Męskie Granie 2025 we Wrocławiu: dzień pierwszy. "Chcecie wieloryba?" [RELACJA]
16. edycja Męskiego Grania właśnie zawitała do Wrocławia! W piątek, 1 sierpnia, miał miejsce pierwszy dzień wydarzenia, podczas którego wystąpili artyści tacy jak Grubson, Organek, Kaśka Sochacka czy zespół Sonbird. W line-upie nie zabrakło także projektu specjalnego - "Męskie Granie Przedstawia: Zalewski x T.Love"! Publiczność była świadkami wielkich powrotów, melancholijnych występów, a także koncertów przepełnionych największymi hitami minionych dekad. Na koniec Muniek zrobił "wieloryba". Co jeszcze działo się pierwszego dnia imprezy we Wrocławiu?

Trwa 16. edycja Męskiego Grania. W ten weekend festiwal zawitał do Wrocławia na Pola Marsowe, aby uraczyć publiczność występami na najwyższym poziomie i niepowtarzalną energią. Powracam na tę trasę już któryś rok i za każdym razem stwierdzam, że atmosfera się nie zmienia. Nie brakuje piknikujących rodzin, które wybrały się na koncerty głównie po to, żeby odpocząć od codzienności, ale pod sceną można znaleźć także zagorzałych fanów, którzy od wczesnych godzin okupują barierki albo tylko czekają, aby rozkręcić pogo.
Już podczas pierwszego koncertu na scenie Ż, który odbywał się o godzinie 17:00, można było zaobserwować spory tłum ludzi. Choć nie wszyscy zdążyli jeszcze dojechać po pracy, zespół Przebiśniegi mógł liczyć na szczere wsparcie tych, którzy jednak dotarli. Swoimi melodyjnymi piosenkami porwali do tańca uczestników festiwalu, a mnie oczarowali wdziękiem oraz urokiem osobistym.
Scena Ż i Scena Główna zlokalizowane były w taki sposób, że wystarczyło stanąć pośrodku między nimi, obracać się z lewej na prawą, i można było oglądać wszystkie koncerty nie ruszając się z miejsca - mając jednocześnie całkiem niezły widok! Całe szczęście harmonogram zaplanowany był tak, że gdy kończył się występ na mniejszej scenie, dopiero wtedy zaczynał się kolejny, na większej.
Wiktor Waligóra otworzył Scenę Główną Męskiego Grania we Wrocławiu!
Po Przebiśniegach popędziłam bliżej barierek Sceny Głównej, którą otworzył Wiktor Waligóra. Po tegorocznym koncercie młodego wokalisty na Open'er Festivalu miałam lekki niedosyt (nie zdołałam wówczas zostać na całości), więc tym razem obiecałam sobie, że nic nie oderwie mnie od sceny. Nie musiałam wkładać zbyt dużego wysiłku w pozostanie tam do końca, ponieważ charyzma i wyjątkowy głos Wiktora zatrzymały mnie mimowolnie. Wsłuchiwałam się we wszystkie piosenki z ogromnym zaciekawieniem i podziwem, jak można śpiewać tak pięknym, czystym głosem bez kropli potu na czole.
Choć w dobrej zabawie publiczności przeszkadzał wówczas deszcz, który siąpił z nieba nieustannie - raz mocniej, a raz słabiej - melancholijne piosenki Wiktora Waligóry wpisały się w ten klimat. Podczas bardziej tanecznych kawałków, m.in. nowego "Jeśli ma się skończyć świat", parasole kołysały się w rytm melodii, a płaszcze przeciwdeszczowe szeleściły, jakby zostały wynajęte do specjalnych efektów dźwiękowych.
Zespół Sonbird powrócił na Męskie Granie we Wrocławiu po siedmiu latach
Chwilę później, gdy deszcz przestał padać, a zza chmur wyłoniło się słońce, pozwalając większej części publiki wyjść spod parasolów w strefie gastronomicznej, na Scenie Ż wystąpił zespół Sonbird. Dla muzyków był to niezwykle ważny koncert, ponieważ - jak sami przyznali - siedem lat temu, zaczynając swoją przygodę na rynku muzycznym, również mieli okazję wystąpić na Męskim Graniu we Wrocławiu. Symboliczne show pozwoliło na wspomnienia w postaci kultowych już utworów, takich jak "Głodny", "Niepoważny" czy "Hel". Nie zabrakło także nowości od chłopaków, którzy szykują się właśnie do wydania swojej drugiej płyty. Ze sceny wręcz kipiała radość, a wokalista świetnie radził sobie z zabawianiem tłumu, angażując go m.in. w śpiewanie "Yeah, yeah, yeah" w refrenie niewydanej jeszcze kompozycji.
Kolejnym artystą, który pojawił się na Scenie Głównej był Grubson. Jego niepowtarzalne flow sprawiło, że koncert zleciał mi tak szybko, jakby raper był na scenie dosłownie przez dziesięć minut. Był to intensywny koncert, podczas którego publiczność nie miała szansy na odpoczynek. Świetnie oglądało się skaczący tłum, który nawet nie próbował się oszczędzać. Podczas jednej z piosenek artysta wyśpiewywał wersy "Na lewo, wszyscy idą na lewo. Na prawo, wszyscy idą na prawo. A teraz w dół, w dół, w dół", a festiwalowicze posłusznie robili to, co im kazał. W tłumie nie było osoby, która nie wyglądałaby na zaangażowaną. Na setliście nie zabrakło kultowych piosenek, takich jak "Naprawimy to" czy "Na szczycie", dzięki którym mogłam powspominać młodzieńcze lata.
Organek wystąpił pomimo kontuzji. Koncertem na Męskim Graniu upamiętnił rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego
Tego dnia na Scenie Głównej wystąpił także zespół Organek, który zaserwował widzom potężną dawkę rockandrollowych brzmień. Frontman wykazał się ogromnym poświęceniem i wyszedł na scenę pomimo swojej kontuzji - grał na gitarze z uszkodzonym nadgarstkiem. "Słuchajcie swoich doktorów i chodźcie do lekarzy" - zaapelował do widzów Tomasz Organek, nawiązując żartobliwie do swojej niedyspozycji.

Muzycy zagrali przekrojowy koncert, podczas którego nie zabrakło hitów takich jak "Mississippi w ogniu", "Pogo", "Samoloty" czy "Walcz". Z okazji 81. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zespół wykonał także symboliczną piosenkę "Lili i Pałąk", opowiadającą historię dwóch kochanków, którzy walczyli w tychże trudnych czasach o swoją wolność. Organek zabrał nas także w swoistą podróż do przeszłości, wykonując hymn Męskiego Grania z 2016 r. - "Wataha". Publiczność wówczas wręcz oszalała, wyśpiewując charakterystyczne "Ooo" w niebogłosy.
W międzyczasie na Scenie Ż zakończył się koncert formacji Pink Freud, która zapewniła widzom sporą dawkę jazzowych brzmień. Później publiczność miała okazję posłuchać projektu Smolika i Kev Foxa z gościnnym udziałem Bokki, który dostarczył melancholijnych melodii i hipnotyzującego wokalu.
O 21:35 Scenę Główną przejęła Kaśka Sochacka, która w ostatnim czasie bije festiwalowe rekordy tłumów. Tym razem również zgromadziła potężną rzeszę fanów pod samą sceną, a jej koncert był nietuzinkową odskocznią od energetycznych, rockowych występów. Artystka zaczarowała swoimi balladami i pomimo sentymentalnych tekstów oraz wolnych melodii, była w stanie nie uśpić tłumu przed występem finałowym. Choć nadal uważam, że jej repertuar lepiej odnalazłby się w filharmoniach i na uroczystych galach, festiwalowa publiczność przyjęła wokalistkę z ogromnym entuzjazmem. Zakochane pary przytulały się i wspólnie kołysały do romantycznych piosenek, a samotnicy wzruszali się przy utworach o złamanym sercu.
Wyjątkowy projekt zespołu T.Love i Krzysztofa Zalewskiego. Największe rockowe hity minionych dekad wybrzmiały na Męskim Graniu!
Na koniec piątkowego wieczoru odbył się koncert z serii "Męskie Granie Przedstawia". Na scenie pojawił się legendarny zespół T.Love, do którego dołączył Krzysztof Zalewski, wraz ze swoimi muzykami. Muniek i Krzysiek śpiewali wspólnie piosenki ze swoich repertuarów, w odmienionych aranżacjach. Duety sprawiły, że niektóre z utworów zyskały całkowicie nowe życie. Nie zabrakło kultowych hitów takich jak "Bóg", "King" czy "I Love You", a także rockowych przebojów Zalewskiego, m.in. "ZGŁOWY", "Jaśniej" czy "Polsko". Największe wrażenie wywołał na mnie jednak cover, po który artyści zdecydowali się sięgnąć przy okazji projektu. Wzięli na warsztat kompozycję grupy Kraftwerk "The Model" (w ich wersji "Modelka"). Muniek swoją część odśpiewał po polsku, a jego kompan spróbował swoich sił w języku niemieckim. Elektroniczno-gitarowa aranżacja sprawiła, że była to nieoczywista i ciekawa odskocznia od reszty repertuaru.

Pytając co chwilę "Prawa okej? Centrum okej? Lewa okej?", Muniek upewniał się, czy każda osoba na widowni bawi się doskonale. Na sam koniec wykonał tzw. "wieloryba" - sztuczkę, którą zapowiadał przez cały wieczór. Podczas ostatnich dźwięków finałowej piosenki nabrał wody w usta i wypluł ją, tworząc fontannę nad swoją głową. Spektakularny koniec koncertu dopełniło morze konfetti, które wystrzeliło podczas piosenki "Warszawa", a każdy uczestnik Męskiego Grania śpiewał słynny refren tak, jakby od tego zależało jego całe życie.









