Oczywiście nie mogę standardowo nie wspomnieć o Hype Parku, który jest naprawdę fajnym miejscem na krakowskiej mapie. Tym bardziej jak się pamięta czasy, kiedy Hype Park był jeszcze namiotem i trzeba było albo skakać, albo zakutać się w kurtkę i czapkę, żeby nie zamarznąć. Latem jest też (a przynajmniej była) fajna scena plenerowa, ściana z odtwarzaczem robi wrażenie, ogólnie miło.
A sobotni wie… sobotnie popołudnie w zasadzie, bo impreza zaczęła się już chwilę przed 16, rozpoczął zespół Sól, który dostał się do line-upu w ramach konkursu dla młodych. Kiedy zobaczyłam, kto będzie walczył w Alchemii, mój mózg nastawiony po Famie zupełnie subiektywnie mówił "Oby Stacha, oby Stacha" i chociaż część mnie nadal myśli, że szkoda, że nie Stacha, bo też jest naprawdę świetna, to rozumiem dlaczego w Hype Parku ostatecznie wylądowała Sól.
Chyba mogę powiedzieć, że to był dla mnie najciekawszy koncert Festu. Wcale nie dlatego, że reszta mi się nie podobała, bo podobała mi się bardzo, o czym zaraz oczywiście, ale na występie Soli stałam i byłam cały czas ciekawa, co dalej i co ja o tym w zasadzie myślę. Bo po pierwszym kawałku ("Fenomen") powiedziałam "wow, eurowizyjne" - w tym dobrym znaczeniu łączenia elektroniki z momentami monumentalnymi, rapem i w ogóle motornicza bije brawo. W drugim kawałku ("Zaćmienie") też było to wszystko i nawet więcej, przez co czegoś było zdecydowanie za dużo. W trzecim kawałku ("Warkocze") znowu wow. I dalej było podobnie, bo ogólnie to nie jest zbyt łatwa muzyka, ale z drugiej strony takie "Oslo" ma super chwytliwy refren. Zdecydowanie klawisz i główny, żeński wokal to fundamenty tego zespołu, mam natomiast mieszane uczucia, co do wokalu męskiego, bo czasem tam się zdarzały ładne harmonie, a czasami to jednak było za wiele. Podsumowując, ciekawe i jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć ich na żywo, to warto. Choćby tylko po to, żeby wyrobić sobie swoją opinię. Albo się ze sobą pokłócić jak ja.
Następnie Taraban. Chciałabym napisać, że jak teraz, dzień później, myślę o tym koncercie, to się uśmiecham, ale nie do końca wiem, czy taki był zamysł zespołu, i nie chcę, żeby się źle poczuli! W każdym razie pokochałam energię wokalisty, chociaż nawet nie słucham takiej muzyki. I chociaż trochę się go bałam, i jak spytał, "czy to jest jasne", to powiedziałabym, że jasne, nawet jakby tłumaczył mi kwantową teorię pola. Muzycznie dostaliśmy tutaj m.in. "Wilde Hunt", "Roxxxane" czy "Country Song". Machałabym włosami, gdybym tylko miała włosy. Są takie występy, które są koncertami, i takie, które są doświadczeniem (The Flaming Lips na OFF-ie, pamiętamy), a ten był oboma.
Trzeci zespół to Mlecze, który zdecydowanie jest teraz na topie, i po raz kolejny - bo słyszałam ich już w tym roku na wspomnianym wcześniej OFF-ie - pomyślałam, że absolutnie nie mam się do czego przyczepić, a jednocześnie ten indie/bedroom pop nie do końca do mnie trafia. Ale jak to mówią: pracujemy na odczuciach. Totalnie kwestia gustu. Dostaliśmy kilka kawałków z nowego "Albumu Niebieskiego" i trochę z "Marudy" - "Zaśniesz spokojnie", "Polny kwiat", "Tracę czas" czy "Róża". I okej, napisałam, że nie moja muzyka, ale złapałam się potem na tym, że moje radio w głowie ma na swojej playliście "Może ty też słuchasz tej melodii i księżyc ci mówi co robić / Może ty też czekasz na klatce gdzieś i nie umiesz się przed tym bronić". Dodatkowe punkty za harmonijkę!
Dalej: Toń. Jedyny koncert w tym roku. "Przedsiębiorca z branży pogrzebowej, prawnik od prądu, nauczycielka śpiewu, tłumacz z MTV i tatuś polskiego stonera - grają wspólnie muzykę z pogranicza good vibe'u i bad-tripa" - szanuję ten opis, po pierwsze. Mimo nie za dużej orientacji w muzyce metalowej, coś tam już słyszałam, i połączenie metalu i motywów ludowych to jedno z moich ulubionych. Tutaj oczywiście najlepiej w pamięci zapadło "…A dom niewoli zniszcz i spal". Zresztą pewnie nie tylko mi, bo "Zniszcz, rozpi…ol, spal niewoli dom" krzyczała cała sala. Może i - jak sami mówili - dali z siebie mocne 30% i mieli nadzieję, że jest co najmniej średnio, ale to dopiero początek ich zalet. Grajcie może częściej niż raz w roku. Nieśmiała propozycja!
Przedostatni wystąpili gospodarze, czyli zespół .wavs. Była to dla nich fizyczna i koncertowa premiera płyty "TOTAL", którą do tej pory słyszałam tylko na żywo, bo na streamingach będzie na początku października, a CD nie kupiłam, bo jestem czasem ciołkiem i patrzyłam na nie przez cały wieczór, po czym przypomniałam sobie w tramwaju, aleee... dążę do tego, że nie jest to jeszcze pora na zdecydowane oświadczenia, ale póki co chyba mogę powiedzieć, że ten materiał podoba mi się bardziej niż poprzedni, chociaż poprzedni również lubię. Super też, że do składu doszedł Wojtek, który podczas półfinałów Rytmów Młodych był Grześkiem, a teraz mamy i Wojtka, i Grześka, i jest to układ wielce pozytywny, bo dostaliśmy dodatkową gitarę i ładne chórki. W Hype Parku do chłopaków dołączył też Paweł Gawryłowicz z zespołu Opady, żeby zagrać partie na trąbce. Tak się robi premierę płyty. Chciałabym, żeby się z tym materiałem wybili, bo - uwaga, banalne zdanie - czegoś takiego na polskiej scenie nie ma. Mam nadzieję, że oni też o tym marzą, bo marzyć razem raźniej.
"TOTAL" wpada do sieci dokładnie 6 października, więc posłuchajcie sami, ja też jeszcze się osłucham. Póki co mogę powiedzieć, że "Koledzy" to strasznie słodka piosenka. "Czasem czuję w głębi duszy ból istnienia, wtedy potrzebuję, żebyś mi powiedział, że wszystko jest okej". Totalnie. Było na koncercie i heavy, i pop, tak jak został świat stworzony. A jeśli zdanie "Nikt się nie spodziewał, że to my sprowadzimy Metro do Krakowa, a nie politycy" powstało na poczekaniu, to się kłaniam w pas.
Bo na koniec dostaliśmy zespół Metro. Kurcze, ja już tyle razy ich chwaliłam. Może grają po swojemu rzeczy pozbierane z końcówki poprzedniego wieku w Polsce, ale robią to naprawdę dobrze. Potwierdził to choćby hałas, który publiczność zrobiła najpierw przy informacji, że niedługo dostaniemy w końcu debiutancką płytę, potem przy pierwszych dźwiękach "TakTakTak", potem też przy "Fauście"… No, i tak dalej. Wystarczy posłuchać sobie wymienionych albo takiego "Na balkonie", żeby zrozumieć dlatego. Czekamy zatem na ten zapowiadany album. "365 widoków na przyszłość", 16 października.
Dzięki .wavs, robicie kawał dobrej roboty z tym festiwalem. Jeszcze będą mnie pytać, czy mi się podobało. Ludzie, napisałam dwie strony tekstu o jednym wieczorze!















