W sobotnie popołudnie w Parku Cytadela zebrało się jeszcze więcej ludzi niż dnia poprzedniego, choć to w piątek na scenie po raz ostatni zaprezentował się projekt Babie Lato 2025. Pożegnaliśmy też wtedy grupę Hey, która na specjalne zaproszenie festiwalu powróciła na moment do koncertowania. Drugiego dnia imprezy uczestników przyciągnął jednak zróżnicowany line-up, w którym nie brakowało weteranów polskiej sceny, a także gwiazd robiących furorę na rynku od niedawna. Kto nie chciałby pobawić się w doborowym towarzystwie do tanecznych kawałków lecących nieustannie we wszystkich rozgłośniach radiowych? Był to również historyczny dla Letnich Brzmień moment - po raz pierwszy udało się ściągnąć na wydarzenie zagraniczną gwiazdę.
Zobacz również:
Santander Letnie Brzmienia w Poznaniu - dzień drugi. Na scenie głównej jako pierwsza wystąpiła Mela Koteluk
Scenę główną otworzyła Mela Koteluk, która pomimo wczesnej godziny przyciągnęła na festiwal spore grono uczestników. Wiele osób zaskoczonych było stanem artystki - wkroczyła bowiem na scenę powolnym krokiem, po czym zasiadła na krześle ustawionym na samym środku i spędziła na nim cały występ. Wszystko przez to, że gwiazda jest obecnie w zaawansowanej ciąży! Mimo to wciąż aktywnie koncertuje. W Poznaniu pokazała, że jest w stanie dać z siebie 110 procent, nawet w takich momentach.
"Dobrze was widzieć i dobrze was słyszeć w ostatnią sobotę tych wakacji!" - wykrzyczała do widzów artystka, chwaląc jednocześnie ich umiejętności wokalne. Zachwycona była tym, jak licznie i głośno ludzie śpiewali - zarówno jej starsze kompozycje, jak i najnowsze utwory z "Harmonii". Podczas koncertu wybrzmiały hity takie jak "Fastrygi", "Spadochron" czy "Żurawie origami" oraz świeże "Himalaje" czy "Molo na most". Nie zabrakło widowiskowych popisów wokalnych i ogromnych emocji, którymi piosenkarka z łatwością dzieliła się z fanami.
Nie obeszło się bez drobnej wpadki. Mela wygłosiła poruszającą przemowę, zapowiadając jedną ze swoich starszych piosenek. Była gotowa już zaśpiewać pierwsze wersy, gdy okazało się, że zespół gra zupełnie inne dźwięki. "Pomyliłam się!" - krzyknęła wokalistka, orientując się, że zagubiła się w setliście. Poprosiła muzyków, aby jednak wybrzmiały nuty "Fastryg", a nie duetu z Ralphem Kaminskim, ponieważ właśnie na tę piosenkę przygotowała publikę. "Co ja bym poczęła taka biedna? Jak ja bym to obroniła?" - zażartowała po całym zajściu wokalistka.
Tuż po występie Meli Koteluk na głównej scenie pojawiła się Natalia Szroeder. Miałam okazję niedawno oglądać jej koncert na Męskim Graniu i już wtedy stwierdziłam, że młoda gwiazda idealnie nadaje się na letnie festiwale. Jej aparycja i melodyjne hity potrafią rozbujać każdy tłum. Tak było też tym razem - wystarczyło, że artystka raz zaprosiła wszystkich do kołysania się w rytm, a już cały tłum chodził w kółko z lewej na prawą. Sama ruszyłam bioderkiem, muszę przyznać.

Piosenkarka zaprezentowała przekrojowy set, podczas którego wybrzmiały m.in. hity "Parasole", "Powinnam?" czy "REM". Na scenie wystąpiła z pełnowymiarowym zespołem, w którym całe show skradał młody bębniarz ustawiony na drugim planie oraz wokalistka o wręcz anielskim głosie, robiąca chórki.
Był to jednocześnie ostatni dzień trasy Letnich Brzmień, lecz także finał wakacyjnego tournee Natalii Szroeder. Gwiazda zaapelowała więc do widzów o to, aby doskonale wykorzystali ten czas - bawili się, tańczyli i śpiewali w niebogłosy. Po chwili pochwaliła poznańskich słuchaczy, stwierdzając, że koncerty w tym mieście należą do jej ulubionych. Nic dziwnego - publiczność naprawdę dopisywała!
Na scenie Next Festa w sobotni wieczór jako pierwszy zaprezentował się Marek Niedzielski. Polska publiczność może kojarzyć artystę nie tylko z kwietniowego, showcase'owego festiwalu, lecz także z telewizyjnego talent-show "Must Be The Music", w którym dotarł aż do półfinału. W Poznaniu pokazał się od jak najlepszej strony - był niezwykle szarmancki, potrafił doskonale odnaleźć się na scenie, miał świetny kontakt z publicznością, no i oczywiście dopełnił swój wizerunek doświadczonego już muzyka klimatycznymi utworami.
Edyta Bartosiewicz i jej koncert symfoniczny pod chmurką
Niedługo później pod główną sceną zgromadził się potężny tłum - chyba największy tego wieczoru. Na Letnich Brzmieniach zaprezentowano bowiem projekt specjalny Edyty Bartosiewicz i Good Taste Orchestry pod batutą Daniela Nosewicza. Artystka dotychczas grała wyjątkowy materiał z orkiestrą w filharmoniach i zamkniętych salach - dopiero festiwal Letnie Brzmienia umożliwił jej przeniesienie symfonicznego show pod chmurkę. W Poznaniu przygoda ta dobiegła jednak końca, co wywołało ogromne wzruszenie.
Wokalistka wyraziła ze sceny wdzięczność wobec organizatorów festiwalu. Podkreśliła bowiem, że zaproszenie projektu symfonicznego na wakacyjną, plenerową imprezę było sporym ryzykiem. "Mogłoby się to źle dla nich skończyć - polana mogłaby opustoszeć w jednej chwili" - zażartowała. Mimo wszystko okazało się, że projekt był wielkim sukcesem.

Edyta Bartosiewicz, wraz z muzykami orkiestry, w Parku Cytadela zaprezentowała nietuzinkowe aranżacje swoich znanych i lubianych przebojów. Nowe wersje były jednocześnie tajemnicze, angażujące i podniosłe, jak i radosne. Niektóre z fragmentów instrumentalnych wywołały na moim ciele ciarki, a inne sprawiły, że miałam ochotę skakać. Publiczność z szeroko otwartymi oczami oglądała wszystko, co działo się na scenie. Ludzie głośno wyśpiewywali refreny takich legendarnych kawałków, jak "Jennie", "Zegar" czy "Ostatni".
Gwiazda wspomniała w pewnym momencie o trudnych momentach swojej kariery. W 2002 r. straciła bowiem głos i nie była pewna, czy kiedykolwiek będzie miała możliwość powrotu do koncertowania. Po latach udało jej się ponownie spełnić swoje marzenia. "Niektórzy już by odpuścili, ale ja nie odpuszczam. Jestem koziorożcem, upartym jak cholera" - wyznała Bartosiewicz.
Wielokrotnie doceniała także muzyków, którzy wraz z nią prezentowali projekt specjalny na scenie Letnich Brzmień. Zachęcała widownię do gromkich oklasków na cześć zarówno dyrygenta, jak i pozostałych członków orkiestry. "Niezwykle piękne osoby, niezwykle utalentowane. Słyszycie, jak grają, z jakim sercem" - mówiła z wielkim podziwem, podkreślając jednocześnie ich młody wiek. W pewnym momencie wyznała nawet, że jest najstarsza ze wszystkich, którzy znajdują się z nią na scenie. "Ja się czuję lepiej niż 20, a nawet 30 lat temu. Naprawdę można się dobrze czuć w wieku 60 lat" - podsumowała przekornie.
Dawid Grzelak zrobił wielkie show na małej scenie
Tuż po koncercie Edyty Bartosiewcz scenę Next Festa przejął Dawid Grzelak, który niespecjalnie przejął się tym, że to nie na dużej scenie przyszło mu zaprezentować swoje utwory. Show, które przygotował, biło na łopatki większość koncertów głównych gwiazd. Artysta doskonale przemyślał zarówno kwestie muzyczne, jak i wizualne. Zaśpiewał emocjonalne utwory ze swojej najnowszej płyty "DAWID GRZELAK DOES IT BETTER", jednocześnie zaskakując widzów dopracowanymi układami choreograficznymi, które dopełniały historie zawarte w tekstach. Było sporo ruchu, perfekcyjna gra światłem i kontakt z publicznością. Grzelak w pewnym momencie zszedł nawet ze sceny, aby zaprosić do tańca dwie z fanek! Poprowadził je w walcu angielskim, co wywołało zaaferowanie wśród publiczności. O poziomie całego występu świadczył naprawdę spory tłum fotografów, którzy przybyli, aby uwiecznić magiczne chwile koncertu debiutującego wokalisty.
Główną scenę przejął następnie Mrozu. Artysta przez cały koncert nie dał odpocząć widowni ani na sekundę - zadbał o to, aby w tłumie nikt nie stał nieruchomo. Już przy pierwszych piosenkach zaprosił wszystkich do wspólnego tańca i szczerze mówiąc, nie musiał ludzi długo namawiać. Kto nie pobawiłby się przy kawałkach takich jak "Galacticos", "Jak nie my to kto" czy "Nogi na stół"? Publiczność najbrdziej entuzjastycznie zareagowała jednak na dwa hymny Męskiego Grania - "Wolne duchy" oraz "Supermoce". Mogę się założyć, że podczas tych piosenek został pobity rekord głośności tłumu na tegorocznych Letnich Brzmieniach.
"Ja zapytam tylko raz - czy są tu z nami ludzie imprezy?" - wykrzyczał w pewnym momencie ze sceny piosenkarz, a publiczność wręcz oszalała. Podczas całego koncertu nie brakowało więc pozytywnej energii, jak i imprezowego klimatu. Mrozu wzniósł nawet "toast wodą niegazowaną" za wszystkich, którzy bawili się z nim tego wieczoru.

Po latach powróciły do Polski! Sugababes zaprosiły widzów w podróż do lat 2000.
Niedługo przed godziną 23:00 wreszcie przyszedł czas na główne gwiazdy Letnich Brzmień 2025 w Poznaniu. Scenę przejęły bowiem piosenkarki z Sugababes - brytyjskiego girlsbandu, który na przełomie lat 90. i 2000. podbił świat popu. Siobhan, Mutya i Keisha ostatni raz zagrały koncert dla polskiej publiczności w 2007 r. - fani z utęsknieniem czekali więc na spotkanie z ikonami.
Występ rozpoczął się spokojnie - trio zasiadło na krzesełkach, aby odśpiewać utwór "Overload". Po chwili jednak wokalistki rozkręciły imprezę godną kolorowych lat 2000. Na setliście znalazły się piosenki z każdego okresu twórczości Sugababes - usłyszeliśmy więc "Red Dress", "Ugly", "Jungle", a także jedną z najnowszych "Shook". Nie zabrakło także niespodzianki w postaci coveru międzynarodowego hitu tego lata "What Was That" z repertuaru Lorde. Na koniec gwiazdy zachwyciły dwoma największymi przebojami z lat swojej świetności: "Push The Button" oraz "About You Now".
Artystki wyznały, że tego dnia miały już za sobą jeden koncert, który odbył się w Berlinie. Zachęciły publiczność do wspólnej zabawy, zapowiadając, że robią konkurs na głośniejszy tłum. Polacy prędko podjęli wyzwanie i przez resztę występu śpiewali refreny do utraty głosu, aby zdobyć tytuł lepszej widowni.
"Życie przynosi różne wyzwania, ale gdy je przejdziemy, możemy stać się silniejsi" - wyznała członkini Sugababes, zapowiadając jedną z ballad. Koncert obfitował w poruszające przemowy i emocjonalne wykonania. Widać było, że artystki wdzięczne są za swoją podróż i cieszą się, że po wielu latach wciąż mogą występować dla fanów na całym świecie. Podkreślały, że od samego początku najważniejsza była dla nich współpraca, siostrzane relacje, zabawa muzyką i harmoniami, a nie sława i pieniądze.
Układy taneczne prezentowane przez Sugababes nie były skomplikowane i wydawać się mogło, że artystki oszczędzają siły. Jednocześnie wciąż zachwycały nienagannymi wokalami. Nie zainwestowały w efekty specjalne, pirotechnikę czy wielkie grupy tancerzy - postawiły na prostotę i klimat sprzed kilku dekad. Czy był to przepis na sukces? Reakcje widzów mówią same za siebie. Koncert dla wielu osób był powrotem do lat dzieciństwa i okazją do szaleństwa, a nawet spełnieniem marzeń, lecz inni nie wytrwali w tłumie do końca, rezygnując z dalszej zabawy po pierwszych kilku piosenkach.





![JIMEK / ORKIESTRA / GOŚCIE: Ostatnie szlify przed koncertem [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000N9IZ976B03ESQ-C401.webp)





