Jarocin Festiwal 2025: drugi dzień. "Chcemy w Polsce czuć się bezpiecznie" [RELACJA]
Ten rok jest jakiś wybitnie dziwny, bo na ZEW się budzi było ciepło i nie padało, natomiast na Jarocinie padało, przy czym to w ogóle nikomu nie przeszkadzało. I ponownie każdy mógł być zadowolony, bo śpiewaliśmy i "Sen" z Edytą Bartosiewicz, i "Dorosłe dzieci" z Grzegorzem Kupczykiem, i pytania, czy jest tu piekło też nie zabrakło.

Drugi dzień otworzył na dużej scenie wspomniany Grzegorz Kupczyk, który zaczął wybitnie pasującym do Jarocina utworem "Emigrant". Pierwszy koncert i pierwsi goście, bo na scenie pojawił się, znany z Iry, Kuba Płucisz, żeby wspólnie odśpiewać "Mój dom". Gość to nieprzypadkowy, bo panowie współtworzą supergrupę Dorosłe Dzieci. A skoro już przy Turbo, to były też m.in. "Ach nie bądź taki śmiały", "Kawaleria szatana" i "Dorosłe dzieci" na koniec, oczywiście.
Później wcale nie było lżej, bo swoje 40-lecie na scenie obchodził zespół Hunter. Usłyszeliśmy m.in. "Imperium UBOJU" czy "NieWolnOść", ale najbardziej w pamięć zapadła "Rzeźnia Nr 6", bo było coś filmowego w słuchaniu "Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani / Że za tobą idą chłopcy malowani" w strugach deszczu. Po "Imperium TRUJKI" Drak podsumował krótko, że "je..ć faszystów". No i tak, to bardzo ładne podsumowanie.
Trzeci koncert to coś, na co czekałam najbardziej, czyli występ wyróżnionego w Wielkopolskich Rytmach Młodych Pere-Lachaise. Na dużej scenie jeszcze lepiej widać było, że "Mia Wallace", "Nie krzycz, nie płacz" albo "My to szalone dzieci, niech w końcu usłyszy świat" z "PKM1" to wersy, które idealnie nadają się do śpiewania przez tłumy. A tłumy zjednali sobie jeszcze bardziej coverem "Nowej Aleksandrii" Siekiery. "Nie chcemy śpiewać tylko o tańcu, chcemy śpiewać o ważnych rzeczach. Chcemy Polski, w której możemy czuć się bezpiecznie, chcemy Polski, w której nie mówi się, że przemoc nie jest przemocą" - mówili ze sceny, zapowiadając "Inną Polskę", która niedługo będzie miała premierę, że tak tylko przypomnę. I niech mi ktoś jeszcze raz powie, że nie ma już "jarocińskich" zespołów. Ach, no i Tymek, prawdopodobnie do końca świata będę mylić się, czy jesteś psychologiem, psychiatrą czy psychoterapeutą, ale grunt, że teksty już wszystkie na pamięć znam, nie?
Kolejne 40-lecie świętowane na scenie w Jarocinie to Maleo, czyli Darek Malejonek. Edgarowi, naszemu głosowi jarocińskiego festiwalu, zabrakłoby czasu, żeby wymienić wszystkie projekty, za które dziękujemy temu człowiekowi. Izreal, Moskwa, Armia, Houk, 2Tm2,3 - tak tylko kilka wymienię. I oczywiście Maleo Reggae Rockers, którego m.in. "Żyję w tym mieście" usłyszeliśmy w duecie z Muńkiem Staszczykiem. Oraz brawa za wspieranie młodej sceny, bo w roli gościa ze swoją zwrotką pojawił się też wspomniany przed momentem Tymek Mikołajczyk z Pere-Lachaise.
Magicznym momentem drugiego dnia Jarocina był koncert Edyty Bartosiewicz. Już się trochę tego spodziewałam, bo dopiero co słyszałam ją na Letnich Brzmieniach. Z tym, że tam wystąpiła z orkiestrą (polecam się na taki koncert wybrać!), a tym razem dostaliśmy solo act. To jest głos, który nie tylko momentalnie zebrał pod sceną ogromną publiczność, to jeszcze sprawdził, że nikt tam nie gadał, wszyscy słuchali. I śpiewali! Niewiele jest osób, którym wystarczy tylko mikrofon i gitara, żeby tak stanowczo zawładnąć całą sceną.
Jeśli ktoś spyta mnie, ile razy w tym roku byłam na Comie, jedyne, co mogę odpowiedzieć, to "tak". Byłam i jeszcze będę, ale czy mnie to nudzi? Wcale. Jeśli robić powroty, to tylko takie. Zresztą Piotr Rogucki obiecał ze sceny, że "do zobaczenia na szlaku", bo ktoś się tu chyba wkręcił w klimat Next Festa!
Na zakończenie KSU, które też słyszałam niedawno i które od lat gra równe koncerty, zawsze przyciągające tłumy. Jeśli robilibyśmy ranking najbardziej popularnych koszulek podczas drugiego dnia Jarocina, to myślę, że Coma i KSU razem uplasowałyby się na pierwszym miejscu. Bo takie "Pod prąd" albo "Za mgłą" śpiewają już ze trzy pokolenia.
Małą Scenę (tylko z nazwy, wiadomo) tym razem otworzył krakowski, nu-metalowy Wirefall. Następnie Atmosphere z Marcinem Rozynkiem na czele - to był koncert, na który wielu czekało, jak można było zobaczyć po liczbie osób pod sceną. Kto by nie chciał pośpiewać z Rozynkiem "Siłacza"?! Ten hicior hiciorem, ale fani tęskniący za Atmosphere na pewno smutni z tego koncertu nie wyszli. Kolejny spektakularny powrót. Później jeszcze Wiśniorz i Wrona wkręcili mi w głowę "wyrok i słońce", a Masturbator spytał, czy jest tu piekło. Ale każdy, kto był na ich koncercie, chyba wie, jaka jest odpowiedź. Jak sami mówili po koncercie: "Podsumowałbym to trzema liczbami: 6 6 6".











![Wielki finał 13. edycji "Must Be The Music" [RELACJA NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000MSLNAJY5UWX1B-C401.webp)
![Jutes "Far From Dilworth Tour": Polacy znowu najlepsi [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MSLEGOAF93N16-C401.webp)

