Piotr Banach w Jarocinie z podwójnym jubileuszem 45/60. Legenda polskiego rocka dla Interii
5 marca 60 lat skończył Piotr Banach, pierwszy lider grupy Hey, później odnoszący sukcesy z Indios Bravos, a od 10 lat tworzący ze swoją życiową partnerką Katarzyną "Kafi" Figaj duet BAiKA. Gitarzysta i kompozytor wielkich przebojów polskiego rocka w tym roku świętuje jeszcze drugi okrągły jubileusz - 45 lat na scenie i z tej okazji da kilka koncertów w poszerzonym składzie pod szyldem "Banach 45/60". 17 lipca z tym projektem pojawi się w amfiteatrze w Jarocinie jako wydarzenie specjalne finału Wielkopolskich Rytmów Młodych.

W tym roku mija też 40 lat od debiutu Piotra Banacha na Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. Z tej okazji 17 lipca w amfiteatrze w Jarocinie na finał Wielkopolskich Rytmów Młodych zagra ze specjalnie stworzonym zespołem pod szyldem "Banach 45/60". W jego skład weszła m.in. Katarzyna "Kafi" Figaj, życiowa partnerka Banacha, z którą od 2015 r. współtworzy duet BAiKA.
Od października 2020 r. para mieszka w Miłosławiu, niewielkim mieście położonym ok. 50 km od Poznania. To właśnie tam kupili dom, który przez kolejne kilka miesięcy remontowali. Tam też powstają ich nowe piosenki.
Repertuar koncertu stanowić będą utwory zespołów, z którymi Piotr Banach występował przez lata w Jarocinie. Począwszy od Grass, Kryterium i Kolaboranci (lata 80.), poprzez Dum Dum i Hey (lata 90.), a skończywszy na tych bardziej współczesnych, czyli Indios Bravos oraz BAiKA.
Piotr Banach w Jarocinie: To dla mnie wyjątkowe miejsce
Michał Boroń, Interia: Podwójny jubileusz, sześćdziesiąte urodziny, 45 lat na scenie. Co robi na was największe wrażenie z tych dwóch liczb?
Piotr Banach: - Na mnie to, że dotrwałem (śmiech).
Kafi: - Jak patrzę na Piotrka, to nie widzę, że ma 60 lat i to jest największy dysonans, który tutaj następuje. 45 lat na scenie też robi wrażenie, ale w sposób taki imponujący, że super, wow, gratulacja. A 60 lat w życiu to trochę tak już dużo i się robi jakiś taki zgrzyt. O matko, co będzie za 5, co będzie za 10, co będzie za 15 lat?
No bo im człowiek starszy, tym jeszcze bardziej starszy. Ja w ogóle zmian nie lubię i dla mnie wszystko takie co się ze zmianami wiąże brzmi źle, a tutaj już się przyzwyczaiłam. 60/45 oswoiłam i nie jest źle.
PB: - A tak jak powiedziałem, dla mnie to jest sukcesem, że mi się to udało. Czytałem jakieś takie dane na temat świata, że to wcale nie jest takie oczywiste, że ludzie dożywają do sześćdziesiątego roku życia, zwłaszcza w zdrowiu i jakimś takim właśnie komforcie życiowym, tak jak ja mam. A poza tym też 45 lat na scenie, to też nie jest coś takiego, co na co dzień się zdarza. To trudna branża, trudny rynek. Tyle czasu na nim funkcjonować, ciągle utrzymywać się z muzyki, wciąż mieć nowe pomysły, nagrywać nowe płyty, tworzyć nowe projekty, no to też jest niezły wyczyn, tak sam o sobie powiem dobrze.
Jednym z przystanków tego podwójnego świętowania jest zbliżający się festiwal w Jarocinie. To jest dla was jakiś sposób wyjątkowe miejsce?
PB: - Dla mnie Jarocin to jest wyjątkowe miejsce. Pierwszy raz pojechałem do Jarocina jako widz, mając lat 17 - byłem zachwycony, zauroczony. Najpierw jeździłem jako widz przez trzy lata, a potem w 1985 r. - tu też jest taka swoista rocznica, 40 lat temu wystąpiłem po raz pierwszy w Jarocinie, a w tamtych czasach to naprawdę było to wielkie wydarzenie. To było marzenie wszystkich muzyków rockowych, wystąpić na festiwalu w Jarocinie, mi się udało.
Mówię o sobie, że jestem z epoki Jarocina, z pokolenia Jarocina, bo to naprawdę znaczy coś innego, co teraz nie do końca jest rozumiane przez młodych twórców, przez młodych ludzi.
K: - Ja nie mam aż takich wspomnień, bo urodziłam się w 1989 r. i kiedy miałam jakieś 15, 16 lat, to ten festiwal nie miał już takiej renomy, takiej marki. Był kojarzony nadal z zespołami rockowymi, punkowymi, ale już nie był tak legendarny i to nie robiło na moich rówieśnikach ani na mnie już takiego wrażenia. Ja zawsze byłam trochę inna od tych moich rówieśników, więc dla mnie wszystko, co się związało z taką muzyką rockową klasyczną (lata 70.-80.), to zawsze dla mnie było warte uwagi. Ja na ten Jarocin i tak chciałam jechać, ale nie mogłam, bo byłam niepełnoletnia, a potem to wciąż jeszcze nie mogłam, bo akurat tak nas wychowywała mama, w takich cieplarnianych warunkach, że tak powiem. Mam taki w sercu żal, że się nie załapałam za tę epokę. Dla mnie ten festiwal kojarzy się właśnie z taką nostalgią w sercu, że mnie to ominęło.

Banach 45/60: Kto pojawi się u jego boku?
Pamiętasz, ile razy grałeś na scenie w Jarocinie? Począwszy od tego debiutu z 1985 r.
PB: - Potem jeszcze w 1986, 1987, 1988, prawdopodobnie w 1989 też, a potem dopiero w 1992 z zespołami Dum Dum i Hey. Potem znowu była długa przerwa, festiwal był zawieszony. Z Indios Bravos zagraliśmy bodaj w 2006, 2007 - nie potrafię w tej chwili powiedzieć i potem jeszcze raz. Z BAiKA też zagraliśmy na festiwalu w Jarocinie dwa lata temu i było to dla nas ważne wydarzenie, bo bardzo dużo ludzi, których spotykamy w Polsce na naszych koncertach, mówi, że widzieli nas w Jarocinie i to właśnie ściągnęło ich później na nasz występ.
Na co dzień BAiKA to jest duet, ale na tych jubileuszowych koncertach na scenie będzie was więcej. Kto wam towarzyszy, bo z tego co słyszałem, trochę tam się przypadku pojawiło, że akurat ci ludzie.
PB: - Oprócz Kafi, z którą przecież gramy razem od 10 lat, to jest jeszcze Tomek Kubik zwany Bobkiem, z którym grałem w zespołach Indios Bravos, Ludzie Mili i Monogamik - to taka najdłuższa znajomość. Bobik wniósł, że tak powiem, w pakiecie basistę, z którym gra w tej chwili w zespole Kolaboranci - Michała Podciechowskiego, który na co dzień gra w zespole Jamal. Michał się tutaj idealnie sprawdził, idealnie wszedł w ten cały temat. Z tą zgraną sekcją łączy mnie też takie wspomnienie, że oni obecnie grają razem w zespole Kolaboranci, w którym ja byłem najpierw jako perkusista, i potem jako gitarzysta.
Miał być z nami gitarzysta Krzysztof Sak, z którym grałem w Indios Bravos przez wiele lat, ale tak się jakoś poukładało, że w ostatniej chwili dołączył do nas w to miejsce Artur Pacak, z którym wystąpiłem kiedyś dosłownie raz na scenie. Nawet nie mieliśmy żadnej próby przed tym występem. Jako BAiKA zostaliśmy zaproszeni na otwarcie Domu Kultury Krzemień w Podjuchach pod Szczecinem, tam wykonywaliśmy dwie piosenki. Tam grał taki młody chłopak, którego zapamiętałem, że jest takim właśnie zawodowcem. Kiedy Krzysztof nam się wykruszył, to postanowiłem do tego Artura zadzwonić. Okazało się, że jest magistrem gitary jazzowej, a poza tym na dodatek uczył się grać na utworach Hey i Indios Bravos, więc to był idealny wybór.
Wokalistą i klawiszowcem jest Bartek Księżyk, znany jako K-Essence, którego też poznałem tak przypadkowo. On po prostu kiedyś na koncercie BAiKA dołączył do nas przez jakichś wspólnych znajomych i ze dwa razy śpiewał z nami "Mimisia". Też miałem go w pamięci i stwierdziłem, że te piosenki Indiosowe to bardzo dobrze właśnie zaśpiewa Bartek. Mamy bardzo fajny skład i jest on przyszłościowy.
K: - Ja się najbardziej z tego cieszę, bo dla mnie ta formuła dwuosobowa już straciła ważność i ja już się w niej nie odnajduję. Dlatego potrzebuję bardzo odświeżenia tej muzyki na żywo. Elektronika to nigdy nie była jakaś moja super przestrzeń. Mój świat to są wszystkie te instrumenty na żywo, perkusje, bas, warczące gitary. BAiKA ma ten potencjał rockowy - dużo ludzi na koncertach jest zaskoczonych, że my jesteśmy tacy mroczni, że nasz wizerunek w mediach społecznościowych i fragmenty występów zupełnie na to nie wskazują. Ja to kładę na karb właśnie tego, że piosenki powstają na komputerze i też część loopów jest w trakcie koncertu wpuszczana. Ta muzyka jest, za przeproszeniem, zdechła i ja to mówię celowo, bo ja po prostu nie lubię tej muzyki, że ona jest taka nieżywa.
Wcześniej były przymiarki, ale z różnych powodów nie udawało się tego składu stworzyć. Kiedy już było najbliżej i grał z nami Jacek Mazurkiewicz oraz Marcin Żabiełowicz [gitarzysta grupy Hey], to przyszła pandemia i wszystko nam się rozkraczyło. Powrót do grania po pandemii też już nie był możliwy, ponieważ zmieniły się warunki grania w klubach, sposobu rozliczania, rezerwowania miejsc i tak dalej. Teraz znowu pojawia się szansa, chociaż logistycznie to nadal będzie skomplikowane, bo my jesteśmy z Wielkopolski, a Tomek i Michał są ze Szczecina. Mogę zdradzić, że w tym składzie jubileuszowym w tym koncercie są dwie piosenki BAiKA, które są grane na żywo ["Nowa królowa" i "Jeśli tylko to będzie możliwe"]. Ja się w nich odnajduję bardzo i to mi daje już taką namiastkę szczęścia. Jest nadzieja, że ta BAiKA ożyje i w końcu będziemy mogli być takim zespołem, jaki sobie wymarzyłam.
Próbowałem sobie oszacować i wyszło mi, że napisałeś tak z 200 albo i nawet więcej utworów i pewnie problemem jest, jak z tak bogatego dorobku wybrać to, co się chce zaprezentować publiczności. Podobno kierowałeś się kryterium popularności tych piosenek?
PB: - W przypadku BAiKA to było proste - wystarczy wejść na Spotify i tam pierwsza piosenka na liście to jest "Jeśli tylko to będzie możliwe" z ponad milionem odsłuchań, a potem druga w kolejce "Nowa królowa", która ma tam 350-360 tysięcy. W przypadku zespołu Hey było już trochę trudniej. Na Spotify oczywiście są "Teksański", "Moja i twoja nadzieja", "Zadrość", "4 pory" - kawałki z mojej epoki.
Kiedy spotykam ludzi grających przy ogniskach, to oni wymieniają też m.in. "Ja sowa" i "Misie". Mamy też w repertuarze "Eksperyment", który do tego repertuaru trafił na zasadzie takiego sentymentu, że to ta piosenka z płyty "Fire", ale potem się okazało, że zrobiliśmy nową aranżację i ta aranżacja pozwala nam potraktować ją jako piosenkę współczesną.
Najtrudniej miałem z doborem Indios Bravos, bo niektóre z tych najpopularniejszych z playlist się już trochę zestarzały i nie każdą piosenkę sprzed 20-30 lat można zagrać. Musiałem trochę pokombinować, ale myślę, że się udało. Zapraszam na koncerty, to się sami przekonacie.
Festiwal w Jarocinie był też znany z tego, że wyłaniał nowych wykonawców, nowe gwiazdy przez konkurs dla młodych zespołów. Jakie rady dla tych uczestników ma wieczny debiutant Piotr Banach?
PB: - Robić swoje, to jest najważniejsza rada. To samo powtarzam Kaficzkowi. Mój mistrz jeżeli chodzi o pisanie tekstów, Edward Stachura, napisał takie zdanie: "dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba". Jest to naprawdę bardzo celne stwierdzenie, bo obojętnie jaką się robi muzykę, to można znaleźć swojego odbiorcę, pod warunkiem, że robi się to z przekonaniem, z taką wewnętrzną prawdą, z pasją.
Być może są ludzie, którzy chcą konkurować z największymi gwiazdami. To wtedy te rady byłyby zupełnie inne - trzeba pójść do wytwórni, trzeba mieć i obrotnego menedżera, trzeba to, trzeba tamto. To też nie daje gwarancji sukcesu, ale bez tych elementów takiej wielkiej kariery stadionowej zrobić się nie da. Natomiast jeżeli ktoś chce po prostu, żeby muzyka była taką jego ścieżką życiową, którą może kroczyć tak jak chce, we własnym tempie, utrzymywać się z tej muzyki, to trzeba robić swoje i być w tym konsekwentnym, ale przede wszystkim traktować muzykę jako cel sam w sobie, a nie jako środek do celu. Jeżeli ktoś chce wykorzystać muzykę po to, żeby być sławnym i bogatym, no to nie mam dobrych wieści, to zazwyczaj się nie udaje.

W Jarocinie poza waszą dwójką, poza całym zespołem, pojawią się też goście specjalni.
PB: - Tak, to bardzo ważni goście. Pozwolę sobie jako pierwszego z racji stażu na scenie wymienić Wojtka Waglewskiego. To jest taki mój mistrz, którego podziwiam i za to jak gra na gitarze i za to jakie pisze teksty. I za to, jaką drogą idzie - dla mnie zespół Voo Voo jest takim zespołem wzorcowym. Mogą zagrać gdziekolwiek i zawsze będą u siebie - mogą zagrać w Jarocinie, w Sopocie, w Opolu, w telewizji, na skłocie. Zawsze Voo Voo bedzie u siebie, ponieważ ich formuła jest tak otwarta, taka jakaś swoista, że nie są przypisani do żadnego konkretnego środowiska. Mi to zawsze bardzo imponowało i było takim moim drogowskazem.
Renata Przemyk idzie też taką swoją drogą. Nie dość, że ma świetne piosenki, to właśnie ma ten swój indywidualny charakter, że słyszy się po prostu piosenkę, słyszy się jej głos i się od razu mówi: "o to na pewno Renata Przemyk", co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie oczywiste.
Gościem będzie również Grabaż, a to z tego względu, że piosenka, którą napisałem dla Ludzi Miłych, "Nawet wbrew sobie", powstała pod wpływem takiego osłuchania się z twórczością Pidżamy Porno, bo wcześniej, w młodych latach tego zespołu nie słuchałem. Potem jeździłem dużo samochodem, w którym miałem ich kasetę. Kiedy miałem coś do przekazania, coś do wyrzucenia z siebie, to napisałem to trochę w takiej melodyce i poetyce Pidżamy. Kiedy zadzwoniłem do Grabaża z taką propozycją, powiedziałem mu, żeby wziął udział w tym jubileuszu w Jarocinie jako prawie współautor tej piosenki.
Będzie też zespół Kolaboranci, Przemek Thiele. Jako ten stary podstawowy skład wykonamy dwie piosenki - jedną stworzyłem w całości, a do drugiej napisałem tekst. To cały czas musi być ten taki wspólny mianownik tych piosenek, że one po prostu wyszły spod mojej ręki - czy to muzyka, czy to słowa.
Z Kolaborantami zagrasz jako gitarzysta czy perkusista?
PB: - Jako gitarzysta - chętnie bym się podjął jako perkusista, ale skoro już mamy tą taką fajną zbitkę, że Bobik gra obecnie w zespole Kolaboranci, to będziemy mieli w zasadzie taki cały skład, tylko z innym gitarzystą, a nie jakaś taka przypadkowa składanka.
Festiwale to są zawsze imprezy, które rządzą się jakimiś takimi swoimi własnymi prawami. Czy poza tymi kilkoma dotychczas ogłoszonymi koncertami jubileuszowymi jest szansa na rozszerzenie tego na przykład na formułę klubową jesienią?
PB: - To są bardzo fajne koncerty, kończymy je 21 września w Chorzowie, ale mamy swoje zajęcia. My jako BAiKA mamy w tym roku dziesięciolecie. 10 listopada chcemy wydać naszą trzecią płytę.
Jak wyglądają prace nad tym albumem, na jakim to jest etapie, co wam jeszcze zostało? Przez przygotowania do jubileuszy, to pewnie musiało pójść trochę jednak na bok?
K: - W tygodniu miałam taki jeden dzień, w który powstało 4 czy 5 piosenek, bo demo było, tekst był, wymyśliłam melodię i zaczęliśmy rejestrować. Kilka singli już w ogóle wyszło. Teraz się zastanawiamy w ogóle czy ta płyta ma powstać dalej, w tej samej formule? Ze względów takich estetycznych uważam, że tak, że ta płyta by domknęła te 10 lat i w ten sposób zamknąłby się pewien rozdział. Ale Piotr zaczął tutaj mówić, a może byśmy już jakieś przymiarki na żywo z zespołem nagrywali. Do końca nie wiemy jeszcze, jak ta płyta ostatecznie będzie wyglądała. Sami jesteśmy ciekawi, ale materiału mamy bardzo dużo i myślę, że będzie problem, żeby się zdecydować, co bierzemy.
Zrobiliśmy błąd przy poprzedniej płycie "Zdecydowana mniejszość", że daliśmy za dużo numerów i jak wydawaliśmy winyl, to trzeba było wydać cztery płyty, bo na trzy był materiał, a na czwartą trzeba było szukać- daliśmy jakąś live sesję, jakieś tam odświeżone wydania. Musimy to teraz zrobić zgrabnie, żeby się zmieściło potem na jednym winylu, bo plan jest taki, żeby wydać CD i winyla jednocześnie. Mam już taki fajny pomysł na okładkę, na stronę wizualną, coś mi się tam jakoś skleja. Nie mogę się już doczekać, tylko pan Banach tutaj jest głównie odpowiedzialny za finisz i terminy.
PB: - Ja oddałem ostatnio do drukarni swoją książkę z bajkami dla dzieci, którą bardzo chciałem wydać, więc od tego mam już trochę wolną głowę. Teraz już będę tylko jeździł na spotkanie autorskie.
Po przedszkolach.
PB: - Z przyjemnością, i bibliotekach. To są takie bajki chyba nie dla przedszkolaków. Te treści - mimo całej tej ślicznej oprawy graficznej, takiej bardzo dziecięcej - są dla trochę starszych dzieci, niż mogłyby sugerować ilustracje. Ale zobaczymy, jak to będzie. Nie zmienia to faktu, że trzecia płyta BAiKA "Czas końca złudzeń" ukaże się 10 listopada jako płyta dekady, naszej dekady.
To jest tak, że przez te 10 wspólnych lat te złudzenia się skończyły, bo się okazało, że życie wygląda inaczej? Czy jeszcze czegoś innego to dotyczy?
K: - U mnie tak jak powiedziałeś, to jest taki czas końca złudzeń, ale Piotr interpretuje inaczej, bo my po prostu zawsze wszystko inaczej. Kiedy u niego ciepło, to u mnie zimno. On pozytywnie, ja negatywnie.
PB: - Na naszej ostatniej płycie mamy taką piosenkę "Szczęście, nieszczęście", i ja zawsze mówię, że to idealnie opisuje nasz związek, że ja jestem to szczęście, a Kafi jest nieszczęście. Nawet w bolesnej porażce potrafię znaleźć jakiś pozytyw, a Kafi odwrotnie. Choćby nie wiem, jakie było zwycięstwo, ona tam zawsze trochę klęski znajdzie.
Dlatego ta interpretacja tytułu też jest różna. Dla mnie to jest czas końca złudzeń, ale nie naszych - tylko tych, którzy nie życzą nam najlepiej. Że jeżeli mieli złudzenia, że im się uda nas gdzieś tam wepchnąć pod kamień, to nie - mamy dla nich nową płytę. Jeszcze lepszą i mamy jeszcze fajniejsze plany i będzie nas jeszcze więcej, niż by sobie tego ktoś życzył.
Piotr Banach i Kafi: Zimą muzycy, latem rolnicy
Mieszkacie w Miłosławiu w Wielkopolsce, w domu z własnym ogrodem. Ukułeś kiedyś hasło "zimą muzycy, latem rolnicy". To jak z tym rolnikowaniem wam teraz idzie, mając tyle rzeczy muzycznych na głowie?
K: - Dobrze idzie, bo nawadnianie kropelkowe sobie zamontowałam i jak wyjeżdżamy, to tylko sąsiadka przychodzi, odkręca na godzinkę, potem przychodzi, zamyka i kłopotu nie ma. Jak trzeba zrobić jakieś opryski, nawożenie, to robię wtedy, kiedy jest czas. No i jakoś się kula. Dajemy radę, wszystko rośnie.
PB: - Pomidory, ogórki mamy swoje.
K: - Wszystko zaczyna kwitnąć. W tym roku też dynie posadziłam i ma już takie malutkie te owocka.
PB: - Mamy teraz do zebrania czarną porzeczkę, maliny i tak dalej, i tak dalej. Generalnie ogród nas żywi, ale też przede wszystkim daje nam takie miejsce, gdzie możemy usiąść sobie, Kaficzek zbudował taras taki naprawdę bardzo profesjonalny i tam sobie teraz przesiadujemy. Pies się nam kładzie pod nogami, my mamy tam jakieś różnego rodzaju napoje w rękach i tak sobie patrzymy na te nasze kwiaty, na to wszystko, co się dzieje. Latają tam cztery czarne pszczoły - to był taki gatunek, który był uznawany za wymarły.
K: - Tak naprawdę to się nie nazywa czarna pszczoła, tylko zadrzechnia. Teraz ten gatunek powraca, regeneruje się i u nas mieszka w rurach od winogron. W marcu się bardzo kłóciły, bo latały właśnie przy tym winogronach i się tam przepędzały jedna z drugą.
PB: - Może to gody były?
K: - A nie wiem, może gody, ale też właziły do tych rurek, więc ewidentnie tam mieszkają. W marcu glicynia poszła, miała takie fioletowe kwiaty i one się nią strasznie zajadały, no po prostu rarytas. Potem kwiecień, maj, czyściec wełnisty się zaczął - strasznie były nim zachwycone. To jest cały czas atrakcja, że te zwierzątka można obserwować. Jednego dnia wróciliśmy ze spaceru i po prostu wszystko było w ruchu, całe wejście do domu, bo tam mamy mnóstwo roślin miododajnych. I tam były pszczoły, osy, trzmiele, i nawet fruczak gołąbek.
PB: - To jest takie ustrojstwo, które jak zobaczyłem, to aż poleciałem do Kaficzka i mówię: "Nie uwierzysz, mamy kolibra!".
K: - To jest ćma, ale w tak szybkim tempie rusza skrzydłami - żyje w dzień i jak spija nektar, to tak zawisa w powietrzu. Super są te ciekawostki przyrodnicze, do tego stopnia nas to zakręciło, że Piotrek kupił nam taką karciankę "Leśne rozdanie". To taka gra strategiczna oparta o karty przyrody, drzew, krzewów, owadów, płazów, ptaków, ssaków. Przez pierwsze 10 czy 15 rozgrywek Piotrka ogrywałam, ale on w końcu zakumał, o co chodzi. Teraz wszystkie dziki, warchlaki, te sarniny, te jelenie to są jego i ja już nie mam szans.
PB: - I nie mam życia, skończyło się. Pamiętajcie panowie, jak chcecie mieć życie w domu, to przegrywajcie.
K: - Jak widzisz, mamy trochę czasu i na pracę, i na rozrywki, na ogród i dobrze nam z tym. Fajnie to się kula. No i tak, oby do tej jesieni, żeby tę płytę jeszcze wydać i byłoby wspaniale. Ja mam taki plan, że może jakbyśmy z chłopakami nagrali jakąś jedną, dwie live sesje nagrali, to wtedy byłyby większe szanse, gdzieś się później dostać na festiwale, bo na razie mamy zamknięte drogi, gdzie nie złożymy papierów, to nas nie biorą, argumentując, że nas jest tylko dwoje, i że my nie zrobimy takiego szumu.
Mam w sercu naprawdę dużą nadzieję, że jak będzie ten większy skład, to na następny rok może chociaż uda się zagrać jakieś 2-3 festiwale. Tu się uśmiecham do organizatorów, żeby o nas pamiętali, mieli na nas oko, bo na żywo, naprawdę to wspaniale jedzie. Jestem ogólnie osobą taką skromną i w ogóle nie lubię chwalić naszych rzeczy, ale jak czuję, jakie jest w tych naszych piosenkach potencjał, to bardzo się nie mogę doczekać, żeby to też inni usłyszeli.










