Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Niedawno premierę miał twój debiutancki krążek - "Obsesje". Jakie emocje ci towarzyszą dookoła tej premiery?
Maria Sol - Sam moment premiery był pewnego rodzaju ulgą, ponieważ proces tworzenia był długi i nieregularny. Czas, na zajmowanie się piosenkami, był wyrywany spomiędzy innych obowiązków. Przed wydaniem było dużo napięcia i czułam, że te piosenki przestają się we mnie mieścić, więc premiera, mimo że skromna, pozwoliła nabrać dystansu. Teraz, przy przygotowaniach do grania na żywo, jest dużo ekscytacji.
Jesteś zadowolona z jego dotychczasowego odbioru?
- Wiesz, zdaję sobie sprawę z tego, że jest to raczej mało zasięgowy projekt i sama premiera, jak powiedziałam, również była skromna. Krąży on na razie po znajomych, więc zbyt wielu informacji zwrotnych nie mam. Te, które do mnie docierają, bywają zaskakujące - ale bardzo lubię te zaskoczenia i to, że każdy z nas odbiera muzykę inaczej.
Skąd pomysł, by pójść nieco pod wiatr, i całą swoją przygodę wydawniczą zacząć właśnie od albumu?
- W trakcie powstawania pojedynczych utworów zauważyłam, że mają pewne wspólne mianowniki i mogą być dobrym materiałem na spójny, długogrający projekt. Poszłam za tą myślą. Nie chciałam na siłę tworzyć jakichś strategii marketingowych, co może było błędem, ale dla mnie znacznie ważniejsza jest stricte muzyka.
Zależało ci na tym, by ta emocjonalność i sensoryczność, była "wspólnym mianownikiem" wszystkich utworów, czy to raczej dzieło przypadku?
- Nie powiedziałabym, że to przypadek - ale też nie wymyśliłam tego przed ich powstawaniem. W procesie zauważyłam, że taki sposób pisania mnie kręci. Później poszłam za tym już świadomie, także powiedziałabym, że pół na pół.
Jak powstawały te utwory?
- Jestem pianistką, więc wszystko najpierw powstaje przy klawiszach. Zaczyna się od harmonii i melodii. Później pojawia się tekst, następnie produkcja. Przy tym projekcie skupiliśmy się mocno na historii, także estetyka brzmieniowa podążała za tekstem.
Jesteś artystką, która preferuje tworzyć w swoim domowym zaciszu?
- Tak, aczkolwiek głównie wynika to z możliwości, jakie miałam tworząc ten debiut. Nie zamykam się na pracę w studio, ale przy niskobudżetowym debiucie, nie przeszło mi to nawet przez myśl. Nie czuję jednak, że coś straciłam. Praca w domu i współpraca z bliskimi mi osobami była bardzo komfortowa - nie gonił nas czas, można było ze spokojem poszukać swoich środków wyrazu.
Miałaś już okazje zagrać ten materiał na żywo?
- Zdarzyły się pojedyncze okazje na showcase'ach czy konkursach - natomiast zagranie całego materiału jeszcze przede mną.
Często powtarzasz, że jesteś niezwykle głodna wrażeń. Granie koncertów to jest coś, w czym właśnie odnajdujesz się szczególnie?
- Zdecydowanie! Muzyka na żywo jest czymś magicznym. Myślę, że zarówno artyści jak i publiczność potrzebują tego bliskiego, specyficznego kontaktu z muzyką i bardzo się nim karmią, więc wrażeń koncertowych jestem nieustannie głodna.
Jeden z nich czeka cię już za moment - na festiwalu Fama. Jakie są twoje oczekiwania co do niego?
- Dość tradycyjne - mam nadzieję, że będzie to fajne wydarzenie, podczas którego spotka się dużo ludzi ze świata sztuki. Czekam więc na nowe, ciekawe znajomości i mam nadzieję, że uda się swoją muzyką dotrzeć do nowych odbiorców.
Szykujesz na ten występ jakieś niespodzianki, czy skupiasz się na "Obsesjach"?
- Skupiam się na "Obsesjach" i jak już wspomniałam, jestem bardzo podekscytowana możliwością zagrania tych piosenek na żywo.










