SnowFest 2026. Pierwszy dzień: samo się do piątej rano nie potańczy [RELACJA]
Nie będę ściemniać, że się znam na wszystkim, bo się nie znam, ale wiele jest we mnie chęci zrozumienia zjawisk, których jeszcze nie rozumiem, dlatego też 6 marca wylądowałam w Szczyrku na trzynastej już edycji SnowFest Festival.

"Górska sceneria, rozwinięta infrastruktura i sportowy charakter miasta tworzą idealne tło dla festiwalu, który łączy muzykę klubową, elektronikę, hip-hop i bass z widowiskowymi sportami freestyle'owymi. SnowFest Festival po raz kolejny przekształci Szczyrk w zimową stolicę kultury klubowej, oferując spójne, intensywne doświadczenie festiwalowe na najwyższym poziomie" - tymi słowami zapowiadany był festiwal, no a ja elektronikę chcę zrozumieć, do hip-hopu mi dużo bliżej, a i X-Games się czasem oglądało.
Tymczasem ze sceny padło najpierw, "czy to jest ten dzień, na który wszyscy czekaliśmy", potem, że "zaczynamy najwspanialszą imprezę muzyczno-sportową" i że "chodzi o to, żeby spotkać się wśród ludzi, którzy czują dobry klimat". No dobra już, dobra, przekonajcie mnie! Usłyszeliśmy jeszcze tradycyjny sygnał muzyczny puszczany w świat, który poczynili panowie górale na trombitach, i można było przejść do koncertów.
Główną scenę otworzyło wrocławskie duo BSK, reprezentujące młode pokolenie rapowe, przy którym bardzo szybko zrobiło się cieplej i to nie tylko za sprawą ogni, które wybuchły ze sceny już przy pierwszym kawałku. Było "przez ekran" ("Lata dwudzieste chyba mają to do siebie / że świat płonie, ale w sumie nas to j..ie" - ładny wers), było "famme fatale", "UNCUT GEMS" i "MYŚLAMI WRACAM", choć mój top ich wersów to "Trochę mi zimno, ale bi-polar mam" z "LACYY!".
Kolejny zespół na dużej scenie to już trochę bardziej doświadczony Fisz Emade Tworzywo. Do Szczyrku przyjechali zagrać kawałki z najnowszej płyty "25" i chociaż bywam na ich koncertach często, a ostatni widziałam kilka miesięcy temu, to są występy, które nigdy się nie nudzą. Panowie zaczęli o 21, zrobiło się ciemno, więc pod scenę przybyło ludzi, porządnie już wypełniając amfiteatr, żeby posłuchać takich kawałków, jak "Nie widzimy chmur", "W oczekiwaniu", "Bieg" (to akurat z mojego ulubionego "Mamuta"), "Niemoc" czy "Sedno". Na marzec zapowiadają kolejne dwa utwory, więc pozostaje czekać, bo pewnie jest na co. Jak zawsze.
Dużą scenę zamknął islandzki GusGus, śmiało zaliczany już do kategorii legend. Sama poznałam ich późno, bo dopiero w 2023 roku, kiedy w moim domu w niewyjaśnionych okolicznościach pojawił się album "DanceOrama" i przez dłuższy czas nie został odstawiony na półkę. Ich występy to nie tyle rzecz, której się słucha i ogląda (bo i kwestie wizualne są tutaj bardzo zadbane), ale raczej przeżywa gdzieś w sobie, bo wystarczyło rozejrzeć się po tańczącej publiczności, żeby mieć wrażenie, że część jest na jednoosobowej imprezie i nie kontaktuje ze światem zewnętrznym. Czy to wpływ muzyki, czy klimatu, czy obu - nie mi oceniać, natomiast GusGus na żywo jak najbardziej do polecenia.
Pomiędzy koncertami na dużej scenie ci z nas, którzy ciekawi byli emocji sportowych, mogli przejść pod skocznię, na której - w ramach Pucharu Europy FIS Rails - odbywają się LOTTO SnowFest Games 2026. W piątek oglądaliśmy snowboardzistów, sobota przeznaczona jest na freeski. Później odbył się też konkurs Allegro Best Trick i strasznie mi się ta formuła podoba, bo różne rzeczy na festiwalach widziałam, ale żeby móc sobie spod sceny pójść na zawody… tego jeszcze nie było. Teraz marzy mi się taki, że są koncerty, a w przerwach mecze w Ultimate Frisbee. Może mi to ktoś ogarnąć?
Oczywiście to nie wszystkie atrakcje, bo scen na SnowFeście jest aż pięć. I tak: w SnowTent zagrali m.in. Gverilla, DJ 600V czy Lazy1, w Future Club - Beard Brothers czy Neen-Nah, Stage no. 7 przejęli Kemot, Weikum i Gigi, a ci spragnieni bardziej kameralnej atmosfery mogli wpaść na Scenę Jelenia.
Drugiego dnia festu wystąpią m.in. Miły ATZ, Łąki Łan, Wilkinson, Duszne Granie, A-Trak, Catz 'n Dogz i Rysy. Można więc za dnia iść w góry (to jest największa zaleta górskich festiwali, nie przekonacie mnie, że jest inaczej) albo odpoczywać, bo przecież samo się do piątej rano nie potańczy.







![Brad Mehldau i Christian McBride w Katowicach: „90 minut maestrii” [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MN4VR27UP0VDA-C401.webp)


