Rafał Samborski, Interia Muzyka: Jestem po kilku przesłuchaniach "Deuterium" i przyznaję, że muszę się jeszcze wsłuchać w płytę bardziej zanim przystąpię do recenzji. Natomiast przyznaję, że moją uwagę bardzo zwrócił utwór "You Are The Universe", szczególnie pod kątem nastrojowości.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na ten utwór, bo jest bardzo specyficzny. Sporo ludzi, którzy znają naszą wcześniejszą twórczość, zwraca momentalnie na niego uwagę.
Patryk Zwoliński: "You Are The Universe" to podsumowanie tej filmowej historii z całej płyty. Mimo że wcześniej są tam jeden czy dwa spokojniejsze numery, to ten się faktycznie wyróżnia, szczególnie że pod kątem formalnym jest dość ubogi. Nie ma w nim żadnych radykalnych skoków i zróżnicowań, przez co zwraca na siebie uwagę.
Zresztą, jak dobrze pamiętam, to robiliśmy go na samym końcu, a ponieważ kończy album, który generalnie jest smutną historią, ale dobrze się kończy… Więc wydaje się, że zachodzi tu takie rzadkie w przypadku horrorów zjawisko, że trochę to nie pasuje, a jednocześnie jest idealnym zwieńczeniem.
Zastanawiam się, czy w przypadku poprzedniej inkarnacji Blindead bylibyście w stanie coś takiego zrealizować.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Wydaje mi się, że parę albumów miało takie końcówki w klimacie lekkiej nadziei, trochę odpuszczenia tego całego ciśnienia, które wcześniej istnieje na całej płycie. Jak pomyślisz sobie o płycie "Affliction", to tak naprawdę dwa ostatnie numery też są takim trochę odpustem.
Kiedy tworzę koncept na płytę, staram się prowadzić emocjonalną, dynamiczną historię, która zawiera również zwroty akcji. Zazwyczaj na albumach w początkowych fazach dzieje się dużo więcej i szczególnie realizuje się to na "Deuterium", które przez większość płyty jest intensywne. A "You Are The Universe" jest właśnie takim momentem domknięcia.
Tę płytę dzielę na trzy rozdziały i ten ostatni to właśnie "Towards the Dark" i "You Are The Universe", gdzie odpływamy harmonicznie, by zakończyć tę historię. A kluczowe jest to, o czym ona jest. Z mojej strony oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Jest o tym, że po załamaniach, terapii, walce o zdrowie psychiczne i nowe życie na końcu się udaje. Oczywiście nigdy nie jest superkolorowo i wiosennie, ale od razu wiedziałem, że "You Are The Universe" będzie zamykać całość. I ten fortepian, który kończy płytę
Tak, jest naprawdę piękny.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: To zagrał Maciej Janas - w trakcie sesji odkryliśmy, że jest wykształconym muzykiem i studiował fortepian w szkole muzycznej. Nigdy nie słyszeliśmy go wcześniej. Kiedy byliśmy u Davida [Castillo - inżyniera dźwięku odpowiadający m.in. za brzmienie płyt Opeth czy Katatonii, jak również realizatora nowej płyty Blindead 23 - przyp. red.] w studio w Sztokholmie, zauważyliśmy starego Steinwaya. Pięknie brzmiący fortepian. Maciej usiadł sobie, zaczął grać najpierw utwory Hani Rani, którą bardzo lubię.
Podzielam sympatię.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Z Davidem spojrzeliśmy na siebie. I kiedy Maciej za którymś razem improwizował sobie przy fortepianie, to David wcisnął "record". Zarejestrowaliśmy tę improwizację bez jego wiedzy. Ale ten moment idealnie złączył się z końcówką płyty, więc postanowiliśmy ją tam umieścić.
Takie momenty potrafią być wyjątkowe. Przygotowując się do wywiadu, trafiłem też na wypowiedź co do tego, jak powstawało "Void" - o rezonansach, które generowały się w żarówce.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Na wszystkich płytach, w których biorę udział przemycam field recordingi, a Patryk wynajduje sample. Mamy taką swoją ulubioną stronę.
Patryk Zwoliński: Tak, jest taka strona, gdzie naprawdę można znaleźć wszystko [Patryk podaje jej adres - przyp. red.]
Tak, znam. Kiedyś szukałem tam dźwięku szczekającego psa (śmiech).
Patryk Zwoliński: I pewnie znalazłeś dźwięki milionów psów.
Nawet były podzielone na narodowości. Jak chcesz psa z określonego kraju, to tam znajdziesz (śmiech).
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Psa z akcentem (śmiech). Wracając do tego, co mówiłeś o "Vanishing", to rzeczywiście była sytuacja, że brzęczał halogen w suficie domu, w którym tworzyliśmy ten mini-album. Powstawało to przez wibrację tego, co akurat z Pawłem Jaroszewiczem nagraliśmy w danej chwili. Powiedziałem Pawłowi, żeby nie wyłączał tego - wziąłem drabinę i nagrałem telefonem tę żarówkę, która później została włączona do materiału. Takie smaczki pojawiają się tu i ówdzie na "Deuterium" - myślę, że dla kogoś, kto wsłucha się w nowy materiał, mogą to być ciekawe odkrycia.
Materiał powstał 3 lata temu. Wypuszczenie go trochę się przedłużyło. Dlaczego?
Patryk Zwoliński: To były po prostu kwestie związane z wytwórnią i ze znalezieniem odpowiedniego miejsca. A w czasie oczekiwania powstało "Vanishing" oraz jeszcze singiel "Disposed", żeby nie było zupełnej ciszy, a zespół Blindead 23 dawał o sobie znać. Ostatnie przesunięcie - bo premiera miała być 24 kwietnia, a została przesunięta o miesiąc, do 22 maja - było już związane z czynnikami zewnętrznymi niezależnymi od nas. Podejrzewam tylko delikatnie, że mogło chodzić o kolejki w tłoczniach i że było to spowodowane wyprodukowaniem płyty na winylu. Ale to tylko moje podejrzenia, bo wiem, że jest dosyć ciasno w tych miejscach i to się może wydarzyć.
Szczególnie że winyle wróciły do łask.
Patryk Zwoliński: Wróciły tak od ponad dekady, ale wróciły jeszcze w specyficznej formie, której wcześniej nie było. W formie kolorowych płyt: splatterów, smoke'ów, marbli, przezroczystych i nieprzezroczystych. Ludzie to po prostu kolekcjonują. Są osoby, które kupują różne wydania tego samego albumu w różnych kolorach. Widać to po tym, jak to jest wydawane. Nasza płyta też jest w zasadzie w trzech różnych kolorach, więc jest to popularne i specyficzne. Za dawnych czasów w ogóle nie było takich wersji, czy w zasadzie był już tylko CD, bo kasety magnetofonowe też są, ale raczej nie są aż tak popularne.
Niby tak, ale niedawno z jednej wytwórni otrzymałem kasę magnetofonową do odsłuchu materiału.
Patryk Zwoliński: Ten powrót do analogowych nośników jest fajny. Tak naprawdę wychowywałem się na kasetach - nie na winylach. Więc to jest bardzo przyjemne. Natomiast problem jest chyba ze sprzętem grającym, który by odtwarzał takie kasety. Nie wydaje mi się, by firmy wracały masowo do produkowania magnetofonów czy tego rodzaju odtwarzaczy.
Sam mam walkmana - dość świeżego.
Patryk Zwoliński: Tak, walkmany faktycznie powstają. Ale rynek magnetofonów to dalej raczej masa używanego sprzętu. Jeżeli ludzie to kupują i kupują kasety, to właściwie czemu nie?
Mówiłeś o wytwórni. W końcu podpisaliście kontrakt z Peaceville Records - wytwórni, której nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, kto słucha metalu. Jak do tego w ogóle doszło?
Patryk Zwoliński: Kluczową postacią przy tym podpisie jest Michał Wardzała z Mystic Production. Ponieważ - co należy podkreślić - jesteśmy wydawani przez dwie wytwórnie naraz. Na kilka okolicznych krajów wydaje nas Mystic, natomiast światową dystrybucją i sprzedażą albumu zajmuje się Peaceville. I to Michał tak naprawdę swoimi tajemniczymi kontaktami przyczynił się do tego, że ta wytwórnia jest teraz z nami. Oczywiście nie tylko on, bo ktoś musiał ten temat domknąć, ale Michał jest współtwórcą tej polsko-brytyjskiej koneksji.
I ostatnio wydarzyła się w waszej karierze rzecz, która była nowa i chyba była wynikiem tej koneksji, prawda? Mówię o odsłuchach przedpremierowych.
Patryk Zwoliński: Akurat te odsłuchy były z naszej inicjatywy. To normalna rzecz, że w momencie wydania płyty zespół zaczyna grać trasę, a w naszej sytuacji z różnych przyczyn było to na ten moment niemożliwe. Więc postanowiliśmy zorganizować coś, dzięki czemu można było spotkać się z ludźmi. Mieliśmy nadzieję, że będziemy mieć już te płyty ze sobą, ale z uwagi na przełożenie premiery to się nie udało. Natomiast to był dobry pomysł, aby mieć kontakt z fanami, celebrować ten album.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Pomysł wynikał właśnie z tego, o czym Patryk wspominał: wiedzieliśmy, że wiosną nie będzie koncertów, bo po prostu nie było na to przestrzeni czasowej. Więc kiedy wiedzieliśmy, że taka sytuacja będzie miała miejsce wokół premiery, wpadliśmy na pomysł, aby organizować te eventy. Wyszły trochę inaczej niż zakładaliśmy, ale jestem bardzo zadowolony. Dobrze było spotkać się z fanami twarzą w twarz i posłuchać ich wrażeń.
Patryk Zwoliński: Nie spotkałem się za bardzo z tym, żeby takie eventy odsłuchowe w różnych miejscach w Polsce były czymś popularnym i normalnym. Kiedyś były takie trasy po Empikach, gdzie można było się spotkać i podpisać płytę, ale nie miały tam miejsca wspólne odsłuchy. Może właśnie dlatego frekwencja nie była jakaś porażająca, a może to jest po prostu nowa rzecz, która będzie mogła się wydarzać przy kolejnych albumach i zespoły zaczną tak robić. Bo faktycznie organizowanie koncertów jest dużo trudniejsze i bardziej pracochłonne niż zorganizowanie dwóch, trzech czy czterech eventów w jakimś przyjemnym miejscu. Może więc zapoczątkowaliśmy coś, co będzie się dalej rozwijać.
W Polsce faktycznie nie ma takiej tradycji, ale w Stanach takie imprezy stają się czymś powszechnym. W czasach, gdy big-techy próbują nas zmusić do jak najdłuższego spędzania czasu przed ekranem, taka odskocznia może być dla fanów czymś ekscytującym.
Patryk Zwoliński: Jeśli nie da się zagrać koncertu, to takie spotkanie i odsłuch na żywo wydają się jak najbardziej sensowne. Żałuję tylko, że mieliśmy te imprezy biletowane, ale wynikało to zwyczajnie z faktu, że wynajęcie miejsca wiązało się z kosztami.
Znam nieco branżę eventową i myślę, że nie ma powodu, abyście musieli tłumaczyć się z takich rzeczy. Wróćmy do płyty: w Blindead 23 pojawił się Roger Öjersson i przejął na siebie część obowiązków wokalnych.
Patryk Zwoliński: To nie była żadna niespodzianka. Kiedy wiedziałem już, że Roger będzie w zespole i że będzie z nami nagrywał album, a do tego dowiedziałem się, że jest super wokalistą, że ma bardzo duży talent i wielkie możliwości, to pomyślałem: kurczę, dlaczego nie zrobić tego na dwa głosy? Tym bardziej że ten koncept tekstowy też sprzyja temu, żeby były takie dwa głosy.
Roger jest też autorem dużej części tekstów. Jego utwór, "Towards the Dark", był pierwszym skończonym utworem na tę płytę i jest w pełni zaśpiewany przez niego, więc naturalną rzeczą było dalej współpracować razem i zrobić tę płytę wspólnie.
Za każdym razem, jak spotykamy się na próbie czy nawet tak po prostu i zaczynamy rozmawiać o naszej muzyce, to zastanawiamy się, czy może dałoby się dodać jeszcze harmonię. Potem trzeba to przegadać i prześpiewać, ale zawsze powstają jakieś pomysły. To jest wspaniałe, mieć w zespole kolejne gardło, które otwiera nowe możliwości.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Jednocześnie tak naprawdę zawsze mieliśmy inny głos. Na płycie "Affliction" pierwszy raz pojawił się Jan Galbas w "My New Playground Became", gdzie pasowało nam, żeby pojawił się głos inny od Patryka, wyższy w rejestrze. I tak naprawdę to wtedy zapoczątkowało nasze eksperymentowanie. Później na "Absence" też pojawiały się utwory, gdzie było coraz więcej przestrzeni na drugi głos. Wtedy był z nami Matteo Bassoli. Jest to więc rozwinięcie takich moich kreatywnych pomysłów na poszerzanie tych dialogów różnych głosów w utworach.
A jeszcze jedna rzecz związana z Rogerem jest taka, że zanim ja z Patrykiem zaczęliśmy rozmawiać o złożeniu tego zespołu razem i nawiązaniu w jakiejś części do tego, co robiliśmy kiedyś, to byliśmy tak naprawdę w trójkę: z Pawłem i z Rogerem. Na samym początku zaczęło się od tego, że rozmawialiśmy o zupełnie nowym zespole we trzech. I gdzieś tam po kilku miesiącach, kiedy zaistniał już numer "Towards the Dark", zaczęliśmy z Patrykiem rozmawiać o powrocie do naszej pracy kreatywnej po latach. Wtedy też pomyśleliśmy, że dobrze byłoby wykorzystać to, że Roger - oprócz tego, że jest jednym z najlepszych gitarzystów na świecie, jakich znam - ma głos, który nigdy nie był aż tak słyszalny. Może poza zespołem Kamchatka, w którym grał lata temu na basie i śpiewał w kilku utworach.
Wspomniałeś o powrocie z Patrykiem do pracy kreatywnej. Może to więc czas, aby zapytać, jak Patrykowi obserwowało się lata działania Blindead z boku poza zespołem?
Patryk Zwoliński: Będąc zupełnie szczerym, nie obserwowałem. Robiłem to z pełną świadomością. Byłem na dwóch koncertach związanych z "Niewiosną", ale intencjonalnie nawet nie słuchałem tych płyt.
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: De facto to była jedna płyta poza "Niewiosną". Z perspektywy czasu wydaje się, że ten okres był znacznie dłuższy i tych płyt było wiele więcej.
W październiku rozpoczynacie trasę koncertową. Zastanawiam się, czy jest za wcześnie na to, aby spytać, czego się spodziewać.
Patryk Zwoliński: Rozpoczynamy od Szczecina i Zielonej Góry. Zastanawiamy się cały czas, co zagrać na tej trasie, i mocno dochodzi do głosu to, co zawsze robiliśmy od czasów "Affliction", gdzie po wydaniu nowego albumu graliśmy go w całości z wizualizacjami. Myślę, że to jest dobry pomysł, ale jeszcze nic nie jest na sto procent klepnięte i potwierdzone. Te festiwale, które odbędą się wcześniej, będą pewnie obejmowały różne utwory z uwagi na ograniczenia czasowe. Natomiast do października jest jeszcze trochę czasu i na pewno będziemy szukać, myśleć i zastanawiać się, jak to przygotować także pod kątem wizualnym. To też dużo zależy od klubu, od miejsca, w którym będziemy występować, bo nie wszystkie pozwalają choćby na wywieszenie jakiegoś ekranu z tyłu, więc musimy to wszystko zweryfikować. Ale ja lubię grać z takim filmowym zapleczem i z wizualizacjami.
Biorąc pod uwagę filmowość "Deuterium", sprawdziłoby się to idealnie.
Patryk Zwoliński: Od samego początku tak to dla mnie wyglądało i też o tym myśleliśmy, kiedy nagrywaliśmy, tworzyliśmy i pisaliśmy te wszystkie numery. Przez cały ten proces myśleliśmy o tym pod kątem filmowym. Ludziom z ekipy Ćmy i Paprocie, którzy dbają o nasze wideoklipy, nie musimy tego za bardzo tłumaczyć, bo współpracujemy z nimi od dłuższego czasu i układa się ta współpraca idealnie. Z Matthew Vickerstaffem w przypadku lyric video do "Deuterium" musieliśmy natomiast porozmawiać i powiedzieć mu, że interesuje nas właśnie filmowe podejście do tematu. Jemu też bardzo się to spodobało i podczas realizacji inspirował się czołówką z serialu "True Detective", więc ta filmowość jak najbardziej nam towarzyszy i nie chcemy się jej pozbywać, bo skoro robimy w ramach twórczości tworzymy spójną historię od początku do końca, to sensownie byłoby powiązać ją z wizualizacją. Bo patrzenie na takich starych ludzi może nie być przyjemne (śmiech).
Premiera "Deuterium", trasa koncertowa i co dalej?
Mateusz "Havoc" Śmierzchalski: Pracujemy nad nową płytą, bo tego wolnego czasu mieliśmy ostatnio dosyć sporo. Współpracujemy z Kubą Mańkowskim, który gra z nami koncerty na basie, ale jest też odpowiedzialny za miks i mastering "Deuterium". Nie jest jeszcze członkiem zespołu, ale jest z nami mocno związany i na pewno będzie zaangażowany w powstawanie nowej płyty. Mamy już dosyć sporo szkicowego materiału, ale jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Myślę jednak, że wydanie następnej płyty na pewno nie będzie trwało tyle co tej, więc na razie tyle.
Patryk Zwoliński: Ale to się jeszcze okaże, ile to będzie trwało (śmiech). Tak naprawdę na przyszły rok myślimy bardziej nie o tym, żeby nagrywać nowy album, tylko o tym, żeby zagrać koncerty poza naszym krajem. Bo jednak, wydając płytę w zagranicznej wytwórni i mając ją dostępną na całym świecie, logicznym następstwem są koncerty za granicą. Bez tego zespół tak naprawdę nie ma racji bytu, chyba że jest legendą typu Darkthrone, która nigdy nie gra koncertów, a i tak świetnie sprzedaje płyty. Natomiast my jesteśmy nowym zespołem na takiej światowej mapie. W Polsce oczywiście żartujemy sobie, że to debiut, bo jest to jakaś kontynuacja w zmienionej formie, ale na świecie poniekąd debiutujemy. I na pewno przyda nam się jak najwięcej występów, koncertów. Na tym będziemy się koncentrować.
I tego wam życzę, mając nadzieję, że współpraca z Peaceville Records to ułatwi.









