5 Seconds of Summer w Łodzi: "Kochacie nas, a my kochamy was" [RELACJA]
22 kwietnia łódzka Atlas Arena zapełniła się po brzegi fanami 5 Seconds of Summer. Zespół zaprosił Polaków na trasę "EVERYONE'S A STAR! World Tour", po raz trzeci w historii odwiedzając nasz kraj. Wydarzenie to pokazało, że w uniwersum 5SOS naprawdę każdy jest gwiazdą. Na koncercie nie zabrakło zaskakujących zwrotów akcji, humoru, licznych wyznań miłosnych, kierowanych w stronę polskiej publiczności, muzycznych powrotów do przeszłości i ogromnej dawki energii. "Kochacie nas, a my kochamy was" - wybrzmiało z ust muzyków.

To był trzeci w historii koncert 5 Seconds of Summer w Polsce, lecz widać, że fani nawet po latach nie są znudzeni australijskim (nie)boysbandem. Wdzięczność za wizytę w naszym kraju i podekscytowanie wisiały w powietrzu już od rana, gdy pod łódzką areną zaczęły kłębić się tłumy, formując kolejki i czekając na otwarcie bram. Odnalezienie odpowiedniego miejsca, w którym powinno się stanąć podczas wpuszczania, graniczyło wówczas z cudem, ponieważ liczba możliwych rodzajów biletów była ogromna. Ostatecznie, w tym wielkim chaosie, dało się jednak odnaleźć bezpieczną przestrzeń wykreowaną przez wiernych fanów, którzy od lat wspierają nie tylko 5SOS, ale też siebie nawzajem i tworzą jeden z najsilniejszych fandomów w świecie popkultury.
Jako pierwsi z zespołem zetknęli się słuchacze, którzy wykupili specjalne pakiety VIP. W ramach droższych, ekskluzywnych wejściówek mieli okazję wcześniej wejść na arenę, wziąć udział w sesji Q&A z członkami 5SOS i wysłuchać próby dźwięku. Dzięki zaproszeniu Universal Music Polska mi również udało się podsłuchać kameralną rozmowę i być uczestniczką minikoncertu, co było doświadczeniem jednym na milion.
Q&A z fanami i specjalna próba dźwięku. Co działo się na VIP-owskim spotkaniu z 5 Seconds of Summer w Łodzi?
Niedługo po godzinie 17:00, gdy setki VIP-ów wprowadzone zostały na arenę po wielogodzinnym oczekiwaniu, na scenie pojawili się Luke, Michael, Calum i Ashton. Już pierwsze spojrzenie na zgromadzony tłum wprawiło ich w osłupienie. Przyznali jednogłośnie, że przeprowadzają się do Polski, ponieważ tak gorącego powitania nie doświadczyli jeszcze na żadnym koncercie z trasy. Dodali również, że jest to największa sesja Q&A do tej pory, a liczba VIP-ów kilkukrotnie przewyższa liczbę uczestników, których udawało im się zgromadzić podczas pierwszych występów w karierze.
Q&A utrzymane zostało w konwencji konferencji prasowej, a fani wybrani do zadawania pytań zespołowi wymyślili nawet żartobliwe nazwy magazynów, od których mieli zostać wysłani na misję. Sami członkowie 5SOS podkreślali, że nie powinniśmy oczekiwać poważnych odpowiedzi i być przygotowani na sporą dawkę sarkazmu z ich strony. Fanka, która jako pierwsza mogła zadać pytanie, zaproponowała muzykom naukę kilku słów w języku polskim. Zapamiętali podstawowe zwroty, takie jak "co tam?", "dziękuję" czy "zajebiści jesteście", lecz największe emocje wywołały próby wymówienia słowa "Łódź". Okazało się, że artyści wcześniej przyłożyli się do zapamiętania nazwy miasta, w którym grają koncert, ale ich interpretacja ani trochę nie przypominała tego, jak naprawdę brzmi polskie słowo. "To wy tak to wymawiacie?!" - krzyknął oburzony Michael, gdy Polka przy mikrofonie próbowała wyjaśnić mu, że "Łódź" to tak właściwie łódka i mogliby mówić po prostu "Boat City".
Podczas Q&A padły także pytania o to, jakim dodatkiem do pizzy byłby każdy z członków zespołu albo jakie plakietki z ostrzeżeniem powinien każdy z nich nosić. Jedna z polskich fanek zapytała również o to, jaką piosenką z repertuaru 5SOS muzycy się obecnie czują. Luke wybrał utwór z najnowszego albumu - "I'm Scared I'll Never Sleep Again". Podobnie Calum, który postawił na "Evolve", i Michael, którego wyborem był "Ghost" (gitarzysta wyjaśnił, że czuje się nieco upiornie, a podczas koncertu pojawia się w różnych miejscach sceny i znika). Z kolei Ashton postawił na klasyka, wybierając balladę "Amnesia", tłumacząc to swoimi problemami z pamięcią.
Ze strony jednej z polskich fanek padło także pytanie o to, czy zespół wolałby walczyć z jednym Ashtonem wielkości konia czy ze stoma Ashtonami wielkości kaczek, co rozbawiło muzyków i jednocześnie sprowokowało ich do poważnej dyskusji. Ostatecznie członkowie 5SOS stwierdzili, że perkusista wielkości konia mógłby być dobrym zabiegiem marketingowym - zapraszając ludzi na występ z taką atrakcją mogliby zarobić jeszcze więcej na biletach. "Proszę, uwolnijcie mnie od tego pytania" - podsumował sam zainteresowany.
Po niezwykle owocnej i pełnej śmiechu sesji pytań oraz odpowiedzi 5 Seconds of Summer przeszli do specjalnej próby dźwięku, podczas której zwykle wykonują dwa utwory sprzed lat w akustycznej aranżacji. Fani, którzy kupili bilety VIP mogą wówczas naprawdę poczuć, że są świadkami czegoś wyjątkowego - piosenki te nie pojawiają się już bowiem na regularnej trasie. Z racji tego, że łódzki tłum okazał się jednym z największych na "EVERYONE'S A STAR! World Tour", muzycy zaprezentowali aż trzy kawałki. Postawili na "Wherever You Are" z 2014 r., "Beside You" powstałe jeszcze zanim zespół szykował się do wydania debiutanckiej płyty oraz "Long Way Home" również pochodzące z czasów pierwszych muzycznych działań grupy.
Po zakończeniu VIP-owskiego spotkania i krótkiej przerwie, podczas której pozostali uczestnicy koncertu dostali się na arenę, na scenę wkroczył pierwszy z supportów - Master Peace. Londyńskiemu wokaliście towarzyszyli perkusistka oraz gitarzysta. Swoimi potężnymi pokładami pozytywnej energii zaraził niemal wszystkich uczestników wydarzenia, a melodyjne i jednocześnie rockowe piosenki sprawiły, że zabawa na dobre się rozpoczęła. Jako drudzy na łódzkiej scenie pojawili się członkowie South Arcade - zespołu z Oksfordu, wyróżniającego się punkowym charakterem i młodzieńczym buntem. Nie zabrakło więc headbangingu i skoków z gitarami, a blond wokalistka z wysokim głosem sprawiała wrażenie, jakby to Avril Lavigne w czasach swojej świetności przyjechała do Polski i śpiewała przed koncertem 5SOS swoje największe emo przeboje.
5 Seconds of Summer po raz trzeci w Polsce! Tak wyglądał koncert z trasy "EVERYONE'S A STAR! World Tour"
Wreszcie przyszedł czas na gwiazdy wieczoru, które na scenę wkroczyły w iście rockandrollowym stylu. Najpierw na telebimach ujrzeliśmy transmisję z wnętrza limuzyny (której maska służyła również jako element scenografii koncertu), skąd zespół wykonał początek hitu "NOT OK". Już na pierwszym refrenie muzycy pokazali się uczestnikom łódzkiego koncertu w pełnej okazałości, wywołując lawinę pisków i okrzyków. Ich ciemne okulary, kurtki z futerkiem i skórzane stylizacje doskonale wpasowały się w hasło przewodnie wydarzenia, mówiące o tym, że każdy jest gwiazdą. "We love you, Poland!" - usłyszeliśmy z ust perkusisty już po pierwszych sekundach spędzonych na scenie. Rockowe przywitanie z polską publicznością dopełnił kolejny kawałek z najnowszego albumu - "No. 1 Obsession" - po którym zespół płynnie przeszedł do hitu "Teeth", kilka lat temu podbijającego radiowe listy przebojów na całym świecie.
Cały koncert podzielony został na sześć części, podczas których artyści prezentowali dobrane tematycznie piosenki ze wszystkich lat swojej kariery. Choć trasa skupiona jest głównie na albumie "Everyone's A Star!" i w setliście przeważają utwory właśnie z tego krążka, nie zabrakło kawałków z wcześniejszych wydawnictw. Każdy z kolejnych aktów poprzedzały nagrania, najczęściej prześmiewcze, nawiązujące do historii zespołu i żartujące m.in. z dawnych stylówek i image'u scenicznego muzyków, plotek o rozpadzie grupy, które pojawiły się, gdy każdy z członków 5SOS postanowił wypuścić w świat solowy materiał, czy też z nazywania formacji boysbandem.
W drugiej części koncertu, tuż po ironicznym filmiku mówiącym o upadku zespołu, fani usłyszeli hity takie jak "Easier" czy "More". Słynne muzyczne przejście między tymi dwiema piosenkami, okrzyknięte w fandomie arcydziełem, wywołało wśród publiczności zgromadzonej na Atlas Arenie niemalże ekstazę. Po "istillfeelthesame" i energetyzującym "No Shame" przyszedł czas na dłuższą przerwę, podczas której członkowie 5SOS odłożyli instrumenty i przedstawili uczestnikom łódzkiego wydarzenia prezentację. Pierwszy raz spotkałam się z tego typu zabiegiem podczas koncertu, lecz w przypadku australijskiego zespołu już nic nie jest w stanie mnie zdziwić.
"Kochamy przyjeżdżać do Polski" - mówił tuż przed prezentacją basista 5SOS. Chwilę później muzycy zrobili szybką ankietę, pytając uczestników, kto znalazł się na koncercie grupy po raz pierwszy, a kto miał okazję widzieć ich już wcześniej. Następnie płynnie przeszli do przedstawienia najważniejszych zasad, "jak dać najlepsze rockowe show". Według Australijczyków przepisem na sukces miało być m.in. pobudzanie tłumu zgromadzonych słuchaczy, mówienie w języku, który rozumieją jedynie osoby związane z fandomem 5SOS czy granie starych, kultowych już piosenek.
W prezentacji znalazł się także punkt mówiący o tym, że dobry koncert wiąże się z poznaniem lokalnej kultury. Tym samym członkowie 5 Seconds of Summer z dumą stwierdzili, że tego dnia przespacerowali się Starym Miastem w Łodzi, kierując się do Manufaktury, zjedli tak dużo pierogów, jak tylko człowiek jest w stanie (Luke podkreślił, że w jego brzuchu wylądowało ich 15), ugasili pragnienie piwem Żywiec i upiekli babkę piaskową dla swoich wiernych miłośników z Polski. Oczywiście, żadna z tych rzeczy najprawdopodobniej nie miała miejsca, lecz fani prędko wybaczyli muzykom kłamstwo i przeszli do dalszej zabawy przy hitach takich jak "She's Kinda Hot", "Boyband", "Telephone Busy" czy "Evolve", podczas którego na widowni nie było ani jednej osoby, która stałaby w miejscu i nie skakała.
W międzyczasie zespół obdarowany został także statuetką dla boysbandu roku, którą udaje im się zgarnąć każdego wieczoru podczas trasy "EVERYONE'S A STAR! World Tour". Na scenie pojawiła się wówczas jedna z fanek - zdobywczyni złotego biletu - która wręczyła Luke'owi, Calumowi, Michaelowi i Ashtonowi nagrodę, a tłum nie przestawał wiwatować.
Trzecia część koncertu obfitowała w emocjonalne utwory, takie jak "Bad Omens" czy "Ghost of You", a także jeden z najnowszych - "I'm Scared I'll Never Sleep Again". Później członkowie 5SOS przeszli do zaprezentowania publiczności swoich solowych utworów. Każdy z muzyków ma bowiem w dorobku album wydany niezależnie od zespołu, a trasa, podczas której "każdy jest gwiazdą", zobowiązuje do tego, aby ich autorskie materiały wybrzmiały. W ten sposób Luke Hemmings wykonał poruszające "Starting Line", następnie Ashton Irwin zachwycił widowiskowym "Have U Found What Ur Looking For?", podczas którego nie tylko śpiewał, lecz wciąż energicznie uderzał w bębny i talerze nie opuszczając stanowska perkusyjnego. Calum Hood zaśpiewał sentymentalny singiel "Don't Forget You Love Me", a Michael Clifford zachwycił utworem "enough", w którym przeszywający głos artysty wywołał ciarki na całym moim ciele.
Piąty akt koncertu rozpoczęła kultowa "Amnesia", podczas której cała arena rozbłysła światełkami z latarek. Akustyczny utwór sprzed lat sprawił, że niejeden fan uronił łzę. Członkowie 5 Seconds of Summer ponownie wygłosili przemowę, jeszcze raz dziękując polskim fanom za nieocenione wsparcie. "12 tysięcy pięknych Polaków, którzy śpiewają wszystkie nasze piosenki" - opisywał zgromadzony tłum Calum. "Uwielbiam 5SOS i uwielbiam Polskę" - dodawał Michael.
Atrakcjom nie było końca, bowiem już chwilę później Australijczycy zaprezentowali "sekretną piosenkę" wybraną przez łódzkich fanów. Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu na telebimach Atlas Areny wyświetlono kod QR, przekierowujący uczestników wydarzenia do specjalnego głosowania. W ten sposób każdy mógł zadecydować, który z wybranych przez 5SOS czterech utworów chciałby usłyszeć najbardziej. Polacy mogli postawić na: "Start Over", "Valentine", "Blender" oraz "Talk Fast". Wyniki zaprezentowała jedna z słuchaczek, której wręczono srebrną skrzynkę z ukrytym tytułem. Po usłyszeniu werbli oczom publiczności ukazał się numer "Start Over", który wybrzmiał na żywo po raz pierwszy w historii "EVERYONE'S A STAR! World Tour".
Ostatnia część koncertu oparta była na powrocie do korzeni. 5 Seconds of Summer wykonali kawałki z pierwszego albumu - "English Love Affair" oraz "Voodoo Doll" - w zupełnie nowych, bardziej rockowych i mocnych aranżacjach. Następnie powrócili wspomnieniami do ery "Sounds Good Feels Good", prezentując "Waste The Night" i "Jet Black Heart". Przed pierwszą z piosenek Michael zachęcił publiczność do głośnego śpiewania. Zażądał, aby Polacy udowodnili, że są wiernymi fanami zespołu właśnie poprzez znajomość kultowego tekstu. Publiczność zdała test - co było łatwe do przewidzenia - a następnie wysłuchała ikonicznego "She Looks So Perfect", czyli piosenki, od której dla 5SOS tak naprawdę wszystko się zaczęło. Nie zabrakło oczywiście punkowego skoku z gitarami, który w kulminacyjnym momencie kompozycji od lat wykonują wspólnie gitarzysta i basista.
Na bis artyści powrócili na scenę przechodząc wcześniej przez tłum rozemocjonowanych fanów. Najpierw wykonali utwór przewodni obecnej muzycznej ery, czyli "Everyone's A Star!", aby chwilę później pożegnać się z tłumem największym hitem w swojej karierze - "Youngblood". "Kochacie nas, a my kochamy was" - tak podsumowali relację z polskimi fanami i koncert w Łodzi członkowie 5 Seconds of Summer. Jednocześnie obiecali, że zamierzają wracać do naszego kraju jeszcze przez bardzo długi czas.












