Mamy wspaniałe zespoły, tylko Polska niegotowa. Znacie już Chair?
Jeśli ktoś by mnie pytał, to najbardziej lubię polską muzykę jeszcze tę nieodkrytą przez szersze grono. A jeszcze bardziej lubię słuchać takiej muzyki w małych klubach, w te kilkadziesiąt osób, które potem będą mogły mówić: "Ach, pamiętam, jak grali w piwnicy", patrząc, jak zespół występuje na największych scenach. Tak właśnie będzie z Chair, zobaczycie.

Od razu mówię, że to nie jest tak, że pani i panowie nie są w Polsce znani. Żebyśmy się źle nie zrozumieli. Nie są znani aż tak, jak na to zasługują, bo to jedna z tych grup spod ukulanego przez The Bullseyes hasła "Twój ulubiony zagraniczny zespół z Polski". Brzmią światowo i nie ma tutaj miejsca na dyskusję. I okej, można znaleźć w internecie artykuł z 2022 roku, w którym Kacper Pelo pisze, że "To ostatni dzwonek, by poznać Chair i móc kiedyś powiedzieć 'znałxm ich, zanim byli sławni'", ale to trzeba na spokojnie. To jeszcze będzie nasz towar eksportowy i dzieci będą się o tym w szkołach uczyć.
Historia zespołu sięga 2020 roku i zaczęła się przez przypadek, bo Hubert myślał, że pisze do innej osoby, ale wyszło jak wyszło, i jak widać - wszystkim na dobre. W 2022 roku wydali EP-kę "Po co muzyka?", z której pochodzi m.in. wspaniałe "love ad". Potem był album "GENTLE MEN" z, na przykład, totalnie hitowym "everything, everything, EVERYTHING". Grali na Męskim Graniu, OFF Festivalu, Alterfeście i Soundrive. Pojawili się też w "Must Be The Music", gdzie dostali cztery razy "tak", a Natalia Szroeder powiedziała, że "takich indywidualności i kogoś tak charakterystycznego jak wy polska scena bardzo potrzebuje". Byli i w "Mam Talent", gdzie ich doceniono, a jednocześnie padło tam coś o tym, że nie można robić sobie żartów z muzyki, co jest tym zabawniejsze, że u Chair warstwa wizualna i pierwiastek satyry to jednak dość istotna część pomysłu.
No, a w tym roku dostaliśmy "Pleonasm", który według mnie ma mocną pozycję do zostania ulubionym albumem 2026 roku i sądzę, że nie odszczekam tych słów do grudnia. Premierze towarzyszyła tyci tyci traska, obejmująca Warszawę i Kraków, no i tu muszę ponarzekać, boooo… Sprawdziłam i przy "GENTLE MEN" grali w Pubie pod Ziemią, a teraz w Pięknym Psie i z całym szacunkiem do tych miejsc, bo bywam i lubię sobie posiedzieć w piwnicy, to naprawdę, gdyby byli zagranicznym zespołem, to bookowalibyśmy im Tauron. Choć wiadomo, najlepsza część piwnicznych koncertów to to, że możemy się wszyscy przywitać, pogadać i stuknąć butelką wody.
Ale może już do muzyki. Brytyjskie granie z lat 80. to jest prawdopodobnie najlepsze określenie, widziałam też opinie o "współczesnej odpowiedzi na Joy Division". Sprawdźcie, na przykład, pierwszy singel, czyli "When I Walk" - to jedna strona zespołu. Druga to choćby bardziej melancholijny, ostatni z kolei singel "Day By Day". Można sobie było też potańczyć, chociaż może tak nie za wesoło, do "Learned From TV". Ja natomiast nie umiem się zdecydować, czy moim ulubionym jest "Love Letter" czy "Being With You". Or why not both. Wspominane wcześniej "love ad" śpiewała już cała publiczność, a ja słyszę to na stadionach. Zespół gotowy, tylko Polska niegotowa.
Były piski spod sceny, były piski ze sceny i piękna koszulka "Moja mama mówi, że mam talent". A mama wie, co mówi i mamy trzeba słuchać. Też to mogę potwierdzić, a wypowiadałam się ostatnio dla dwóch telewizji, naprawdę można mi ufać.













