Pezet w katowickim MCK: "Zrobiło się nostalgicznie" [RELACJA]
Pezet to wyjątkowa postać na polskiej scenie rapowej, która choć status legendy ma zapewniony od kilkunastu lat, to nadal zamiast osiadać na laurach, woli rzucać sobie wyzwanie nadążania za newschoolem. Choć nie wszystkie ruchy artysty bywają trafne, jego ubiegłoroczna "Muzyka Popularna" pokazała, że raper nadal ma w sobie to coś. To właśnie sprawia, że porywa tłumy i pozwala zachować swoją nieśmiertelność po tylu latach. Sobotni koncert w katowickim MCK po raz kolejny utwierdził nas w przekonaniu, że "Pezet jak wino" już nic nikomu nie musi udowadniać.

Sobotniego wieczoru byliśmy świadkami rozpoczęcia się "Trasy Popularnej". Choć w ramach niej Paweł z Ursynowa odwiedzi tylko trzy miasta, mówimy tu jednak o sporych halach, które zgromadzą niemałą publiczność. Show rozpoczął od mocnego "Jana Pawła" z "Muzyki Komercyjnej" i "Gdy przegrywasz" z ubiegłorocznej "Muzyki Popularnej". Już od samego początku dwie rzeczy rzuciły mi się szczególnie w oczy - tancerze i chórki. Umówmy się, nie są to typowe rzeczy dla raperów i dla wielu mogłyby być nawet kontrowersyjne. Natomiast trzeba oddać, że hip-hopowe choreografie genialnie uzupełniały cały performance, a chórki wspierały głos Pezeta, dając efekt zbliżony do syntezatora na wokalu, co było znacznie lepszym rozwiązaniem, niż przesadzony autotune.
Choć dla Pezeta granie koncertów to chleb powszedni, nie można odmówić mu ogromnej chęci budowania szczerego do bólu dialogu z publicznością. "Zaufajcie mi, wiem że boli was strata. Ale na końcu i tak wszyscy będziecie mistrzami świata" - rzucił ze sceny i wprowadził nas w "Intro (Niki)", czyli kolejny manifest o niepoddawaniu się. Mam natomiast wrażenie, że jak bardzo Pezet by się nie silił ze sceny, publiczność i tak była dość ociężała - jakby nie chciała współpracować. Pojawiającą się frustrację oddaje chociażby rzucone w tłum: "Chcę, byście ten koncert czuli za trzy dni tak samo jak ja, a nie tylko nagrywali", zapowiadając "Magentę". Ja wiem, że nie mówimy tutaj o raperze, który koncerty zamienia w jedną wielką imprezę (jak chociażby Kizo), ale mimo wszystko, tej energii od publiczności było trochę za mało.
Patrząc na staż Pezeta na polskiej scenie rapowej, siłą rzeczy przekrój numerów granych był ogromny: były te z najnowszych krążków, ale nie brakowało też tracków z "Radio Pezet" czy "Muzyki Klasycznej". Pomimo tego w pewnych momentach wkradała się lekka monotonia, którą pojawienie się Livki, doskonale przełamało. Coraz częściej w rapie stosowane jest ogłaszanie gości na kilka tygodni przed, w formie promocji koncertu. Obecność Livki, a później EMAS-a nie była więc dla nikogo zaskoczeniem. W każdym razie trzeba oddać, że "Obejmuje Noce" na żywo naprawdę robi wrażenie, tym lepiej, że udało się z pełnym składem.
Na koniec oczywiście dostaliśmy The Best Of Pezet. "Plan B" (choć tutaj bez gości) pokazał, jak bardzo "Muzyka Popularna" stoi brzmieniami, które w sposób autentyczny zahaczają o newschool. "Ukryty w Mieście Krzyk", którego nikomu nie muszę przedstawiać, był kolejnym przykładem szacunku do początków swojej twórczości. No i nie mogło zabraknąć "Domu Nad Wodą", który w ostatnich miesiącach przeżywa niebywałe odrodzenie - choć wydany został w 2022 roku, dopiero w ubiegłym roku zyskał radiową wręcz popularność, dając sobie prawdziwą drugą młodość
To wszystko nie może nam jednak przysłonić, że to "Muzyka Popularna" stała tutaj na piedestale. Pezet po raz kolejny udowodnił, że ma sporo do powiedzenia w hip-hopie, nie tylko na zasadzie "odcinania kuponów", ale bycia dalej raperem, który ma coś do powiedzenia. Jego ostatnie liczne kolaboracje, jak dogranie się do "FAKTÓW" od Żabsona czy "Bez i sen" od OPR i Opała, pokazują jego niepodważalną pozycję - i oby pozostał w niej jak najdłużej. Teraz natomiast pora skupić się na trasie i następny przystanek już 10 kwietnia w trójmiejskiej Ergo Arenie.









