Ozzy Osbourne, Tony Iommi, Geezer Butler i Bill Ward na zawsze będą uznawani za wielkich kreatorów i wizjonerów swojego gatunku. Twórczość zespołu odbiła tak duże piętno na młodszych, i nie tylko, kolegach z branży, że bez Black Sabbath żaden ze znanych metalowych zespołów nie miałby prawa, a nawet odwagi istnieć. Lata 70. należały do nich, a najlepszym tego przykładem są ich kultowe krążki: "Black Sabbath", "Paranoid", "Masters of Reality", "Vol. 4", "Sabbath Bloody Sabbath" i "Sabotage". Teraz okazuje się, że historia kultowej grupy, na czele z Ozzym Osbournem, ma szansę pojawić się na wielkim ekranie.
Kto mógłby zagrać Ozzy'ego Osbourne'a w filmie? Nie ma mowy o znanym nazwisku
"Back To The Beginning" to tytuł pożegnalnego koncertu Black Sabbath, podczas którego przypomniano bogatą historię ekipy Ozzy'ego Osbourne'a. W związku z wielkim wydarzeniem zaczęły pojawiać się pytania o inne projekty, mające na celu uhonorowanie kultowej formacji i swoistej "wizytówki" heavy metalu.
Sharon Osbourne i Tony Iommi, czyli menadżerka (oraz żona) i gitarzysta zespołu, podczas ostatniego wywiadu dla "NME", promującego niedawny koncert, dali fanom kilka wskazówek. Zwrócili uwagę na fakt, że wszystko może się wydarzyć - jeszcze do niedawna nie sądzili, iż koncert w Birmingham może się stać rzeczywistością.
Zobacz również:
Co ciekawe, gdy padło pytanie o obsadę potencjalnego projektu, Sharon stwierdziła, iż najlepiej byłoby, gdyby w rolę "Księcia Ciemności" wcielił się ktoś, kto nie jest zbytnio popularny i nie jest marką samą w sobie. Menedżerka i żona artysty podała przykład Johnny'ego Deppa, mówiąc, że oglądając go na ekranie widzowie widzieliby Johnny'ego Deppa, a nie Ozzy'ego, a to wszystko ze względu na "duże" nazwisko. Tym samym Sharon stwierdziła, że gdyby prace nad takim projektem rzeczywiście powstały, najlepiej sprawdziłaby się świeża, nieznana światu twarz, która pozwoliłaby na wykreowanie postaci bez niepotrzebnych skojarzeń.










