Kalosze, foliowe ochraniacze i worki zawiązane wokół kostek. Pierwszego dnia Łódź Summer Festival moda zeszła na dalszy plan. Najważniejsze było dotarcie pod scenę bez pozostawienia butów w błocie.
Nie wszystkim się udało. Ziemia na Łódzkich Błoniach nasiąkła po wcześniejszych opadach, a przechodzący przez teren imprezy tłum szybko zamienił trawiaste alejki w brunatne rozlewiska.
Część uczestników od początku była przygotowana. Doświadczenia z plenerowych imprez podpowiedziały im, że prognozę pogody warto potraktować poważniej niż festiwalową stylizację. Pozostali improwizowali.
W efekcie pochód zmierzający w stronę scen momentami przypominał nietypowy pokaz mody. Zamiast designerskiego obuwia pojawiły się foliowe torby i domowej roboty ochraniacze.
Nie zabrakło także osób, które uznały, że w błocie najlepiej po prostu dobrze się bawić.
"To pierwszy tak błotny festiwal, na jakim jestem, ale nie zamierzam przez to rezygnować z koncertów" mówiła jedna z uczestniczek w rozmowie z "Faktem".
Internet natychmiast zmienił nazwę imprezy
Filmy z rozmokniętych Błoni szybko trafiły do mediów społecznościowych. Internauci wykorzystali okazję do wymyślenia wydarzeniu nowych nazw.
Największą popularnością cieszyły się "Łódź Survival Festival", "Łódź Bagno Festival" oraz "Łódź Błoto Festival". Ktoś zauważył, że osoby, które wybrały na tę okazję najlepsze ubrania, musiały szybko zweryfikować swoje plany. Inni zastanawiali się, jak po powrocie nie zabrudzić wynajętego mieszkania.
Pojawiały się jednak nie tylko żarty. Część uczestników zarzucała organizatorom, że nie przygotowali wystarczającej liczby utwardzonych przejść. Zwracano uwagę, że trudności z poruszaniem się miały nie tylko osoby w delikatnym obuwiu. Rozmoknięty teren mógł stać się poważną przeszkodą dla uczestników korzystających z wózków albo mających ograniczoną sprawność ruchową.
Jeden z internautów nie ukrywał rozczarowania. Narzekał na błoto, nieprzyjemny zapach i organizację, a na koniec zapowiedział wcześniejszy powrót nocnym połączeniem do Warszawy.
Inni reagowali znacznie spokojniej. "Padało, więc pojawiło się błoto. Najważniejsze, że w czasie koncertów deszcz już nie przeszkadzał" podsumowywali.
Tłum chciał zobaczyć Bastille i Natalie Imbruglię
Warunki pod scenami nie zniechęciły publiczności. Już pierwszego dnia na Łódzkie Błonia przyjechały tysiące osób.
Program otworzył DJ set Parady Wolności. Później sceny przejmowali artyści reprezentujący różne pokolenia i gatunki. Zalia postawiła na emocjonalny pop, Żabson i White 2115 przyciągnęli fanów hip-hopu, a happysad zadbał o rockową część publiczności.
Dawid Kwiatkowski po raz kolejny wykorzystał swój koncertowy atut, czyli bezpośredni kontakt ze słuchaczami. Taneczne tempo podtrzymali Rudimental, Tribbs oraz występujący podczas nocnych setów didżeje.
Jednym z najbardziej sentymentalnych momentów był koncert Natalie Imbruglii. Gdy zabrzmiało "Torn", przed sceną połączyli się słuchacze pamiętający lata 90. i młodsza publiczność znająca utwór z internetu.
Główną zagraniczną gwiazdą piątku był zespół Bastille. Brytyjczycy dostarczyli publiczności festiwalowych refrenów, które skutecznie pozwalały na chwilę zapomnieć o tym, co działo się pod nogami.
Darmowy wstęp oznacza ogromne zainteresowanie
Łódź Summer Festival wyróżnia się na tle innych dużych imprez muzycznych. Koncerty zagranicznych i polskich gwiazd są bezpłatne, a wejście na teren wydarzenia nie wymaga biletu ani wcześniejszej rejestracji.
Brak biletów nie oznacza jednocześnie braku ograniczeń. Jak podczas każdej imprezy masowej, na terenie obowiązuje maksymalna liczba uczestników wynikająca z zasad bezpieczeństwa. Po jej osiągnięciu wpuszczanie kolejnych osób może zostać wstrzymane.
W piątek przed wejściami utworzyły się długie kolejki. Według relacji publikowanych w internecie niektórzy czekali nawet około dwóch godzin. Dla części osób oznaczało to utratę fragmentu koncertu, na który specjalnie przyjechały do Łodzi.
Samochód okazał się ryzykownym wyborem
Duże zainteresowanie wydarzeniem było widoczne także poza Błoniami. Kierowcy próbowali znaleźć wolne miejsca nie tylko przy głównych ulicach, lecz także na mniejszych drogach osiedlowych.
Mieszkańcy informowali o zakorkowanych ulicach i samochodach krążących po okolicy w poszukiwaniu parkingu. Dodatkowy wpływ na ruch miały wcześniej zapowiedziane zmiany obejmujące między innymi ulice Konstantynowską, Juszczakiewicza i Kusocińskiego.
Organizatorzy od początku przekonywali, że najłatwiej dotrzeć na festiwal komunikacją miejską. Między Piotrkowską Centrum a Łódzkimi Błoniami uruchomiono bezpośrednią linię 603. W godzinach największego ruchu autobusy mają kursować co dwie lub trzy minuty, a przejazd zajmuje około 20 minut.
Na przystankach również trzeba było swoje odczekać, ale pasażerowie dobrze oceniali sposób wpuszczania do pojazdów. Pracownicy kontrolowali liczbę osób, aby autobusy nie odjeżdżały niebezpiecznie przepełnione.
Przez cały festiwalowy weekend przejazdy łódzką komunikacją są bezpłatne dla mieszkańców i przyjezdnych. Specjalne zasady obowiązują do 27 lipca do godz. 4 rano.
Największe koncerty dopiero przed publicznością
Impreza potrwa do niedzieli, dlatego organizatorzy i uczestnicy muszą przygotować się na kolejne dwa intensywne dni. Błoto może pozostać na Błoniach nawet wtedy, gdy pogoda się poprawi.
W sobotę publiczność zobaczy Timbalanda, Bedoesa 2115, PRO8L3M, Justynę Steczkowską, Anię Dąbrowską, Nocnego Kochanka i Huberta.
Niedzielny program obejmuje występy Seana Paula, Maty, Pezeta, Tedego, Chivasa, Kacperczyka oraz australijskiej grupy Jet. Pełny harmonogram można znaleźć na oficjalnej stronie Łódź Summer Festival.












