Na dobry początek wieczoru dostaliśmy wspaniały set od Knocked Loose. Powiedzieć, że ich uwielbiam, to jak nie powiedzieć nic. Było to moje trzecie zetknięcie z tym zespołem na żywo i choć wciąż ulubionym pozostaje koncert z 2024 roku, również w Krakowie, tym razem też bawiłem się naprawdę świetnie.
Wspaniale obserwuje się, jak Knocked Loose z trasy na trasę przyciągają coraz więcej ludzi, pną się na sam szczyt festiwalowych tabel i mają okazję występować u boku gigantów takich jak Metallica czy właśnie Bring Me The Horizon. A co jeszcze ważniejsze, z rosnącą popularnością wcale nie stają się łagodniejsi. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że grają ciężej niż wcześniej. Tego wieczoru dostaliśmy dość krótki, bo zaledwie 45-minutowy set, który bardzo zgrabnie przeszedł przez najważniejsze punkty w dyskografii zespołu.

Było nieco przebojowe "Suffocate", wściekłe "Mistakes Like Fractures", był najnowszy singiel nagrany z Denzelem Curry'm - "Hive Mind" no i oczywiście kultowe już "Counting Worms", przy którym publiczność wraz z Bryanem Garrisem pięknie wykrzyczała niezbyt długi, acz trafny tekst - "I wrote a song about getting better, it's a feeling I can't remember" (tłum. "Napisałem piosenkę o tym, jak to jest czuć się lepiej. To uczucie, którego nie pamiętam" - po czym szczeknęła i rzuciła się w szalony mosh pit. Na dobicie gitarzysta Isaac Hale nie mógł już wytrzymać i krzyknął: "odłóżcie te pieprzone telefony", po czym w pięknym stylu przeszedł do "Everything Is Quiet Now". Jeśli tylko utrzymają tendencję wzrostową, a nic nie wskazuje na to, by miało być inaczej, za parę lat to stricte dla nich będziemy wybierać się na areny, bo ten zespół zwyczajnie został stworzony na wielkie sceny.
Bring Me The Horizon w Krakowie: show dopracowany do perfekcji
Ostatni solowy koncert gwiazdy z Sheffield grały w Polsce w 2023 roku w Gliwicach. Rok później mieliśmy jeszcze okazję zobaczyć ich w ramach Mystic Festivalu, ale to jednak skrajnie inne okoliczności, dlatego też nie ma co się dziwić, że wizyta w Krakowie cieszyła się tak ogromnym zainteresowaniem. Tłok dało się odczuć już podczas występu Knocked Loose i z czasem robiło się tylko ciaśniej.
Już podczas wspomnianego gdańskiego festiwalu BMTH zaprezentowali naprawdę imponujący show z trzypoziomową sceną i bardzo, ale to bardzo imponującymi wizualizacjami. Teraz doszły do tego kolejne nowe scenerie, które przeniosły publiczność do szalonego nex-genowego uniwersum. Cały koncert był nie tylko ucztą dla uszu, ale i oczu. Nawet ta starsza oprawa widziana po raz kolejny robiła piorunujące wrażenie i myślę, że niejeden wielkoformatowy zespół mógłby się od nich uczyć.
Przyczepić się muszę jednak trochę do setlisty. Oli już jakiś czas temu wspominał, że doprowadził koncertową listę utworów do takiego punktu, że nie widzi potrzeby, by coś w niej zmieniać i z jednej strony widzę to i rozumiem, ale z drugiej bardzo brakowało tam jakiegoś powiewu świeżości, czy perełki dla miłośników starszej części dyskografii BMTH. Najdalej cofnęliśmy się do "Sempiternal", co przynajmniej u mnie - choć myślę, że nie jestem jedyny - zostawiło lekki niedosyt.
Nie tak dawno temu zespół zapowiedział wydanie nagranego całkowicie od nowa debiutu "Count Your Blessings". Pomysł naprawdę wspaniały, bo genialnych riffów jest tam od groma, ale na żywo niestety ich nie uświadczyliśmy, a szkoda bo słychać było, że Sykes mocno poprawił wokalny warsztat, sięgając od czasu do czasu po skrzeki i bardzo niskie growle. Dostaliśmy za to króciutki fragmencik "Pray for Plagues" wpleciony w "Teardrops" - zawsze coś...
Żeby nie narzekać cały czas, bardzo pięknie wypadły "AmEN!" z rozkładającym się aniołkiem w tle, przebojowa "YOUtopia", ostre "The House of Wolves" no i oczywiście "Antivist", przy którym na scenę tradycyjnie zaproszony został gość z publiczności. Tym razem padło na Stefana. Młody chłopak poradził sobie naprawdę znakomicie, znał cały tekst i wykrzyczał go w iście gwiazdorskim stylu.
Z czasem zrobiło się troszkę spokojniej i bardziej emocjonalnie. Koncert domknęły największe przeboje w postaci "Can You Feel My Heart", "Doomed", "Drown", oraz klasycznie "Throne". Oli podkreślał, że jest to ich nie tylko największy koncert w Polsce w historii zespołu, ale i w całej Europie i o ile w tą pierwszą część jak najbardziej wierzę, tak w drugą? Nie wiem, być może, w każdym razie krakowska publiczność naprawdę oddała i potwierdziła tylko pozycję Bring Me The Horizon wśród największych światowych gwiazd sceny metalowej. Pozostaje tylko pytanie, co będzie następne, bo choć życzę im samych wielkich sukcesów, tak bardzo chciałbym uniknąć wątpliwej przyjemności słuchania ich na Narodowym... Ahhh... prawie bym zapomniał! Wychodząc, na ekranie pojawiła się zapowiedź, jak mniemam nowego singla "Dehumanized", ale nie ujawniono dokładnej daty premiery - pozostaje cierpliwie czekać.
Bring Me The Horizon w Krakowie: setlista
- DArkSide
- The House of Wolves
- MANTRA
- Happy Song
- Teardrops
- AmEN!
- Kool-Aid
- Shadow Moses
- YOUtopia
- Kingslayer
- Antivist
- Follow You
- LosT
- Can You Feel My Heart
- Doomed
- Drown
- Throne










