Pere-Lachaise o Wielkopolskich Rytmach Młodych: "To dla nas niesamowite wyróżnienie" [WYWIAD]
W 2024 roku wydali płytę "Wszystko wokół wreszcie płonie", w 2025 - zostali wyróżnieni w Wielkopolskich Rytmach Młodych. "W tamtym momencie w ogóle byśmy sobie nie wyobrażali, że możemy wystąpić na tak dużej scenie" - mówi zespół Pere-Lachaise o swoich początkach i występie na Jarocinie.

Oliwia Kopcik, Interia Muzyka: Dostaliście wyróżnienie w Wielkopolskich Rytmach Młodych. Jak się z tym czujecie?
Kuba Grzechowiak: - Ja się czuję fantastycznie, jest mi bardzo miło, nie spodziewałem się, że kiedykolwiek nastąpi taka sytuacja. Dlatego jestem dumny, że to się wszystko wydarzyło i że to dopięliśmy.
Tim Curtis: - Ostatni rok już myśleliśmy świadomie, że to jest coś, czego byśmy chcieli, trochę takie "dziecięce marzenia" zmieniamy w cel. Natomiast konkurencja była mega wysoka, dlatego to jest dla nas niesamowite wyróżnienie. Cieszymy się, że na dużej scenie zagra też Cafetrauma. Niesamowita sprawa.
Michał Stefański: - Myślę, że to jest coś, do czego dążyliśmy powoli od początku naszego zespołu. Właśnie wspominaliśmy z chłopakami nasze pierwsze próby i mówiliśmy, że w tamtym momencie w ogóle byśmy sobie nie wyobrażali, że możemy wystąpić na tak dużej scenie. Dla nas to jest naprawdę super nagroda.
Skąd w ogóle zainteresowanie zimną falą? Bo to nie jest obecnie jakiś popularny kierunek w Polsce.
Mikołaj Stopczyński: - To trochę moja wina, bo ta zimna fala zawsze we mnie była, czy to The Cure, czy Siekiera, czy Joy Division. Po usłyszeniu piosenki Szczyla z Roguckim pomyślałem sobie, że zimna fala i rap to jest coś, czego do tej pory było dość mało i może fajnie byłoby w to iść. Popytałem Tymka, Kuby i tak nagle znikąd pojawił się cały zespół. To też jest ciekawe, że ta zimna fala jest czymś, czym się określamy, ale prawda jest taka, że każdy z nas jest z zupełnie innego świata - metalcore, rap, grunge, jazz, rock progresywny. Więc ta nasza muzyka, mimo że ma łatkę post punku i zimnej fali, to tak naprawdę jest wypadkową różnych wizji i różnych gatunków - co czasem bywa problematyczne, ale jest też piękne.
Tim Curtis: - Ja myślę, że to jest najlepszy moment, żeby podziękować tobie, Mikołaj, za to, że ten zespół założyłeś, bo to jest wyłącznie twoja zasługa. Ja przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz Miki przyszedł do mnie z tym pomysłem, miałem wrażenie, że to jedna z tych propozycji w stylu "nagramy coś, wierzę" i nigdy do tego nie dojdzie, ale miesiąc później był już pełny skład i jesteśmy tutaj, jako Pere-Lachaise na głównej scenie Jarocina.
Mam jeszcze pytanie, a nawet dwa, stricte do ciebie. Oprócz zajmowania się muzyką jesteś też psychologiem - myślisz, że to pomaga ci w pisaniu takich tekstów, które będą ważnie nie tylko dla ciebie, ale też dla odbiorców?
Tim Curtis: - Myślę, że zdecydowanie tak, szczególnie w naszych następnych utworach to będzie słychać. Pierwszą płytę pisałem całkowicie z siebie i z rozmów z chłopakami, a w tych następnych utworach staram się wchodzić w różne perspektywy, czasem również osób z kryzysami zdrowia psychicznego, wręcz z zaburzeniami. A poza tym, tak sobie myślę, że rozumiem, co w tekście powinno się znajdować, żeby słuchać mógł to odczuć.
Punk, z którego wywodzi się zimna fala, i rap też są często określane jako muzyka ludzi z problemami. I myślę, że jesteś odpowiednią osobą, żeby powiedzieć, że dzieciaki z dobrych domów też mogą mieć problemy.
Tim Curtis: - Może nie w tak spektakularny sposób, jak zrobił to Mata, bo to była skrajność, ale tak… My nie pochodzimy z takich domów, które są mega bogate, ale na pewno jest w nich bezpieczeństwo. Ale to nie zmienia faktu, że może być czasem trudno. Po prostu może być i to jest okej. To jest to główne przesłanie, które może osobom, oglądającym kolejny wywiad, będzie wydawać się już powtarzalne, ale to jest dla mnie najważniejsze, żeby powiedzieć: możesz się bać, po prostu, bo strach jest jedną z emocji. Czasem ludzie się z nas śmieją, że to trochę rock terapeutyczny. Nie uważam, że jest aż tak bardzo, ale to takie przesłanie, które z nas przebija.
Wrócę jeszcze do muzyki - nowa płyta się szykuje, z tego co zrozumiałam?
Kuba Grzechowiak: - Nie wiem, ile mogę mówić, ale pracujemy nad nowym materiałem. Nie wiem jeszcze, czy jest to jako nowa płyta, czy jak to nazwiemy, ale powstają nowe rzeczy, myślę, że całkiem fajne. Z takich, które są na pewno, to szóstego sierpnia premiera singla.
Tim Curtis: - Singel będzie nazywał się "Inna Polska". Mamy już z 8-10 utworów rozpoczętych, ale zastanawiamy się na tym, czy ubrać to w jeden album, czy jakoś jednak podzielić, bo niektóre z nich są sprzed roku i jeszcze nie wiemy, czy to się będzie zgadzać w koncepcie. Być może wcześniej wyjdzie coś krótkiego, a dopiero później - pewnie w drugiej połowie przyszłego roku - druga płyta.
To jeszcze tak na koniec - w skali od 1 do 10 tysięcy jak bardzo się jaracie koncertem na dużej scenie Jarocina?
Kuba Grzechowiak: - 11 tysięcy, przebijam.
Michał Stefański: - Ukradłeś mi odpowiedź. To ja 12,5.
Filip Głowski: - 15 tysięcy i jeden.
Oliwer Czajkowski: - 15 tysięcy i dwa, tak myślę.
Mikołaj Stopczyński: - Tak 10 do osiemnastej.
Tim Curtis: - A ja już nie będę przebijał, po prostu to jest niesamowite. Te emocje od werdyktu, a tak naprawdę od półfinałów, są ogromne. Finałowy wieczór, potem piątek, to były momenty, w których zdawaliśmy sobie sprawę, co tak naprawdę się dzieje. Wyróżnienie jarocińskie to jest jedna rzecz, ale przy tym jest tak dużo rzeczy pobocznych… Pojawię się też na scenie z Maleo, ze swoją zwrotką, bardzo spontaniczna akcja, poznajemy niesamowitych ludzi. Dzieje się.










