Full of Hell w Krakowie: Najwięksi miłośnicy Polski i Polaków? [RELACJA]
Do krakowskiego Hype Parku 23 kwietnia zawitał wyjątkowy skład - Jad, Jarhead Fertilizer, The Body oraz Full of Hell. Na papierze wyglądało to jak wieczór tylko dla odpornych. W praktyce okazał się bardzo dobrze ułożoną historią o różnych odcieniach ekstremy.

Jad otworzył wieczór w najuczciwszy możliwy sposób: bez ceregieli, bez rozgrzewki, od razu prosto w twarz. Ten hc/crust na żywo nie potrzebuje żadnych wstępów, żeby zarysować klimat - kilka pierwszych riffów i wiadomo, że szykuje się ostra jazda. Warto wspomnieć, że nasza rodzima ekipa towarzyszy pozostałym na całej trasie, a nie tylko w Polsce. Nie ma się jednak co dziwić, to zespół, który w taki sposób zredefiniował klasykę polskiego punka, że dziś budzi ona zainteresowanie nawet za oceanem i słusznie!
Tego wieczoru słychać było, że spora część publiki przyszła tu specjalnie na nich. Zagrali krótko, bo ledwo ponad 20 minut (chociaż i tak porównując do moich kilku poprzednich zderzeń z zespołem na żywo, czas ten poszedł w górę), ale intensywnie i z ogromną energią, która przyćmiła nieco Jarhead Fertilizer.
Jarhead Fertilizer - niby wszytko gra, ale czegoś brak
Jeśli ktoś liczył, że po Jadzie złapie chwilę oddechu, Jarhead Fertilizer raczej dość szybko wybili mu to z głowy. Mięsiste brzmienie gitar w połączeniu z potężną perkusją i baaaaardzo niskimi wokalami poniekąd robiły robotę, ale w pewnym momencie zaczęło się robić już trochę nudnawo.
Był to występ z serii tych, przy których za bardzo nie ma się do czego przyczepić, ale też nie ma czego pochwalić, ot deathgrind bez zbędnych ceregieli, bez przebieranek, ale za to z nie byle jaką siłą w brzmieniu.
The Body - chyba nie każdy był na to gotowy
The Body na żywo w moim odczuciu wypadają zawsze o niebo lepiej niż na płytach i absolutnie nie chodzi tu o to, że studyjnie to nie wyrabia, ale potęga, i smoła, jaka wylewa się z głośników podczas koncertów to zupełnie inny poziom doświadczania ich muzyki.
To duet, który z tak skromnym instrumentarium osiąga więcej niż niejeden kwartet. Robią wrażenie nie tylko muzyczne, ale i fizyczne - czuć to w żebrach i w karku. Nie ma tu przemów do publiki, ale jest ciągły napór i gęstość. Nie wszyscy byli chyba przygotowani na aż tak intensywne i głośne doświadczenie, ja sam, mając zatyczki odnosiłem momentami wrażenie, że i tak tracę słuch, a po pierwszych numerach widać było ludzi wycofujących się w głąb sali i zatykających uszy. Trudno się jednak dziwić, ciężar The Body ma w sobie coś naprawdę niekomfortowego, ale i na swój pokraczny sposób urzekającego.
Full of Hell - najwięksi miłośnicy Polski?
Full of Hell od lat mają opinię zespołu, który na żywo nie bierze jeńców. W Krakowie tę łatkę tylko potwierdzili. Ich wściekła mieszanka gatunkowa, z całym noise'owym bałaganem i elektroniką okazała się być absolutną demolką. Już na samym starcie dostaliśmy dzikie "Burning Myrrh" i po ciepłym powitaniu zespół kontynuował tę jazdę bez trzymanki, przechodząc przez "Pile of Dead Horses", "Crawling Back to God" czy "Doors to Mental Agony", a wszystko to domknięte było coverem "Oven" od Melvins. Choć w centrum setlisty wciąż pozostawał krążek "Trumpeting Ecstasy", nie brakowało materiału m.in. z "Coagulated Bliss", "Weeping Choir" i "Amber Mote in the Black Vault".
Trzeba im też oddać niesamowite zgranie - przy tym tempie i liczbie zmian trudno było znaleźć moment, w którym coś się rozjeżdżało. Brutalnością, precyzją i kontrolowanym chaosem bez dwóch zdań zasłużyli sobie na łatkę jednego z najlepszych zespołów współczesnej ekstremy. Trzeba też zaznaczyć, że muzycy darzą Polskę ogromną sympatią i podkreślają to jak mało kto. Widać to było w ich postach przed występem, a podczas koncertu Dylan Walker wielokrotnie powtarzał, jak bardzo cieszy się, że mógł do nas powrócić, jak bardzo lubi naszą publiczność i przypomniał, że przed laty to właśnie Krzysztof Paciorek (wokalista Jadu) woził ich w tour busie podczas europejskiej trasy koncertowej.
Krótko mówiąc wieczór wyjątkowy, świetny i mam nadzieję, że doczekam się powtórki. Jeśli ktoś przyszedł tu przetestować granice własnej wytrzymałości, raczej nie wyszedł zawiedziony. Jeśli ktoś przyszedł z ciekawości - najpewniej wróci do domu z przynajmniej jednym nowym zespołem na radarze i solidnie zatkanymi uszami po secie The Body!
Full of Hell w Krakowie - setlista
- Burning Myrrh
- Transmuting Chemical Burns
- Pile of Dead Horses
- Kopf Meines Vaters
- Ashen Mesh
- Crawling Back to God
- Shattered Knife
- Doors to Mental Agony
- Bound Sphinx
- Thundering Hammers
- Digital Prison
- Silmaril
- Blue Litmus
- Thrum in the Deep
- Haunted Arches
- Amber Mote
- Schizoid Rupture
- Bone Coral and Brine
- Branches of Yew
- Gnawed Flesh
- Barb and Sap
- Armory of Obsidian Glass
- Oven (cover Melvins)












