Reklama

Reklama

Jarocin Festiwal 2022: Finał Rytmów Młodych. "Być jak Debbie Harry" [RELACJA]

14 lipca w miejskim amfiteatrze odbył się finał Jarocińskich Rytmów Młodych. Zdaję raport: polska muzyka żyje i ma się dobrze.

14 lipca w miejskim amfiteatrze odbył się finał Jarocińskich Rytmów Młodych. Zdaję raport: polska muzyka żyje i ma się dobrze.
Tegoroczne Jarocińskie Rytmy Młodych wygrał zespół The Bullseyes /Witold Spisz /Reporter

Piękne to, że od I Festiwalu Muzyki Młodej Generacji minęło tyle lat, o Wielkopolskich Rytmach Młodych już nie mówiąc, a wciąż w tym samym miejscu odbywa się konkurs dla początkujących artystów. Jeszcze piękniejsze jest to, że w dobie zalewania stacji radiowych popowymi piosenkami z generatora hitów, nadal na scenie pojawiają się TACY muzycy.

Na początek trochę statystyk: do konkursu zgłosiło się około 160 zespołów, z których jury wybrało 30, a w finale zaprezentowało się pięć - cztery wybrane przez komisję i jeden wyłoniony przez głosowanie internautów. Jury przewodził Darek Malejonek, a obok niego zasiedli: Marcin Bąkiewicz (naczelny Antyradia), Paweł Sołtys (vel Pablopavo), Sebastian Pluta (współtwórca Spichlerza Polskiego Rocka) i Tomasz Jankowski (lider reggae'owego Za Zu Zi, dyrygent, nauczyciel muzyki).

Reklama

Finał rozpoczął zespół Oil Stains. A w zasadzie duet, ale za to jaki. Sami swój styl określają jako "root rock", a żeby było bardziej obrazowo, to muzyka, która mogłaby być doskonałym soundtrackiem do sceny z hippisowskim vanem, jadącym Route 66 w stronę zachodzącego słońca. Pierwsi mają zawsze najgorzej, ale ostatecznie to właśnie gitarzysta Oil Stains został okrzyknięty najlepszym gitarzystą konkursu i dostał w nagrodę wiosło, którego pozazdrościł mu nawet Malejonek.

Drugi występ był dość zaskakujący. Mieliśmy okazję posłuchać electropunkowego solo actu Wrony (Weroniki Jasiówki), którą kojarzyć można przede wszystkim z rockowego girls bandu Brain's All Gone. Zanim coś zaczęło się dziać, można było spodziewać się, hm, popu? Jakieś alternatywki? A ona powiedziała po prostu: "Uwaga, bo je**ie" i jak powiedziała, tak zrobiła.

Mnie przekonała w sumie od początku, ale zdobyła całkowicie dopiero przy piosence: "Lekko miało być i przyjemnie / Świat się miał kochać we mnie / Miałam nie być jak mój stary / Miałam być jak Debbie Harry". To było drugie najładniejsze "mój stary", jakie kiedykolwiek słyszałam. Na równi ze "starym" z #Hot16 Kwiatu Jabłoni. W innym utworze śpiewa: "Teraz ja / Na to wszystko pomysł mam" i naprawdę, zero tutaj kłamstwa. Zaproście ją na jakiegoś OFF-a albo Open'era. Gdziekolwiek, a najlepiej wszędzie. Proszę.

Koncert trzeci: The Bullseyes. Pierwsze "Cześć Jarocin" było trochę nieśmiałe, ale to był albo wypadek przy pracy, albo zmyłka. Nie będę się rozpisywać nad tym, co ten duet potrafi zrobić muzycznie, bo lepiej tego po prostu posłuchać. Ale muszę napisać, że śpiewający i grający na perkusji Mateusz Jarząbek dołączył do mojego TOP3 perkusyjnych świrów, obok crazy drummera z tego viralowego filmiku i Świerkota z The Harpagans.

Kiedyś miałam taką sytuację, że wracałam autobusem do domu i mój kolega chciał podciągnąć spodnie, podskoczył, uderzył się głową o rurkę i zemdlał. No i chwilę później próbowałam wytłumaczyć policjantom, że kolega nie jest pijany, tylko chciał podciągnąć spodnie... i tak dalej. Mówię o tym dlatego, że w pewnym momencie Jarząbek wyszedł zza perkusji, coś tam pogadał o pieskach, ktoś mu krzyknął "napie****j" i wszystko by było po staremu, gdyby nie to, że Mateusz pokazał zbudowany przez siebie instrument o nazwie szczekboard, w którym każdy klawisz miał przypisany inny szczek. To był wstęp do znanego z TikToka "Pieska". I powiem wam to, co wtedy temu policjantowi: gdybym chciała kłamać w tej opowieści, to na coś takiego bym nie wpadła. Jarek Szubrycht napisał o The Bullseyes, że "brzmią jak milion dolarów", no i cóż - starsi czasem mają rację.

Czwartą finalistką była Kathia ze stajni Borówka Music. Ze sceny powiedziała, że "Jarocin to jej drugi dom", bo choć nigdy wcześniej nie grała na dużej jarocińskiej scenie, to wielokrotnie przyjeżdżała tutaj na koncerty-domówki. Kathia ma 19 lat, komponuje, śpiewa, gra na klawiszach, gitarze i kiedy myślisz, że niczym już nie może cię zaskoczyć, uśmiecha się lekko i wyciąga flet poprzeczny.

Ładne to było, choć chętniej posłuchałabym tego nie w amfiteatrze, ale właśnie w jakimś przytulnym mieszkanku, w zimowy wieczór, siedząc przy rozpalonym kominku, z ciepłym kakao w ręku. W ostatniej piosence na basie zagrał tata Sławek, który jest fanem Jarocina i od zawsze chciał na Jarocinie zagrać. Zrobiło się tak ciepło na sercu. Mam po tym koncercie baterie pozytywnej energii naładowane na trzy zapasy.

Ostatni zespół to Kaozm, czyli zespół wybrany do finału przez głosy internautów. Nie rozumiem, dlaczego takie zespoły nadal muszą występować w jakichkolwiek eliminacjach. Zresztą, czy to nie ogólny problem polskiego podwórka? Gdyby powiedzieć, że Kaozm to legendy metalu z USA, to za chwilę musieliby klepać Tauron Arenę albo Narodowy zamiast piwnicznych klubów. A jak tylko ludzie usłyszą, że z Polski, to mówią: "Spoko są, ale patrz, zagranicą to dopiero grają!". Na duże sceny z nimi.

Przed ogłoszeniem wyników był jeszcze czas na koncert Pull The Wire. Oni w 2021 roku wydali płytę "Życie to western" i konsekwentnie się tego image'u trzymają. Kowbojskie kapelusze i w ogóle. W jarocińskim amfiteatrze zagrali w okolicach 20, chociaż powinni w samo południe... hehe, koniec żartu, czas się śmiać.

Pod sceną rozkręcili całkiem niezłe pogo, usłyszeliśmy m.in. z nowości "Zgniły polski rock'n'roll" czy "Chodź na studia", ze starszych np. "Papieros" i chyba najbardziej znane "Kapslami w niebo", a nawet cover "Mój przyjacielu" Krawczyka i Bregovicia. Ja bym do tego country image'u dodała jeszcze takiego mechanicznego byka na scenie. Nie podpuszczam, ale...

Po tym koncercie przyszedł najważniejszy moment wieczoru, czyli ogłoszenie wyników. I tak: wyróżnienie zdobyła Wrona, wygrali The Bullseyes, którzy ostatecznie nie zagrają na festiwalowej scenie, bo od razu po konkursowym występie wyjechali grać koncerty na Łotwie. Na swojego zastępcę wybrali Kathię.

Czwartek zakończył projekt Darka Malejonka "Republika '82". Na scenie pojawili się też: znany m.in. z "The Voice of Poland" Damian Ukeje ("Biała flaga", "Moja krew"), Natalia Niemen ("Pojutrze szary pył" z ostatniej studyjnej płyty ojca, "Mamona"), Robert Cichy (własny "Lunapark", "Zapytaj, czy cię kocham"), Renata Przemyk ("Raz na milion lat"), a także zagraniczni goście: Ukrainka Marija John, która zaprezentowała własną piosenkę, i Białorusin Lawon Wolski, były członek rockowego zespołu N.R.M., który dla wolnej Białorusi poskakał przy największym przeboju grupy - "Try carapachi". Nie zabrakło słów wsparcia dla Ukrainy.

Choć zazwyczaj bardzo marudzę, kiedy ktoś zabiera się za polskie klasyki, to zdarzają się wyjątki. Myślę, że pan Ciechowski gdzieś tam słyszał i dziwił się, jak wciąż aktualnie brzmią jego utwory. No i coraz bardziej przekonuję się do tych festiwalowych przededni. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL