Pamiętam z Wodecki Twist na przykład dwa koncerty w Teatrze Słowackiego, jeden z udziałem młodych gwiazd, drugi z tymi ze starszego pokolenia, oba ciekawe. Albo piękną, złożoną z żywych roślin scenę w Centrum Kongresowym ICE - które potem były rozdawane publiczności w doniczkach, tak że proszę nie krzyczeć, że to niehumanitarne względem roślinek. Albo dzień poświęcony elektronice pod Forum i nawet lot balonem. Dlatego też mogę iść na ten festiwal bez patrzenia na program, bo wiem, że nie pożałuję.
Przy True Tone pisałam z kolei, że w mojej pracy "są też inne plusy i jednym z nich jest słuchanie muzyki w przedziwnych miejscach, o których istnieniu nawet nie wiedziałam". I tym razem Wodecki Twist zaprowadził mnie do chyba najbardziej klimatycznego baru, w jakim zdarzyło mi się być w Krakowie, czyli Mercy Brown. No może jeszcze kilka miejscówek bym znalazła, ale ta atmosfera speakeasy, chicagowskich barów z lat 20., do których wchodzi się przez ukryte przejścia, pozwala wejść w klimat jeszcze przed pierwszymi dźwiękami muzyki.
A potem na scenę wchodzi amerykańska gwiazda w czerwonej sukni, siada przy fortepianie, dołączają do niej kontrabasista i perkusista, i dzieje się magia. Brzmi patetycznie, ale co ja mogę poradzić, kiedy na godzinę można było zapomnieć, że na zewnątrz żyje jakiś Kraków w XXI wieku.
Karen Edwards urodziła się w Greenville w Południowej Karolinie, a z muzyką związana była od zawsze - jej ojciec (i przy okazji pierwszy nauczyciel) był dyrektorem muzycznym lokalnego kościoła Baptystów. Tak poznała soul i gospel. Po latach na koncie ma kilka nagród Grammy za "najlepszy jazzowy performance" oraz współprace z takimi artystami, jak David Bowie, Stevie Wonder, Tony Bennett czy Prince. Nagrywała też z Jarkiem Śmietaną, ale o tym za chwilę.
Na scenie w Mercy Brown wystąpiła z Tomaszem Kupcem (kontrabas) i Patrykiem Doboszem (perkusja). A to trio słyszałam już wcześniej i nie mogłam odmówić sobie usłyszenia tego jeszcze raz. Wieczór zaczął się od "Something Happens to Me". "Wspaniale być w Krakowie z powrotem, chciałabym, żeby nie padało, ale bardzo się cieszę, że tu jestem i że otwieram Wodecki Festiwal" - tymi słowami Karen przywitała się z kameralną publicznością. Następnie dostaliśmy "Cause You Love Me, Baby".
"Kiedy przyjechałam do Polski, powiedziano mi, że ambasadorem jazzu tutaj jest Jarek Śmietana" - wspomniała i zadedykowała mu "jego ulubiony" utwór "It's Easy to Remember (But So Hard to Forget)". Następnie dostaliśmy "High Wire (The Aerialist)", którego najbardziej znaną wersję śpiewała Chaka Khan, i "Sorry Seems to Be the Hardest Word" z repertuaru Eltona Johna, wykonane samotnie, jedynie przy akompaniamencie fortepianu.
"To piosenka country, ale ukradliśmy ją i…" - "spróbowaliśmy zniszczyć" lub "spróbowaliśmy nie zniszczyć", nie dosłyszałam, ale obie wersje są równie zabawnym żartem. Te słowa padły przed kolejnym utworem i doskonale pokazują, że poza wspaniałym głosem Karen Edwards ma też mocno trafiające w moje serce poczucie humoru.
Nie zabrakło również opowieści o Zbigniewie Wodeckim. "Spotkałam go na koncercie, nawet nie wiedziałam do końca, kim jest, i ktoś powiedział mi, że jest bardzo znany, że to 'ten od pszczółki'" - mówiła, nawiązując do znanej przez pokolenia Polaków - i nie tylko, jak widać - "Pszczółki Mai" i wywołując tym śmiech wśród słuchaczy. Dostaliśmy też fragment coveru "Z tobą chcę oglądać świat". Bardzo żałuję, że nie usłyszeliśmy go w całości, natomiast można posłuchać i tego, i innych coverów polskich klasyków na świetnej płycie "Polish Songs" Eljazz Big Band.
Później jeszcze "Bye Bye Love" i powoli zbliżaliśmy się do końca, nad czym wokalistka mocno ubolewała, mówiąc, że przygotowała tyle piosenek, a ma tak mało czasu. Wyklaskaliśmy sobie jeszcze dwa bisy, w tym kończące koncert "Can't Take My Eyes Off You" z "I love you, baby" śpiewanym przez całą publiczność. "To było dobre" - stwierdziła po pierwszym razie Karen Edwards, więc powtórzyliśmy to jeszcze raz czy dwa.
Zdecydowanie jej koncerty to coś, co będę wspominać na wieczność. A przed nami jeszcze kilka ciekawych propozycji od Wodecki Twist - m.in. Ania Rusowicz śpiewająca "polskie divy", Jazzayah i oczywiście finałowy koncert "Tylko w kinie". A w piątek o 11:45 na krakowskim rynku można iść sobie pośpiewać "Zacznij od Bacha".












