Ale po kolei. Czyli najpierw Mała Scena, a na niej Maciej "Yooźwik" Jóźwik i Jerzy Krupa, których bieszczadzkiej publiczności chyba przedstawiać nie trzeba. Ładny jest ten ukłon w stronę lokalnej kultury. A potem już, kwadrans po 15, przenieśliśmy się na stadion i główną scenę, którą tego dnia otworzyli panowie z Trippin'dog. Kwartet przyjechał do Cisnej aż z Trójmiasta, a w swojej muzyce łączy trip hop, elektronikę i rock progresywny. Ciekawe i też chyba udowodniło, że moje zastanawianie się, czy M2Schron nadałoby się na ten festiwal, było bezpodstawne.
Następnie Sztywny Pal Azji. Bardzo lubię album "Europa i Azja", więc słuchania na żywo "Budujemy grób dla faraona", "Rock'n'Rollowy robak", "Spotkanie z…" czy oczywiście "Wieża radości, wieża samotności" nigdy sobie nie odmówię. Przypomnijmy, że zespół obchodzi w tym roku 40-lecie, więc nie zabrakło chóralnego "Sto lat". A na bis jeszcze "Nie zmienię świata". Jak zawsze profesjonalnie.
Nie wiem, jak to się stało, ale Vavamuffin (chyba) słyszałam na żywo po raz pierwszy właśnie w Cisnej. Dostaliśmy m.in. "Huragany", "Turlaj", "Bless", "Paramonov", "Szaman", "Natty Fly!", "Radio Vavamuffin" czy oczywiście "Jah jest prezydentem", a także spontanicznie zaśpiewany utwór "Afa" poświęcony Robertowi Brylewskiemu. Wiele było na Zewie dobrych koncertów, ale ten miał taki ładunek dobrej energii! Czyli jednak da się wyrazić swoje poglądy bez prawienia kazań. No i Pablopavo mówiący: "Vavamuffin to dowód, że chłopaki z Warszawy mogą być spoko". Heh.
Po nich Grabaż po raz drugi, czyli Strachy na Lachy. Koncert zaczął się od utworu "Sznury aut", a zaraz potem znowu próba śpiewu publiczności przy "Czarny chleb i czarna kawa" i znowu z powodzeniem! A tak naprawdę to było śpiewane już do końca. Zresztą przy takich kawałkach jak "Dygoty", "Twoje oczy lubią mnie", "Jedna taka szansa na 100", "Raissa" czy "Piła tango" trudno nie śpiewać. Tak samo, jak i refrenu "Żyję w kraju". Następnym punktem line-upu był zwycięzca Odkryć Zewu. Obstawiałam, że wygra Spaw, ale akurat nie miałam racji, bo na Dużą Scenę zawędrował Harazm. Trochę tam jeszcze trzeba się ograć i obyć ze sceną, i przyswoić sobie, że mniej czasem znaczy lepiej. Ale to młodzi ludzie, mają i czas, i potencjał.
Dalej KSU. Oczywiście był "Rozbity dzban", "Za mgłą", "Liban", "Kto cię obroni, Polsko...", "Pod prąd", "Umarłe drzewa" czy "Jabol punk". Przed koncertem ze sceny padło, że chyba nie wyobrażamy sobie już Zewu bez KSU, tego nie wiem, wedle uznania, i choć niektóre rzeczy się nie zmieniają, jak to, że KSU zawsze zbiera olbrzymią publiczność, to taka setlista mogłaby się czasem zmienić. Tak co jakiś czas, choćby raz na rok. Za to "Sorry za krótkie przerwy, chcieliśmy zmieścić jak najwięcej kawałków. Lepiej słuchać muzyki niż pitolenia" pochwalam.
No i dotarliśmy do T.Love. Na start usłyszeliśmy "Piąteczek" i już zaczęłam trochę cierpieć, ale! Później było coraz lepiej, czyli m.in. "Chłopaki nie płaczą", "Pola", "To wychowanie", do którego staje się trochę jak do hymnu, "My marzyciele", "Lucy Phere", "I love you", "Bóg", "King", "Autobusy i tramwaje" czy "Nie, nie, nie". I teraz będzie komplement, który może trochę nie brzmieć jak komplement, ale naprawdę chwalę - nie wiem, co tam się stało, czy weszły tam jakieś lekcje śpiewu i rozmyślanie nad trochę łatwiejszym frazowaniem, ale nigdy wcześniej nie słyszałam Muńka brzmiącego tak dobrze. To był mój najlepszy koncert T.Love.
I na koniec Too Many Zooz. Zaczynali, grając w stacjach nowojorskiego metra, a stali się sławni dzięki viralowi na Youtube. Grają "brass house", czyli połączenie jazzu, funku, EDM i house'u. Jeśli lubicie, na przykład, Meute, a nie znacie jeszcze Too Many Zooz, to koniecznie. Na żywo to jest coś wspaniałego. To była intensywność, na jaką nie byłam gotowa, ale jakże ja za nią dziękuję! Wariaci. Trochę obawiałam się, że publiczność bardzo się pomniejszy po koncercie T.Love, ale nie! Została i bawiła się świetnie. Mam nadzieję, że TMZ poczuło się dobrze przyjęte w Polsce.
Najlepszym podsumowaniem byłaby tu chyba piosenka "Potrzebuję wczoraj", którą też na stadionie w Cisnej usłyszeliśmy. Już tęsknię, Zew. Jesteś naprawdę superfestiwalem.















