Praca nad tym projektem trwała latami, czego godnym zwieńczeniem był sobotni koncert, który (co wprost niejednokrotnie było zapowiadane) nigdy się już nie powtórzy. Zapytany o to, czy tuż przed wejściem na scenę dominuje w nim poczucie ulgi, czy raczej trema przed nieznanym, artysta przyznał, że tym razem emocje są zupełnie inne niż zwykle.
- Jest jakiś stresik. To jest dziwne, nie zdarzało mi się to wcześniej, muszę to przyznać wstydliwie. Dzisiaj sobie myślę, że ulgę będę czuł jutro, ale może się okazać, że jutro będę miał po prostu syndrom udanej kolonii i będę patrzył tęskno w ścianę, zastanawiając się, jakby to może powtórzyć. Ale tego już nie będzie dało się powtórzyć, więc cieszę się, że to się rejestruje - wyznał JIMEK w rozmowie z Interią.
JIMEK i gwiazdy hip-hopu na Lotnisku Bemowo w Warszawie
Finałowy koncert na Bemowie to była okazja do usłyszenia międzypokoleniowych legend polskiego hip-hopu. Na jednej scenie obok reprezentantów legendarnej "starej szkoły" - takich jak Molesta Ewenement, Paktofonika, Sokół czy O.S.T.R. - pojawili się młodsi wykonawcy, w tym Bedoes 2115 czy Kosma Król. JIMEK od lat z powodzeniem udowadnia, że orkiestra symfoniczna potrafi znaleźć wspólny język z każdym odłamem rapu.
- To jest piękno gatunku, który jest pojemny. Każda taka łatka w muzyce łączy ze sobą najróżniejszych ludzi. Piękne jest to, że mogą się różnić ich zdania, style czy energia. Mamy ballady, mamy zupełny ogień. Z tego się też wzięła orkiestra symfoniczna z rapem - żeby tego niewłaściwego słuchacza dostać w niewłaściwym miejscu. Muzyka ma tę najpiękniejszą funkcję, że łączy ludzi, a nie dzieli - wyjaśnił kompozytor.
Zestawienie ze sobą artystów tworzących hip-hop na przestrzeni ostatnich trzech dekad naturalnie skłania do pytań o wspólny mianownik dla rodzimej sceny. Według JIMKA to właśnie specyficzny, refleksyjny klimat wyróżnia polski rap, otwiera się w nowym oknie na tle zagranicznych wzorców.
- Pokochałem polski hip-hop za introwertyczność i szczerość. Gdyby pod kątem otwarcia emocjonalnego prześledzić to historycznie, amerykański hip-hop był dużo bardziej ekstrawertyczny i nowy. Polski hip-hop był wątpiący, poetycki, przez co liryczny. Ja go za to pokochałem - podkreślił.
Choć fani zastanawiają się, w jakim kierunku podąży twórczość artysty po zamknięciu tak monumentalnego rozdziału, sam JIMEK skupia się tylko na tym, co tu i teraz.
- Powiem ci zupełnie szczerze, że nie sądziłem, że wreszcie będzie dzisiaj i nie zastanawiałem się nad tym, co się zaczyna jutro. Muszę się nad tym poważnie zastanowić - podsumował z uśmiechem.










