Brad Mehldau i Christian McBride w Katowicach: "Przed nami 90 minut maestrii" [RELACJA]
Jazz One Night zdecydowanie jest już naprawdę mocnym zawodnikiem na polskiej scenie. Tym razem w katowickim NOSPR-ze wystąpił wyjątkowy duet - Brad Mehldau i Christian McBride. Zapowiadano ten koncert jako "jedno z najważniejszych wydarzeń jazzowych w Polsce w 2026 roku" i chociaż trudno wydawać takie wyroki w marcu, to myślę, że organizatorzy nie kłamali.

Na początek krótki wstęp. Brad Mehldau został przedstawiony tak: "Jeden z najbardziej lirycznych i intymnych głosów współczesnego jazzu fortepianowego, wytyczył wyjątkową ścieżkę, która ucieleśnia istotę jazzowej eksploracji, romantyzmu klasycznego i uroku muzyki pop", z kolei "The New York Times" określił go "najbardziej wpływowym pianistą jazzowym ostatnich 20 lat". Znany jest też z wybitnych interpretacji współczesnych utworów - The Beatles, Radiohead czy Paula Simona.
Druga połówka duetu, czyli Christian McBride, to dziewięciokrotny zdobywca Grammy, dyrektor artystycznym m.in. historycznego Newport Jazz Festival. Prowadzi też audycje "Jazz Night in America" oraz "The Lowdown: Conversations With Christian" w SiriusXM. "Niezależnie od roli, Christian McBride zawsze jest częścią muzyki. Od jazzu po R&B, od popu/rocka i hip-hopu/neo-soulu po muzykę klasyczną - jest osobowością muzyczną, która jedną ręką sięga po nowe wyzwania, a drugą wyciąga ku wspólnocie - zapraszając nas do przyłączenia się do niego" - można było przeczytać przed wydarzeniem.
Przyznajmy od razu, że wyjątkową atmosferę stworzyło też piękne wnętrze NOSPR-u. I wypowiedź współorganizatora wydarzenia, Jacka Sołkiewicza. "Wiedziałem, że wzruszenie może odebrać mi głos… Bo muzyka potrafi wzruszyć mnie do najprawdziwszych łez. (…) a dzisiaj będziemy świadkami czegoś absolutnie wyjątkowego. Myślałem dużo o tym koncercie i dotarło do mnie, że to ogromny przywilej żyć w czasach, gdy tworzą tacy artyści" - mówił. I jeszcze najpiękniejsze: "Przed nami 90 minut maestrii, która zabierze nas w niezwykłą podróż. Pewnie każdy z nas ruszy w swoją stronę, ale jak to w jazzie… nie ma czegoś takiego jak jeden właściwy kierunek. A mając za przewodników takich muzyków, jestem pewien, że każdy z nas dotrze dzisiaj do swojego celu".
Podczas koncertu, trwającego nieco ponad półtorej godziny, usłyszeliśmy m.in. utwór "Aquaman", z nagranego w 2012 roku przez Brad Mehldau Trio albumu "Ode", "Wives and Lovers" duetu Hal David & Burt Bacharach, "August Wind" czy balladę "Love Is Fragile". Bis to z kolei bardziej współczesne "Killing Me Softly With His Song", które zostało w mojej głowie jeszcze przez długie godziny.
Nie zabrakło też solowych popisów obu panów, co świetnie pokazało szacunek, jakim darzą się na scenie. Choć może powinnam powiedzieć, że i na scenie, i poza nią, po między tym, jak panowie wzajemnie nazwali się najlepszymi jazzmanami i wizjonerami, McBride przyznał też, że Mehldau i jego żona poznali się właśnie na koncercie McBride'a, więc zawsze stoi z tyłu na ich rodzinnym portrecie.
"Pięknie być tutaj, to nasza ostatnia noc trasy po Europie. Dziękujemy za to, że czujemy się tak miło przyjęci, za to, że byliście z nami i przynieśliście tak dobrą energię" - mówił pianista na koniec. "Duet Mehldau / McBride w NOSPR to gwarancja niezwykłego doświadczenia muzycznego, pełnego maestrii, emocji i niezwykłej energii bijącej ze sceny" - pisali też organizatorzy przed koncertem. I tak… Zdecydowanie nie kłamali.










