Judas Priest w Łodzi: Metal na najwyższym poziomie [RELACJA, ZDJĘCIA]
Judas Priest są absolutnie niekwestionowaną legendą heavy metalu. Na scenie są już od ponad 55 lat, ale nie powstrzymuje ich to przed dostarczeniem show na najwyższym poziomie. Do tego, mimo swoich lat na karku, Rob Halford wciąż zachwyca swoim głosem. Sprawdźcie, jak było na koncercie w łódzkiej Atlas Arenie.

Z Judas Priest miałem okazję zmierzyć się po raz pierwszy w 2018 roku, gdy do katowickiego Spodka zawitali z Megadeth. Najbardziej zapadła mi wtedy w pamięć słaba forma wokalna Mustaine'a i fenomenalny głos Roba Halforda. Dla 17-letniego mnie, 67-letni lider Judas Priest był wręcz metalowym dinozaurem, dlatego absolutnie nie spodziewałem się tak wysokiego poziomu i do teraz z przeogromną przyjemnością wspominam ten występ. Mimo wszystko, wydarzyło się to już 7 lat temu, dlatego koncert w Łodzi był idealnym pretekstem do zweryfikowania, czy grupa wciąż tak dobrze sobie radzi.
Judas Priest w łódzkiej Atlas Arenie
Zanim heavy metalowe ikony pojawiły się na scenie, z głośników usłyszeć mogliśmy "War Pigs" Black Sabbath, które nie od dziś towarzyszy Judas Priest na koncertach. Tym razem po cichu liczyłem na to, że ze względu na okoliczności sami zagrają cover, który udostępnili niedawno na YouTube'ie.
Tak się jednak nie stało, ale i tak na scenę wjechali z pełnym energii "All Guns Blazing" i zaczęła się dzika seria przebojów. Od "Hell Patrol", przez "You've Got Another Thing Comin'", kultowe "Breaking The Law", aż po przebojowego "Night Crawlera" i "Painkillera". Cała setlista mocno obracała się wokół krążka "Painkiller", który z resztą w tym roku obchodzi swoje 35 urodziny. Przy "Giants in the Sky" na ekranie pojawiły się twarze gwiazd spoglądających na nas z góry. Kawałek poświęcony był m.in. Ronniemu Jamesowi Dio, Chrisowi Cornellowi, Freddiemu Mercuremu, Eddiemu Van Halenowi i wielu, wielu innym artystom, których pożegnaliśmy zbyt wcześnie.
Po wyjątkowo intensywnej głównej części koncertu, byłem naprawdę ukontentowany formą wszystkich w zespole. Rob Halford, Andy Sneap, Richie Faulkner, Scott Travis, i Ian Hill, wszyscy dali z siebie absolutne 100, jak nie 120%. Na koniec dostaliśmy nabuzowane energią "Electric Eye", po którym Halford na chwilę zniknął. Nagle usłyszeć mogliśmy ryk silnika, a lider Judas Priest na scenę wjechał na motorze, przechodząc do kultowego "Hell Bent for Leather". Wszystko domknięte było tanecznym wręcz "Living After Midnight" i podziękowaniami zespołu oraz zapowiedzią, że jeszcze do nas powrócą.
Takie stwierdzenie ze strony wielu starszych zespołów mogłoby być bardziej groźbą, niż obietnicą, ale nie w przypadku Judas Priest, oni zaprezentowali tego wieczoru metal na najwyższym poziomie. Grało tam wszystko, od wokali Halforda, przez solówki Faulknera, aż po perkusyjne popisy Travisa. Oglądając ich odniosłem wrażenie, że przez te 7 lat zespół ani trochę się nie zestarzał, dlatego każdego, kto jeszcze ich nie widział, gorąco zachęcam do skorzystania z następnej okazji, bo zwyczajnie warto!
Judas Priest w łódzkiej Atlas Arenie: setlista z koncertu (7 lipca 2025 r.):
- "All Guns Blazing"
- "Hell Patrol"
- "You've Got Another Thing Comin'"
- "Freewheel Burning"
- "Breaking the Law"
- "A Touch of Evil"
- "Night Crawler"
- "Solar Angels"
- "Gates of Hell"
- "Battle Hymn"
- "One Shot at Glory"
- "The Serpent and the King"
- "Between the Hammer and the Anvil"
- "Giants in the Sky"
- "Painkiller"
- "The Hellion"
- "Electric Eye"
- "Hell Bent for Leather"
- "Living After Midnight"












