Mata dwukrotnie na Narodowym: Polski rap ma się dobrze [RELACJA]
Za nami weekend z dwoma koncertami Maty na PGE Narodowym i premierą jednego z najdłużej wyczekiwanych krążków w polskim rapie - "#MATA2040". "The Best Of" w wieku 25 lat, najmłodszy solowy polski artysta, który wypełnił w pełni Narodowy… Czy byliśmy właśnie świadkami historii?

Do piątkowego koncertu "THE BEST OF MATA :)" podchodziłem z ogromną ciekawością, jak Matczak podejdzie do tematu, mając (jeszcze wtedy) raptem trzy wydane płyty. Tutaj natomiast nie było półśrodków i zaczęliśmy od "Patointeligencji" - wydana w 2019 roku, była pierwszym momentem przebicia się do mainstreamu w karierze Maty. Genialna scena w postaci wielkich schodów (oczywiście nawiązanie do kultowych warszawskich nadwiślańskich schodków), tancerze z racami i masa pirotechniki sprawiły, że było to naprawdę godne intro.
"Tango", "Biblioteka Trap", "Mata Montana" i "Piszę to na matmie" wystarczyły, by przypomnieć wszystkim mitycznego "starego Matę", za którym od kilku lat wielu fanów tęskni. To właśnie za sprawą debiutanckiego longplaya "100 dni do matury" z marszu stał się czołową postacią w polskim rapie i dobrze, że była okazja, by ponownie zagrać te numery na żywo. Choć zabrakło mi do pełni szczęścia "Wina Sangrita (s01e01)", to nie będę narzekać. Do setlisty (i tyczy się to też drugiego dnia) nie powinniśmy mieć żadnych zastrzeżeń.
Drugim krążkiem, który zdominował koncert "THE BEST OF MATA :)", był legendarny "Młody Matczak". Numerami takimi jak "Faka", "Szmata", "IKEA (Intro)", "67-410", "Kurtz", "Szafir" czy "Papuga", Mata potwierdził niepodważalną nieśmiertelność tego albumu. Najgłośniej wybrzmiały "Blok" i "Młody Bachor" za sprawą gościnnego udziału Gombao 33. Korzystając z okazji, nie mogło zabraknąć pozostałych hitów boysbandu - jak "Łyk i buch" czy "Gombao 33".
Gości zresztą było znacznie więcej, co nikogo nie powinno dziwić - szczególnie patrząc na liczbę kolaboracji, jaką Mata zdążył nagrać w swojej raptem siedmioletniej karierze. Do "Falochronu" dołączyła Roxie Węgiel, do "To tylko wiosna" Maryla Rodowicz, a w dalszej części, gdy przeszliśmy do letniaczków, dostaliśmy gościnkę od Żabsona w numerze "Palma de Mallorca" oraz Skolima w "Kamikaze". Nie mogło zabraknąć również White'a 2115, który, oprócz wspólnego "La La La (Oh Oh)" z Matą, zagrał swoją solową "Californię", która jest jednym z must-have'ów każdego rapowego festiwalu - dobrze, że i tutaj się pojawiła.
W dalszej części piątkowego koncertu Mata zrobił prawdziwy ukłon wobec najstarszych fanów i zagrał "Lucky" z debiutanckiej (niedostępnej na streamingach) EP-ki "FUMAR MATA". I choć najwięcej po koncercie mówiło się o uchwyconych podczas "kiss cam" Okim i Quebonafide, to puentą całego występu było zagranie numeru "100 dni do matury" akustycznie na gitarze, co przeniosło nas myślami do legendarnych wigilijnych streamów Maty.
Piątkowy koncert zamknęły "Schodki", które pokazały, że nie bez powodu Mata został Warszawiakiem Roku 2019. Aż sam przyznał, że po tym występie musi ponownie włączyć je do swojej setlisty, co było naprawdę urocze. Mimo wszystko końcówka koncertu stała pod wielkim znakiem odliczania do pierwszej w nocy, czyli premiery naprawdę długo wyczekiwanego krążka "#MATA2040", który miał być motywem przewodnim sobotniego finału "#MATA2040 Tour".
Nic więc dziwnego, że drugi koncert przyniósł znacznie więcej nowości. Na start dostaliśmy "Prolog" z genialnym intrem - "Etiudą Rewolucyjną" Chopina, graną przez finalistę Konkursu Chopinowskiego, Szymona Nehringa. Później, zgodnie z tracklistą - "BĘDĘ PREZYDENTEM:)", "BRAKUJE MI MATY", "skepta", "HATERS GONNA HATE" i "sorry, taki jestem ;(". Przełamaniem okazał się gościnny udział Okiego, który zagrał z Matą ich dwa wspólne numery z EP-ki "3347" - "BEZ NIKOGO OBOK" oraz "HA HA HA", co było jasnym znakiem, że Michał Matczak dopiero się rozkręca.
Prawdziwym zaskoczeniem było jednak, gdy do drugiej zwrotki ponownego wykonu "BĘDĘ PREZYDENTEM :)" dograła się Fagata, której obecności raczej każdy się spodziewał. Zagrała swój największy hit - "Wow", by później przejść do najnowszego unreleased numeru z Dodą. Muszę jednak przyznać, że choć nie jestem zwolennikiem twórczości Agaty Fąk, warto odnotować jej obecność, bo zrobiła niemałe zamieszanie.
Później Mata uraczył nas dwoma numerami z zapomnianej przez wielu płyty "<33" - "W GŁOWIE OD PIENIĘDZY SIĘ P*******" oraz "SZUKAM MENADŻERA". I jeśli szukać jakichś nieobecnych w setliście drugiego dnia, to muszę przyznać, że brakowało mi numerów takich jak "RÓŻOWE OSH33" czy "PŁYTA NIE SIADA", które swoją stylistyką naprawdę wpisałyby się dobrze w konwencję "nowego Maty". Ale cóż, nie są to wielkie braki, o których ktokolwiek, oprócz mnie i garstki innych entuzjastów albumu "<33", by pamiętał.
Liczba gości drugiego dnia nie odstawała od pierwszego - nie mogło więc zabraknąć Sobla. Oprócz ich wspólnego numeru "to nieprawda, że nie lubisz róż ;**", zagrali również numer z projektu "Hotel Maffija 3" - "Pieniądze i sława". Show całkiem skradł jednak później Borys Szyc - tak, Borys Szyc, który przypomniał wszystkim o historycznym streamie charytatywnym Łatwoganga. Zaśpiewał a cappella "We Will Rock You" z repertuaru Queen i zaprosił na scenę Bedoesa wraz z kilkoma podopiecznymi Cancer Fighters, gdzie wszyscy zaśpiewali razem "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)". Nic dodać, nic ująć - jeden z bardziej wzruszających momentów ze wszystkich koncertów, na jakich byłem w swoim życiu.
Rezydencja Maty na Stadionie Narodowym zakończyła się mocną "Patoreakcją", która nieustannie po tylu latach grzeje publiczność najmocniej. Ciężko nie odnieść wrażenia, że choć wielu powątpiewa, to te koncerty były kolejnym statement, że polski rap ma się dobrze, szczególnie że już za tydzień swoje dwa koncerty na PGE Narodowym zagra Taco Hemingway. Jednak co by nie mówić, za nami dwa historyczne występy, które zostaną zapamiętane na długo, a wszystkim, których na nich nie było, powiem tylko jedno - żałujcie.








