Paradoksalnie początek dnia wypadł mocno rockowo. Na pierwszy ogień Main Stage otworzył Fukaj, który ostatnio mocno stawia na eksperymentowanie i przede wszystkim granie z zespołem na żywo. Poza rockowymi coverami starych, dobrze znanych numerów, nie brakuje oczywiście materiału ze "Znajdź mnie w tym", które było symbolem znaczącej zmiany jego brzmienia. Raper w niedawnym wywiadzie dla Interii Muzyki sam podkreślał, że gdy prywatnie chodzi na koncerty, najważniejsze jest dla niego usłyszeć ulubioną piosenkę w trochę innym wydaniu - tym większe pochwały za ten nietypowy ruch, bo brzmi to wszystko naprawdę znakomicie.
Po drugiej stronie nadjeziornych terenów Rap Stacji, pół godziny później, Old School Stage otwierał Warga. To kolejny artysta, któremu znacznie bliżej do rocka czy post-punka niż do rapu - ale tym lepiej dla wszystkich. Różnorodność to jeden z największych atutów tego festiwalu, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a przedział wiekowy publiczności w zależności od scen jest przeogromny. Choć Warga tłumów nie zgromadził, jest na tyle charyzmatyczną postacią, że ciężko mi sobie wyobrazić Rap Stację bez niego.
Skończmy jednak alternatywne tematy i skupmy się na tym, co naprawdę grzeje najmocniej. Jako pierwszy o prawdziwy melanż zadbał Kizo, zaczynając swój set od "MYTO". Dalej było już tylko lepiej - w myśl zasady "hit za hitem" dostaliśmy na przykład "Czempiona", "Kanclerza" czy "Puerto Bounce". Choć sam Kizownik przepraszał nas na początku, że jest chory i nie może dać z siebie 100%, to bez wątpienia te 100% dała z siebie publiczność w Sławie.

Nie od dziś, co do rozmieszczenia artystów pomiędzy strefami, można by mieć sporo zastrzeżeń. Z drugiej strony liczba kompromisów, na które organizatorzy musieli pójść, również jest niezliczona - co w takich sytuacjach jest naprawdę zrozumiałe. Jednak wypadkową tego był koncert genialnych Kacperczyków, którzy - choć grali niedawno solowe koncerty na największych polskich arenach - swoje show zaprezentowali na Tiger Stage. Muszę natomiast przyznać, że klimat zwyciężył, a sama publiczność przyjęła ich niezwykle ciepło. Występ nie mógł zacząć się inaczej niż od "Artysty ASP", później zagrali sporo rzeczy z ubiegłorocznego albumu "WSZYSCY JESTEŚMY KACPERCZYK", pojawił się też numer "Moja Wina" - tak że mieliśmy tutaj do czynienia z występem kompletnym.
Mimo wszystko w sobotni wieczór wszystkie oczy skierowane były na Main Stage, gdzie cały festiwal zamykali kolejno Żabson i Oki. "Przekaz Myśli", "Lola" czy "Klasyk" stały się naturalną kontynuacją myśli Kizo, by zamienić koncert w jeden wielki melanż. Najbardziej ikonicznym momentem było jednak odśpiewanie przez Żabsona głośnego "Sto lat" dla Rap Stacji z okazji jej 10-lecia oraz tradycyjny już stage diving do "Pokory" na sam koniec setu. Choć nie było w tym koncercie nic odkrywczego, spełnił wszystkie moje oczekiwania, bo bawiłem się naprawdę świetnie.
Oczekiwania znacznie przewyższył jednak Oki, który dał zdecydowanie najlepszy koncert ze wszystkich występów na tegorocznej Rap Stacji. Nie było tajemnicą, jak wielkim zwierzakiem scenicznym jest Młody Jeżyk, ale nie spodziewałem się, że aż takim! Już otwierający "Jeremy Sochan" dał nam do zrozumienia, z czym będziemy mieć do czynienia. Bardzo pozytywnie zaskoczyłem się również samą setlistą, bo dostaliśmy solidny przelot po jego najważniejszych wydawnictwach z ostatnich lat - a pamiętajmy, że cały czas rozmawiamy tutaj o (z założenia) względnie krótkich, festiwalowych setach.
Bez wątpienia show skradł jednak Sobel, którego brak w oficjalnym line-upie tegorocznej Rap Stacji był wielkim zaskoczeniem dla wszystkich. "MUSZĘ TO WYKRZYCZEĆ", "w razie w", "szary blok" oraz "ILE LAT?" wybrzmiały więc w całości, w pełnym składzie. Muszę przyznać, że był to jeden z najlepszych momentów na tym festiwalu, ponieważ zarówno Oki, jak i Sobel są w wybitnej formie scenicznej, za co należą się im ogromne wyrazy uznania.
Ale jeszcze większe należą się Waldkowi, o czym sam Oki wspominał ze sceny. Poziom, do jakiego rozrosła się Rap Stacja, jest niesamowity, a te trzy dni naprawdę dowiozły najwyższy poziom rapowych show w Polsce. Naprawdę ciężko mi znaleźć drugi festiwal, który line-upem i swoją jakością mógłby jej dorównać. Dlatego z ogromnym spełnieniem wracam do domu i z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej edycji. Waldek, jeszcze raz - dziękujemy!










