Bo koncerty na Summer Jazz Festival odbywają się przez dwa miesiące praktycznie codziennie. Uważam, że to wspaniałe, bo dzięki temu nawet człowiek, który w sezonie letnim rzadko przebywa w domu, głównie siedząc w delegacjach, ma okazję dotrzeć na kilka z występów. Jestem wdzięczna.
Pierwszym koncertem, na który udało mi się przyjść, był ten w Klubie pod Jaszczurami, czyli Keith Thompson i jego koledzy z Polski. Bo Brytyjczyk sam przyznał, że w Krakowie czuje się zawsze jak w domu. Potwierdził to zresztą, mówiąc ładne "dziękuję" i "bardzo mi się tu podoba". Podobno zna też inne słowa po polsku, ale nie wypadało ich mówić ze sceny.
Dobra, ale do brzegu, bo my tu mieliśmy o muzyce. Koncerty Keitha Thompsona to coś dla fanów bluesa czy blues rocka, granego z bardzo dobrą energią. Momentami miałam nawet wrażenie, że panowie bawią się lepiej, niż ja bawiłam się kiedykolwiek. I wcale nie jest to zarzut, wspaniale było na to patrzeć. Usłyszeliśmy m.in. "Preachin' the Blues", "Power of Love", "You Don't Know Me" czy balladowe "All Rise Up". "W UK, jak pójdziesz do sklepu, to spotkasz tam tylko maszyny. Kiedy gdzieś dzwonisz, też zawsze jest 'naciśnij jeden po to, naciśnij dwa po tamto' i okropna muzyka pomiędzy. Doprowadza mnie to do szału" - tymi słowami zajawił z kolei utwór "Machine Song".
Mój ulubiony moment to natomiast ten, kiedy stwierdził: "Jeśli macie telefony w kieszeniach, możecie... zadzwonić do kolegów, żeby przyszli. Żartuję, jeśli macie latarki, to teraz jest czas". Bo może faktycznie ludzi nie było wybitnie dużo, ale zespół grał, jakby występował na największym festiwalu. Naprawdę warto to docenić.
Stamtąd szybki przeskok do Harris Piano Jazz Bar na Andre Bachleda & Climate Change. I to, jak dotąd, mój ulubiony koncert. Wszystkie mi się podobały, ale ten jakoś głębiej zapadł w pamięć. Andre Bachleda to dosłownie człowiek renesansu - gitarzysta, wokalista, kompozytor, malarz, narciarz alpejski, trzykrotny mistrz Polski, olimpijczyk. Na początek podziękował, że przyszliśmy, bo w tym samym czasie był jeden z meczów Mundialu, i wspomniał, że kiedyś w szwajcarskim klubie grali dla kelnerów, bo ludzie wybrali piłkę nożną. Każdy, kto mnie zna, wie, co myślę o piłce nożnej, tym bardziej nie rozumiem, jak można wybrać to kopanie w piłkę ponad czymkolwiek.
W każdym razie w Harris Piano tego wieczoru był full. W klimatycznej piwnicy usłyszeliśmy album "Climate Change", a moimi faworytami zostały "The Wind" i przede wszystkim "Tell Me Girl". Gdybyśmy dostali więcej wokalu, nie pogniewałabym się. Gitarzyście na scenie towarzyszyli: Grzegorz Pałka (bębny), Marcin Ślusarczyk (dęte), Alan Wykpisz (bas) i Mateusz Pałka (piano). Jak ładnie podsumował sam lider: "Jesteśmy dobrym zespołem, bo jesteśmy dobrymi przyjaciółmi".
W tym samym miejscu kilka dni później usłyszeliśmy koncert wspomnianego Alana Wykpisza, a dokładniej Alan Wykpisz Project. To tylko potwierdziło, że Harris Piano zostanie moim top miejsc podczas Summer Jazz Festival. Z tego miejsca odsyłam po prostu do posłuchania albumu "City Jungle".
Ostatnim dla mnie - póki co! - występem było Nicholas Payton Trio w Muzeum Manggha. Nigdy wcześniej nie byłam tam na koncercie i jejku, co za strata! "Dzisiaj celebrujemy jednego z najwybitniejszych artystów, jacy kiedykolwiek żyli, i mojego ulubionego - Milesa Davisa" - mówił lider ze sceny. W końcu publika została też zachęcona do śpiewania i poddawała się temu bez oporów. Naprawdę, wierzcie mi lub nie, ale koncerty jazzowe to jedne z tych z najlepszym klimatem. Wszyscy zaangażowani, wyluzowani, czasem z czymś do picia w ręku, ale w jednocześnie bardzo spokojnej atmosferze. W sam raz, kiedy masz już prawie 30 lat, prawda?
Przed nami jeszcze cały miesiąc z jazzem, w tym koncerty debiutantów, które oczywiście, niezależnie od gatunku ani nawet rodzaju sztuki, interesują mnie najbardziej. Chodźcie się powłóczyć po Krakowie, choćby dla atmosfery.





















![Dom Zły na OFF Festivalu: "Nie możemy schować się w mroku" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000LOGE4DN72N5SJ-C401.webp)


