Belgia zaskoczyła wszystkich. Tego awansu nikt się nie spodziewał
Wielu fanów Eurowizji zastanawiało się, czy Belgia zdoła odbudować swoją pozycję po dwóch bolesnych porażkach z rzędu. Tymczasem kraj, który przed konkursem nie był wymieniany w gronie pewniaków do finału, sprawił jedną z największych niespodzianek pierwszego półfinału. Essyla i jej "Dancing On The Ice" awansowali dalej, choć w mediach społecznościowych nie brakowało głosów zaskoczenia, a nawet oburzenia.

Belgowie jechali do Wiednia z dużym bagażem rozczarowań. W dwóch poprzednich edycjach konkursu reprezentanci kraju należeli do ścisłego grona faworytów, ale ostatecznie nie potrafili przebić się do finału. Najpierw podobny los spotkał Mustii, później Red Sebastiana. Dlatego tegoroczny wybór Essyli dla wielu okazał się sporą niespodzianką już na etapie krajowych decyzji.
Wcześniej spekulowano o możliwym powrocie znanych nazwisk, między innymi Loïc Nottet czy Axelle Red. Ostatecznie postawiono jednak na młodą artystkę z Walonii.
Pod pseudonimem Essyla kryje się Alice Van Eesbeeck, 29-letnia wokalistka i autorka tekstów pochodząca z Perwez. Belgijska publiczność poznała ją szerzej dzięki programowi The Voice Belgique, gdzie dotarła do finału. Co ciekawe, przegrała wówczas jedynie z Jérémiem Makiese, późniejszym reprezentantem Belgii na Eurowizji 2022.
Od francuskiego chanson do eurowizyjnej sceny
Essyla od początku budowała swój styl w oparciu o różnorodne inspiracje. Dorastała przy francuskiej piosence autorskiej, później fascynował ją także jazz, folk, rock i funk. Te wpływy słychać dziś w jej twórczości, która łączy nowoczesny pop z soulową emocjonalnością.
Artystka ma już na koncie single "Let You Go" i "Not My Kind of Dude", a także debiutancki minialbum "I'll Be Okay". W swoich tekstach często porusza temat kobiecej niezależności oraz doświadczeń młodych kobiet.
Eurowizyjne "Dancing On The Ice" stworzyła wspólnie z Nicolasem d'Avellą, Emilem Stengele i Barbarą Petitjean. Utwór od początku wzbudzał mieszane reakcje. Jedni doceniali klimat i emocjonalność propozycji, inni nie widzieli w niej potencjału na finał.
Awans, którego nikt nie przewidział
Pierwszy półfinał Eurowizji 2026 był wyjątkowo różnorodny. Na scenie pojawiły się zarówno nostalgiczne ballady, jak i nowoczesny pop czy etniczne inspiracje. Wśród finalistów znalazły się Grecja, Finlandia, Szwecja, Serbia, Chorwacja, Litwa, Polska i właśnie Belgia.
To właśnie obecność Belgów w finałowej dziesiątce wywołała największą dyskusję wśród widzów. W sieci niemal natychmiast pojawiły się komentarze pełne zdziwienia.
"Tak się cieszę! Szkoda tylko Portugalii zamiast Belgii" - napisała jedna z internautek.
Inni byli jeszcze bardziej bezpośredni. "Co tam robi Belgia?", "Zamiast Belgii powinna być Czarnogóra" czy "Co tu robi Belgia" - można było przeczytać na profilach poświęconych konkursowi.
Nie brakowało jednak także głosów broniących reprezentantki. "Myślałam, że zamiast Belgii będzie Czarnogóra, ale w sumie wyszło to na plus, bo Belgia była lepsza" - stwierdziła jedna z fanek Eurowizji. Ktoś inny podkreślał z kolei, że awans Belgii i brak Portugalii były największym zaskoczeniem wieczoru.
Belgia wraca po latach wzlotów i upadków
Historia Belgii na Eurowizji pełna jest skrajności. Kraj uczestniczy w konkursie niemal od samego początku i tylko kilka razy zabrakło go w stawce. Największy sukces przyszedł w 1986 roku, kiedy zwyciężyła Sandra Kim z utworem "J'aime la vie". Do dziś pozostaje najmłodszą triumfatorką w historii konkursu.
Belgowie mają też za sobą trudniejsze momenty. W latach 2005-2009 nie udało im się awansować do finału ani razu. Później przyszło odbicie, między innymi dzięki świetnym wynikom Loïc Nottet czy siódmemu miejscu zdobytemu w 2023 roku.
Tegoroczny sukces Essyli może więc okazać się ważnym sygnałem, że Belgia ponownie zaczyna odnajdywać swoje miejsce w konkursie. Nawet jeśli wielu widzów do samego końca nie wierzyło, że "Dancing On The Ice" usłyszymy jeszcze raz w wielkim finale.










