29. Festiwal Jazz Jantar. Dzień czwarty: Postawili czerwoną kropkę [RELACJA]
Powoli widać już metę tegorocznego festiwalu Jazz Jantar w gdańskim Żaku, ale emocje wcale nie opadają. Czwarty dzień przyniósł dwa zupełnie różne koncertowe światy - jeden zanurzony w hipnotycznej narracji i wizualnym eksperymencie, drugi pełen energii, groove'u i bezkompromisowej scenicznej siły. Organizatorzy poinformowali również, że finałowy koncert zespołu Maruja został przełożony na poniedziałek, 30 marca.

Czwarty dzień festiwalu rozpoczął się od solowego występu Mette Rasmussen, na który tym razem nie udało się dotrzeć. Tym większy pozostał niedosyt, że artystka pojawiła się już wcześniej w składzie The Sleep of Reason Produces Monsters podczas trzeciego dnia Jazz Jantaru - był to koncert wyjątkowo intensywny i zapadający w pamięć. Tym bardziej ciekawiło, jak wypadnie w solowej odsłonie, jednak przez własne niedopatrzenie trzeba było obejść się smakiem.
Un.procedure: hipnotyczna podróż i czerwona kropka
Wieczór na dobre rozpoczął brytyjski projekt Un.procedure, który po raz pierwszy zaprezentował się polskiej publiczności. Skład tworzony przez Pierę Onacko, Nathana England-Jonesa i Cassie Kinoshi przywiózł materiał z debiutanckiego albumu - i trzeba przyznać, że jest to wydawnictwo zdecydowanie warte uwagi.
Ich muzyka balansuje między ambientem, elektroniką, improwizacją i jazzem, ale na żywo zyskuje dodatkowy wymiar. To nie był zwykły koncert, a raczej wielowątkowa opowieść budowana dźwiękiem i obrazem. Kluczową rolę odegrała oprawa wizualna tworzona przez Guri Bosh - kolaże ze starych filmów, kaset VHS, geometryczne formy i powracający motyw czerwonej kropki tworzyły sugestywną narrację.
Całość rozwijała się w formie hipnotycznych cykli. Początek przypominał dźwięki sonaru, przywołując uczucie pustki - jakby słuchacz dryfował gdzieś między głębią oceanu a bezkresem kosmosu. Z czasem pojawiały się kolejne warstwy: aluzje polityczne i zalewająca ekran czerwień.
Nie brakowało też kontrastów. W jednej z części muzycy przeszli w spokojniejsze rejony - pojawiły się delikatne melodie, odgłosy ptaków, a na ekranie zakwitły kwiaty. Ten "wiosenny cykl" był jak oddech po wcześniejszym napięciu.
Całość przywoływała skojarzenia z estetyką Godspeed You! Black Emperor - zwłaszcza w sposobie budowania napięcia i łączenia dźwięku z obrazem. To był koncert, który angażował nie tylko słuch, ale i wyobraźnię.
Efekt był na tyle przekonujący, że pojawiła się poważna pokusa zakupu płyty - choć zdrowy rozsądek (i świadomość kolejnego koncertu wieczoru) kazały na chwilę wstrzymać się z decyzją.
Tomasz Chyła Quintet: jazz-rockowy żywioł i owacje na stojąco
Drugą część wieczoru zdominował Tomasz Chyła Quintet. Już przed rozpoczęciem było jasne, że to jeden z najbardziej wyczekiwanych punktów programu - sala w Żaku wypełniła się do ostatniego miejsca. Kwintet zaprezentował premierowy materiał z albumu "It's Not Fake, It's a Replica" (zachęcam do przeczytania naszej recenzji). Oczekiwania były wysokie - i koncert szybko pokazał, że zdecydowanie nie były przesadzone.
Muzyka kwintetu opiera się na wyraźnym połączeniu jazzu i rocka, ale najważniejsze jest to, jak naturalnie te dwa światy się przenikają. Mocne riffy, zdecydowany rytm i intensywne improwizacje tworzą spójną, dynamiczną całość.
Na szczególną uwagę zasługuje lider, Tomasz Chyła, który udowadnia, że skrzypce mogą być pełnoprawnym rockowym instrumentem. To świeże i zaskakujące podejście, które nadaje muzyce zespołu unikalny charakter.
Każdy z muzyków miał swoją przestrzeń - nie zabrakło solowych popisów, ale siłą koncertu była przede wszystkim zespołowa chemia. Fantastyczny kontakt z publicznością, autentyczna radość z grania i energia płynąca ze sceny szybko udzieliły się słuchaczom.
Finał mógł być tylko jeden - owacje na stojąco, w pełni zasłużone. To był występ, który potwierdził, że pozycja zespołu nie jest przypadkowa.
Po takim występie decyzja mogła być tylko jedna - szybki marsz do stoiska z płytami.
Finał Jazz Jantaru tuż za rogiem
Czwarty dzień Jazz Jantaru pokazał szerokie spektrum współczesnej sceny - od eksperymentalnych form opartych na narracji i obrazie po koncertową energię zakorzenioną w jazz-rocku.
Przed nami jeszcze dwa koncerty: polskiego zespołu Ciśnienie oraz brytyjskiego fenomenu Maruja. Początkowo oba miały odbyć się w niedzielę, jednak organizatorzy Jazz Jantaru poinformowali o zmianie - Maruja wystąpi w Żaku w poniedziałek, zamykając tegoroczny festiwal.
Koncert zespołu Maruja został przełożony na poniedziałek, 30 marca. Organizatorzy wyjaśniają, że choć muzycy przylecieli do Gdańska w sobotę, ich instrumenty zostały zagubione przez przewoźnika i dotrą na miejsce dopiero w nocy.
Mimo to w niedzielę nadal będzie okazja spotkać się z grupą. "Muzycy i Klub chcą wynagrodzić widzom te niedogodności, dlatego po koncercie Ciśnienia Maruja zaprasza na DJ set i przybicie piątki z zespołem" - informują organizatorzy Jazz Jantar.









