Zacznę od sceny, bo chwaliłam ostatnio tę sprzed kilku lat złożoną z żywych roślin doniczkowych. Tym razem dostaliśmy połączenie sali kinowej z jazzowymi klubami, bo kojarzycie te lampki na stolikach, jak były np. w teledysku Kuby Badacha do "Liczy się tylko to", nagrywanym w Jassmine? Bardzo też podobało mi się, że artyści zostawali na scenie, dzięki czemu było bardziej kameralnie, mimo wielkości sali w ICE i telewizyjnych kamer.
Na początek usłyszeliśmy fragment nagrania tytułowego "Tylko w kinie", a później tę samą piosenkę w wykonaniu Natalii Muiangi, która jeszcze do nas później wróciła, a i ja wrócę do niej w dalszej części tekstu. "Zbigniew Wodecki zaśpiewał tę piosenkę jeden jedyny raz. To taka piosenka-paradoks: 'Tylko w kinie, tylko w kinie, kto szlachetny ten nie ginie'. Przypomina dziecięcą wyliczankę, ale w prosty i ciepły sposób opowiada o tym, co bardzo głębokie - o tęsknocie za szlachetnym, dobrym, sprawiedliwym światem" - przywitała widzów prowadząca wydarzenie Magda Miśka-Jackowska. Następnie Mietek Szcześniak, w pierwszym tego wieczoru występie, przypomniał nam "Oczarowanie". "Było nam sądzone / By znów spotkać się / W takiej chwili serce się nigdy nie myli" - to jest coś, co mogłam powiedzieć podczas tego koncertu, absolutnie.
Potem mój faworyt wydarzenia, czyli Aleksander Dębicz, który w pierwszym wejściu zaprezentował nam "Zacznij od Bacha", ale w swojej dość odważnej interpretacji. Ale w końcu to Dębicz i Wodecki Twist, co nie? Natalia Przybysz zaśpiewała "Rzuć to wszystko co złe" i tak, wiem, że napisałam w leadzie, że to nie był koncert z najbardziej znanymi hitami, ale kilka było, bo są po prostu dobre.
"Byłbym spełniony, gdybym dostał muzykę do filmu, a potem Oscara" - miał powiedzieć kiedyś Zbigniew Wodecki. "I chociaż mówił to półżartem, półserio, to wiemy, jak ważne było kino w jego życiu. Wśród najukochańszych piosenek wymieniał filmowe 'Over the Rainbow' i 'When I Fall in Love'. (...) Przechowujemy je latami, słuchamy w towarzystwie i w samotności, słuchamy w chwilach wielkiej radości, zwątpienia i smutku, czasem nawet nie zauważamy, jak na nas wpłynęły, jak nas ukształtowały te melodie usłyszane kilka lat temu. Można powiedzieć, że składamy się z naszych ulubionych piosenek" - mówiła dalej prowadząca.
Kolejnym utworem z kolei było "Zbudujmy świat", czyli ulubiona własna piosenka Wodeckiego, w interpretacji Olgi Szomańskiej. "Niechaj nie wie - kto zamieszka w świecie tym - co strach, co żal / (…) Zbudujmy świat / Wspaniały świat / Na miarę głodnych serc / Gdzie można by / Gdzie trzeba by / Przed nieczułością zbiec / Świat spokojny / W którym znajdę miejsce swe - i ja, i ty / Świat, gdzie wolno / Nie mieć racji, nie mieć nic, lecz być / W którym najzwyczajniej da się żyć" - to tekst, który warto sobie zapamiętać. Następnie dostaliśmy duet Olgi Szomańskiej z Mietkiem Szcześniakiem i piękne wykonanie "Z tobą chcę oglądać świat", a potem było jeszcze lepiej, bo "Zabiorę cię dziś na bal" zawsze mnie rozczula, teraz w dodatku zaśpiewane przez naszą polską Whitney Houston, czyli Natalię Muiangę. Jaka to zdolna osoba i jaki to dobry utwór.
"Parę razy już udało mi się was zaskoczyć, tylko nikt się nie zorientował" - żartował Zbigniew Wodecki. To wspomnienie było wstępem do opowieści o związku muzyka z filmem. Wymieniono tu m.in. "Gwiezdne wojny" wplatane do jazzowych utworów czy "Disco robaczki", gdzie Wodecki użyczył głosu postaci Edwarda Czerwia. "Owad, bufon, ale czaruje wszystkich wokół. No po prostu cały ja" - mówił kompozytor o swoim bohaterze.
A skoro przy owadach, to dostaliśmy ponownie intrygującą interpretację od Aleksandra Dębicza, tym razem odnośnie "Pszczółki Mai". Krzysztof Iwaneczko zaśpiewał "Teatr uczy nas żyć", a duet Przybysz-Szcześniak już w ogóle mało znane "Czy powie mi pan dzień dobry", które w oryginale zostało wykonane przez Wodeckiego i Ewę Bem. Później ponownie Natalia Muianga i "Opowiadaj mi tak". I… aaa, ja się już nawet nie będę powtarzać.
Stałym elementem finałowego koncertu Wodecki Twist jest również wręczenie Nagrody W, czyli statuetki dla osobistości odznaczających się wybitnością, wszechstronnością i artystyczną wytrwałością. W poprzednich latach otrzymali ją m.in. Irena Santor, Alicja Majewska, Ewa Bem i Andrzej Mleczko. W tym roku nagroda powędrowała w ręce Jana Kantego Pawluśkiewicza. By przypieczętować związek z filmem, Aleksander Dębicz zagrał medley motywów filmowych "jak w starym kinie".
Reni Jusis przypomniała "Odjechałaś tak daleko" z debiutanckiej płyty Wodeckiego, a później dołączył do niej Krzysztof Iwaneczko, żeby wspólnie zaśpiewać "Przypomnij mi", lepiej rozpoznawane chyba po "Szabadabada", czyli utwór z filmu "Kobieta i Mężczyzna". Mogę nie słyszeć tej piosenki przez rok albo słuchać na żywo dwa razy w tygodniu, nic pomiędzy. A w głowie zostaje na długo.
Olga Szomańska wyszła ponownie na scenę z piosenką "Lubię wracać tam, gdzie byłem". Mogliśmy też usłyszeć tutaj głos Zbigniewa Wodeckiego i jakkolwiek by ta piosenka nie była dobrze zaśpiewana, to bez tego niskiego głosu na początku nigdy nie zadziała tak samo. Natomiast należą się słowa uznania, bo zaśpiewanie z głosem Wodeckiego nie było pewnie łatwe ani technicznie, ani emocjonalnie tym bardziej. Mietek Szcześniak pojawił się znowu z kolei z "Nad wszystko uśmiech twój".
"Na koniec zdyszanego dnia proszę pamiętać o piosenkach. Zbigniew Wodecki nie lubił wielkich słów i pewnie by się skrzywił, gdyby usłyszał, jak mówimy tutaj o nim, jak o bohaterze filmowym, ale jest trochę nawet superbohaterem, bo przecież w jego piosenkach jest coś takiego, że człowiek czuje się lepiej niż kilka minut wcześniej, prawda?" - komentował Magda Miśka-Jackowska. Na koniec dostaliśmy wykonaną wspólnie przez wszystkich artystów "Pszczółkę Maję", a po owacjach na stojąco Natalia Muianga zamknęła koncert piękną klamrą, czyli utworem "Tylko w kinie".












