organizatorzy - to istne wcielenie diabła. Szkoda tylko, że występ formacji Morgana Steinmeyera Hakansson trwał nieco za krótko.

Jak można się było spodziewać, nie zawiedli też reprezentanci sceny deathmetalowej. Za sprawą amerykańskiej grupy Immolation, fani byli świadkami popisu brutalności i techniki, dzięki naszemu Vaderowi po raz kolejny przypomnieli sobie największe klasyki z bogatego repertuaru polskich ambasadorów metalu.

"Nie wierzę, że to już 25 lat" - mówił do fanów Peter, frontman Vadera, grupy którą świętuje w 2008 roku ćwierćwiecze działalności.

Trudno będzie także zapomnieć o koncercie amerykańskiego The Dillinger Escape Plan, którym przypadła dość niewdzięczna rola zagrania tuż przed Megadeth. Podopieczni Relapse Records wyszli jednak z tej opresji obronną ręką, głownie za sprawą oszałamiająco żywiołowego występu. Dziś już wiemy, dlaczego mathmetalowcy wprowadzili muzykę ekstremalną w XXI wiek.

Metalmania 2008 z pewnością przejdzie do historii jako jedna z bardziej udanych. Jak na "największy festiwal metalowy w Europie Wschodniej" zabrakło niestety choćby jednego telebimu, ochrona również nie do końca spełniała standardy znane w cywilizowanym świecie.

Niejakim nieporozumieniem było też, niestety tradycyjne dla Metalmanii, zapowiadanie zespołów ze sceny, w szerokim świecie metalowym rzecz raczej niespotykana, stąd pełna banałów. Warto przypomnieć, że Metalmania to nie Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu czy zlot amatorów pieśni radzieckich w Zielonej Górze.

Dziś pozostaje nam tylko czekać, co w katowickim "Spodku" wydarzy się już za rok.

Bartosz Donarski, Katowice

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: metal | koncert | sceny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje