Meute w Warszawie: przecież ja nawet nie słucham techno [RELACJA]
Często mówię, że podziwiam ludzi, którzy są tak zafiksowani na jakimś zespole, że chodzą na ich koncerty zawsze, kiedy tylko nadarzy się okazja, i jeżdżą po to na drugi koniec Polski albo i dalej. Też ja: jadę po pracy trzy godziny do Warszawy, żeby posłuchać dwugodzinnego koncertu Meute, po 23 władować się do nocnego pociągu i pięć godzin później być z powrotem w Krakowie.

Zabawny zbieg okoliczności, bo dzień przed koncertem byłam w kinie na filmie "Sirât". Kto nie wie, o co chodzi, to cała akcja kręci się wokół rave'u na pustkowiu, no i nie będę tutaj zostawiać spoilerów, ale niektórzy widzą w tym jakąś mistyczną podróż przez pustynię, by znaleźć człowieka w człowieku, ja natomiast przychylam się bardziej do opinii kolegi Kuby z redakcji obok, który jako zobrazowanie zakończenia filmu podesłał link do skeczu Monty Pythona "How Not To Be Seen".
Chwilę mi więc zajęło na koncercie, żeby przestać myśleć o tym, że za chwilę ktoś wybuchnie. Zostawił ten film zadrę w moim sercu, tylko chyba nie taką, jak by chciał. Ale do rzeczy.
Po koncercie Meute na Szigecie w 2022 roku pisałam: "Dla tych, którzy ich nie znają, opis: 'niemiecka orkiestra marszowa składająca się z jedenastu muzyków wykonujących muzykę w stylu techno' może brzmieć trochę abstrakcyjnie, ale naprawdę warto sprawdzić - zdziwicie się, co można wydobyć z tych instrumentów". Doskonale bawiłam się też pod Dużą Sceną, kiedy grali na Pol'and'Rocku, a po występie w krakowskim Studiu, mówiłam, że "gdyby ktoś spytał mnie, jakie są moje ulubione niemieckie zespoły, co jest mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe, to powiedziałabym, że Ideal i Meute właśnie". Ale napiszę coś jeszcze, bo dobre rzeczy warto utrwalać.
Tym razem świętowaliśmy wspólnie 10-lecie zespołu i wydany z tej okazji album "Jubel". Nie mogło więc zabraknąć "Rej", mojego ulubionego "You & Me" czy "Hey Hey", czyli jedynego kawałka, w którym możemy usłyszeć wokal. A mi nadal marzy się usłyszenie na żywo "Ein Tag wie Gold" z Meret Becker. Co do wokalu, to panowie też nie mówią za dużo w trakcie koncertu, a w zasadzie to nie mówią prawie nic. Ale wypowiedziane piękną polszczyzną "Dobry wieczór, Warszawa!" wystarczyło, że publiczność totalnie oszalała.
Jeśli ktoś, jak ja na przykład, jest fanem sekcji perkusyjnej, to też się nie zawiódł, bo jak panowie zaczęli się w trójkę popisywać… bo w ogóle, ach, ten dźwięk marimby! Było też tradycyjne wyjście do publiczności, konfetti, a rave na pustyni co? Piach wszędzie, konfetti nie ma skąd wyrzucić i jeszcze można na minę wejść. Dobra, przepraszam, dość o tym nieszczęsnym filmie.
Trudno się było z tego Torwaru rozejść. Jeszcze pan na koniec tak pięknie na tym saksofonie… A, i proszę o zaliczenie świetlika jako dwunastego członka zespołu, bo bez tak dobrze dopracowanej strony wizualnej to by nie było to samo.
Meute to jest pewniak koncertowy, jak Mrozu na wszelkich letnich imprezach. Czasem jak sobie czegoś pożyczę w tekście, to się spełnia, więc życzyłabym sobie zobaczyć ich znowu na jakimś polskim festiwalu. Ej, Bittersweet, prośba jest.
Mam dwa kryteria, które pokazują, czy koncert był dobry. Pierwsze to to, że po wyjściu odpalam te same piosenki na słuchawkach i wieczór trwa. Drugi to pytanie, czy poszłabym na ich koncert jeszcze raz. Oba warunki spełnione. A przecież ja nawet nie słucham techno.




![Festiwal w Opolu 2026 - dzień czwarty [RELACJA NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000MW4M5I9QYNDWH-C401.webp)




![Na stadionach czuje się jak w domu. Przyszło blisko 100 tys. osób [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MW3Z9K3N5NXOM-C401.webp)
