Vito Bambino w katowickim Spodku: "Ciao Siciliani!" [RELACJA]
W ramach trasy "Americano 2026 Tour" Vito Bambino wrócił do rodzinnego miasta, serwując przekrojowy koncert pełen powrotów do czasów Bitaminy, gościnnych występów młodego pokolenia i energetycznego finału, który tylko podsycił oczekiwania na jego trzeci solowy album.

Gdy dwa lata temu Vito Bambino zapowiadał, że w 2025 roku robi sobie bezwzględną przerwę od koncertów, niemal oczywiste było to, że jest ona spowodowana potrzebą czasu na pisanie trzeciego solowego krążka. Co więcej, byłem pewien, że gdy wróci z trasą, to już stricte promującą najnowsze wydawnictwo. My natomiast zbliżamy się do połowy 2026 roku i jak krążka nie było, tak nie ma - dostaliśmy za to trasę koncertową "Americano 2026 Tour", która promuje… no właśnie - ubiegłoroczny singiel? To wszystko staje się drugorzędne, gdy Vito Bambino (nie po raz pierwszy!) przejmuje Spodek w swoich rodzinnych Katowicach.
Niewątpliwie Vito jest w trakcie rolloutu nowego albumu. Wydane w 2025 roku "Americano" i "dwadziescia" oraz tegoroczne "Decyzje" z gościnnym udziałem Zalii zwiastują nowy projekt, którego szczegółów jeszcze nie znamy. Nie przeszkodziło to jednak w zrobieniu trasy koncertowej, w której to stolica Śląska stała się "cichym finałem" - jak sam Vito to opisuje. Choć czeka go jeszcze jeden przystanek w Toruniu, to właśnie niedzielny wieczór był dla niego zamknięciem pewnego rozdziału, przynajmniej jeśli chodzi o koncerty. Jeszcze zanim na dobre show się rozpoczęło, zostaliśmy odpowiednio przywitani przez gospodarza, który po krótkim pozdrowieniu swoich znajomych z Sycylii i zgromadzonej rodziny, przeszedł do konkretów i rozpoczął swój występ od "na nowo".
Nie ukrywam, że w ostatnim czasie, wraz z ogromnie rosnącą popularnością Vito Bambino i coraz śmielszego wkraczania do muzycznego mainstreamu, przypomniałem sobie o Bitaminie - czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta o Bitaminie? I choć na reaktywację projektu się nie zapowiada (niestety), jako drugi numer wybrzmiał "Dom", czyli prawdziwy smaczek dla fanów początków twórczości Matiego. Tych powrotów natomiast było znacznie więcej - "San Fran", "Rampage" czy "Nudy" jeszcze załapały się do setlisty. Nie mieliśmy jednak aż tak dalekosiężnych powrotów do pierwszych dysków Bitaminy czy niemal w całości granej "Poczekalni" jak poprzednio, kiedy to w listopadzie 2024 roku Vito po raz pierwszy wyprzedał Spodek. Mimo to nie narzekam - coś się kończy, coś zaczyna.
Ta zmiana pokoleniowa dość symbolicznie pokazana była również w doborze gości. Na scenie, do wspólnego zaśpiewania "Pomiędzy", zaprosił Daniela Godsona, który niedawno miał okazję pochwalić się ze światem swoim debiutanckim longplayem. Z tej okazji usłyszeliśmy również na żywo "Spójrz", co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Vito znalazł sobie naprawdę godnego następcę. Później na scenie pojawił się Fukaj, z którym odśpiewał wspólny hit "Zabiorę Cię Tam" z płyty "Znajdź mnie w tym", by na końcu z obecnością Zalii wybrzmiał ich najnowszy wspólny numer - "Decyzje".
Można więc zauważyć, że tak jak ostatnio na wspólnej scenie z Vito niejednokrotnie przecinali się tacy artyści jak Mrozu, Dawid Podsiadło czy Daria Zawiałow, dzisiaj mamy Daniela Godsona, Fukaja i Zalię. To pokazuje, jak bardzo Vito Bambino stara się dawać szansę młodym piosenkarzom i chwała mu za to. Czy to oznacza, że całkowicie odciął się od swoich działalności w ramach projektów Męskiego Grania? Oczywiście, że nie - dlatego też w końcowej części koncertu nie zabrakło "Supermocy" i "I Ciebie też, bardzo", które jednak bledną przy tym, co działo się później.
By domknąć klamrą cały występ, na bis dostaliśmy "Etnę" i "Luv tu da max", które trzeba przyznać zrobiły robotę. I choć to "Americana" miała być swoistym finałem całego show, to mam wrażenie, że "Pracownia" skrywa w sobie naprawdę ogromny potencjał koncertowy, który niemal w całości udało się Vito wycisnąć chociażby wspomnianymi dwoma numerami. Nieco wcześniej był "Cyber PRL" i ikoniczna już "pompa", ochoczo wykonywana przez dosłownie całą arenę. Do tego "Poszło", "Maj", "Widzimisie" czy "Futurismo", które wprowadziło magiczny wręcz moment melancholii i nostalgii - z czego cieszę się szczególnie, bo właśnie takie tracki świadczą dla mnie o prawdziwej jakości całego krążka.
Tak więc wyprzedany wieczór w katowickim Spodku udowodnił, dlaczego Vito jest tu gdzie jest. Jak zawsze na żywo bezbłędny, do tego z genialnym zespołem i tancerzami, dał naprawdę doskonałe show, na które warto było czekać. Teraz pora na nowy krążek…
Współgospodarzem wydarzenia było Miasto Katowice.









