Reklama

Atrakcje Brutal Assault

Następnie kolejny zespół światowego formatu, a zarazem pierwszy z dwóch reprezentantów naszego kraju - pomorski Behemoth. Swoim koncertem, pomimo kilku drobnych niedociągnięć, udowodnili, że należą do światowej pierwszej ligi, a publika zamieniła się w jedną falującą masę. Nergal pozwolił sobie też na kilka słów po polsku, co zaowocowało jeszcze większym aplauzem - oczywiście w wykonaniu Polaków. Trzeba też wspomnieć, że z Polakami na scenie pojawił się gościnnie Big Boss - frontman czeskiej grupy Root.

Reklama

Koncert brytyjskiej Anathemy mógł się podobać fanom lżejszych brzmień, lecz muzycy sprawiali wrażenie nieco niemrawych, a publika gromadziła się pod drugą sceną, na której wystąpić mieli ich krajanie z Cradle Of Filth. Dani Filth, wokalista wzrostu odwrotnie proporcjonalnego do skali głosu, wzbudził przede wszystkim krzyki i westchnienia młodszych przedstawicielek publiczności, choć trzeba przyznać, że ten występ obserwowali zarówno fani zespołu, jak i jego oponenci. Obiektywnie jednak trzeba stwierdzić, że Cradle Of Filth konsekwentnie umacnia wizerunek zespołu niekoniecznie ekstremalnego i liczy na publikę kochającą show, a niekoniecznie muzykę.

Dużo bardziej ambitnym i dojrzałym koncertem okazał się posępny i monumentalny występ Neurosis. Transowa, niemal industrialna muzyka w kombinacji z szokującymi projekcjami zdjęć i filmów stanowiła świetną całość, więc nic dziwnego, że tysiące ludzi obserwowało ich występ z dużym napięciem.

Gdy wybiła północ na scenie pojawił się norweski 1349, który próbował wytworzyć mroczną atmosferę, choć od rodaków z Mayhem muszą wziąć jeszcze wiele lekcji. Mimo tego, zespół pod wodzą Ravna zagrał poprawny i ekstremalny blackmetalowy koncert.

Z zespołów grających w sobotę, 16 sierpnia, w porze popołudniowej wyróżnić trzeba przynajmniej pięć. Fanom na przykład Samael mógł bardzo spodobać się rosyjski Illidiance, a z kolei preferujący folkowe brzmienia byli bardzo zadowoleni z występu, również rosyjskiej, Arkony. Blondwłosa Masha Scream od razu poderwała tłum, a swoją sceniczną ekspresją budziła podziw nie tylko męskiej części publiczności. Część partii na tradycyjnych słowiańskich instrumentach została odegrana właśnie przez nią, co tym bardziej powinno się podobać.

Gdy Arkona kończyła swój koncert, pod drugą sceną zbierali się już fani brutalnego death metalu spod znaku Nile, by posłuchać zdecydowanie bardzo szybkiego i ciężkiego Hour Of Penance, a kilkadziesiąt minut później kolejnego przedstawiciela Polski - warszawskiej grupy Hate. Jak można było zauważyć, dowodzona przez Adama The First Sinnera załoga, swoją najnowszą płytą "Morphosis" (i pewnie nie tylko) zdobywa duże rzesze fanów nie tylko w ojczystym kraju.

Kwadrans przed 17.00 zainstalowała się na scenie brytyjsko-norweska grupa Code, która mimo częstych zmian składu, ma się bardzo dobrze, a ich sceniczny wizerunek i hipnotyczny black metal w średnich tempach sprawił, że niebo nad Josefovem nieco pociemniało.

Dowiedz się więcej na temat: występ | atrakcje | koncert

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje