Darek "Maleo" Malejonek to wokalista, gitarzysta, członek legendarnych zespołów: Kultura, Izrael, Moskwa, Armia, Houk, 2Tm2,3 i Arka Noego, założyciel i lider Maleo Reggae Rockers. Działalność muzyczną rozpoczął w pierwszej połowie lat 80. w grupie Kultura.
Wkrótce połączył siły z Robertem Brylewskim, inną ikoną polskiej sceny niezależnej i liderem Brygady Kryzys, w zespołach Izrael-Kultura i Izrael. To od przełomowej płyty "Nabij faję" (1985) Maleo liczy swoją obecność na scenie.
Jako basista występował i nagrywał z formacjami Moskwa (lata 1986-1988) i Armia (1990-1993). Z tym drugim zespołem zarejestrował m.in. album "Legenda", który do dziś cieszy się nomen omen legendarnym statusem.
Houk: Sensacyjny powrót na Festiwal w Jarocinie
Do gitary powrócił pod koniec lat 80., kiedy znalazł się w składzie grupy Houk z muzykami znanymi wcześniej z m.in. Deutera. Zespół połączył garażowe granie z pogranicza hard rocka, grunge'u i inspiracji Jimim Hendriksem, błyskawicznie zyskując kultowy status za sprawą drugiej płyty "Transmission Into Your Heart" z lutego 1994 r.
Pół roku później Maleo rozwiązał skład, a do współpracy zaprosił muzyków grupy Ahimsa. U jego boku pojawili się Paweł "Gruby" Krawczyk (gitara, obecnie Hey), Tomek "Bolek" Sierajewski (gitara), Mirosław "Miro" Grewiński (bas, obecnie rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie) i Tomasz "Tomik" Grewiński (perkusja, obecnie szef wytwórni Kayax). Ta ekipa odpowiadała za album "Generation X" (1995), z którym Houk po ponad 30 latach zagra na tegorocznym Festiwalu w Jarocinie (16-19 lipca).

Lider grupy Maleo Reggae Rockers i współtwórca projektów 2Tm2,3 (Tymoteusz) i Panny Wyklęte w rozmowie z Interią opowiada o szykowanym powrocie Houka do aktywności, a także o swoim udziale w specjalnym projekcie "Moja krew, twoja krew" w Jarocinie.
Michał Boroń, Interia: Sporo emocji wywołało ogłoszenie powrotu składu Houka z płyty "Generation X" na Festiwal w Jarocinie. Jak w końcu doszło do tego, że udało się zebrać całą ekipę po 31 latach?
Darek "Maleo" Malejonek (Houk): - Od wielu lat ludzie pytali mnie: czy jest szansa na reaktywację Houka, zawsze odpowiadałem, że nie ma, nie miałem nigdy takich planów, dopóki sprawą nie zajął się Michał Wiraszko, w tym roku dyrektor artystyczny Jarocin Festiwal, który naprawdę wymyślił ten powrót perfekcyjnie i umiał przekonać chłopaków, a na końcu przekonał też i mnie (śmiech).
Naprawdę kilka miesięcy temu nigdy bym nie pomyślał, że jeszcze kiedykolwiek wystąpimy z Houkiem.
Oryginalny skład z "Generation X" to kolejne wcielenie Houka. Przypomnisz te perypetie, które dla słuchaczy młodszych od tego albumu mogą być zupełnie nieznane?
- Po odejściu Roberta Sadowskiego na jego miejsce wszedł Artur Affek, który grał mniej więcej rok i tych koncertów było całkiem sporo. Dopiero potem był skład z Ahimsą, czyli jakby nie liczyć to był trzeci skład.
Co było w latach 90. takiego, że w zasadzie co tydzień wychodziły płyty definiujące gatunki, których słuchamy do dziś?
- Nie do końca wiem, dlaczego w latach 90. pojawiło się tak wielu gigantów muzycznych, ale są chyba jakieś epoki, które generują nie tylko świetne kapele, ale całe style i całe kierunki. Tak samo jest w futbolu, raz na jakiś czas trafia się genialna generacja, taka jak Orły Górskiego i nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Ale wydaje się, że lata 90. stały muzyką rockową, był na nią niesamowity hype. Tego już nigdy nie zaobserwowałem na taką skalę.
Czy dziś - patrząc na to, jakiego przyspieszenia nabrał świat - wciąż potrzebujemy rewolucji? Czy to i tak raczej wołanie na puszczy, bo i tak wszystko - prędzej czy później - ostatecznie runie?
- Świat potrzebuje cały czas jednej prawdziwej rewolucji - duchowej! Rewolucje polityczne zawsze miały piękne założenia, a kończyły się morzem krwi.
O duchowej rewolucji śpiewał Bob Dylan, Marc Bolan, Bob Marley, Peter Tosh, Robert Brylewski i wielu innych. Ja też staram się podążać tą ścieżką. Tylko, że ona sama nie przyjdzie: potrzeba, żeby każdy zaczął od siebie! Możemy budować ją wokół siebie, swoich bliskich, przyjaciół, sąsiadów. Warto wyjść poza swoją strefę komfortu i otworzyć się na potrzeby innych.
Mówisz o procesie entropii, że wszystko się kończy, słońca się wypalają, ludzie się starzeją i umierają. Co za straszna perspektywa. Chyba, że spojrzymy na to z perspektywy Nieba.
Ja nie umieram, tylko przechodzę do innego pięknego świata bez łez i bólu, gdzie panuje pokój i miłość. Ale wiem do tego potrzebna jest wiara! Bliskie są mi słowa św. Jana od Krzyża: "Jeśli umrę, zanim umrę, to nie umrę, kiedy umrę". Oznacza to, że człowiek, który za życia "umarł" dla swojego ego, lęków i przywiązań, zachowuje pełnię życia. W ten sposób śmierć fizyczna staje się tylko przejściem, a nie końcem.
"Generation X" to po raz pierwszy Houk z tekstami po polsku. Jak to oceniasz po latach, dobry krok?
- Tak, uważam ze utwory po polsku bardzo pasowały do tej płyty. Dostaliśmy masę pozytywnych reakcji od fanów.
Festiwal w Jarocinie to nie tylko Houk, ale również specjalny projekt "Moja krew, twoja krew". Zdradzisz coś więcej na temat twojego udziału?
- To bardzo ciekawa idea, żeby odtworzyć soundtrack i klimat filmu "Moja krew, twoja krew" z 1986 r. Ja mam z tego filmu bardzo dobre wspomnienia. Chociaż nasze z Izraelem ujęcia były kręcone z naszej sali prób w Hybrydach, to większość filmu powstało w Jarocinie. Wtedy zaczęliśmy się mocno kumplować z Gumą (Paweł Gumola, wokalista Moskwy) i zaczynaliśmy wspólne granie. Zaprzyjaźniliśmy się z młodymi członkami ekipy filmowej i pokazywaliśmy im potem Warszawę i Zakopane.
Na tegorocznym Jarocinie, w ramach projektu "Moja krew, twoja krew", pod kierownictwem muzycznym świetnego producenta i muzyka - Leszka Biolika, zaśpiewam utwór "Regime System", który stworzyliśmy i zaśpiewaliśmy wspólnie z Robertem Brylewskim. Muszę stwierdzić, że po 40 latach jest on nadal aktualny. Cieszę się, że mogę znowu poczuć tamten vibe i pokazać nowym pokoleniom czas, który był bardzo trudny, ale zaowocował wieloma niesamowitymi nagraniami.
Lipiec to Jarocin z Houkiem, a jakie plany na drugą połowę roku? Po śmierci basistki Martyny "Nancy" Załogi zapowiedziałeś, że chcesz, żeby w końcu ukazała się płyta twojego projektu HyperHemon, którego ona była częścią. Jak to wygląda?
- Właśnie wychodzi preorder EP-ki pamięci niedawno zmarłej Martyny "Nancy" Załogi, która współtworzyła z nami zespół HyperHemon. Płyta jest cegiełką - cały dochód ze sprzedaży cedujemy na 11-letnią córkę Martyny - Biankę. Wydawca - MUGO, też włączył się w akcję i zrezygnował z zysku. Nancy grała wcześniej m.in. w Kryzysie z Robertem Brylewskim, a także w zespole 52UM. Założyła kapelę Nancy Regan. Była świetnym muzykiem i kompanem. Wiem, że wiele osób ze środowiska chce pomóc jej córeczce.














