Obchodzący niedawno 57. urodziny Zenon Martyniuk od ponad 35 lat utrzymuje się w absolutnej czołówce najbardziej zapracowanych artystów w Polsce. Szczególnie intensywny jest dla niego sezon letni, podczas którego, podobnie jak młodsi wykonawcy pokroju Skolima, lider grupy Akcent potrafi zagrać dwa lub nawet trzy koncerty jednego dnia. Takie tempo wymaga od gwiazdora ogromnej wytrzymałości fizycznej, zwłaszcza gdy na zewnątrz panują skrajnie niesprzyjające, niebezpieczne wręcz warunki atmosferyczne.
Przerażające prognozy na weekend
Ostatni czerwcowy weekend zapisał się w prognozach jako jeden z najgorętszych w historii kraju, co niestety nie zwalnia muzyka z wcześniej podpisanych kontraktów. Po sobotnim występie w Mońkach wokalista zaplanował na niedzielę aż trzy wyczerpujące przystanki, odwiedzając kolejno Tomaszów Mazowiecki, Bytom oraz Chorzów. O swoich obawach gwiazdor opowiedział na łamach "Faktu", wyznając z niepokojem: "Ta niedziela będzie ciężka do przeżycia. Sama jazda autem plus zagranie trzech koncertów to będzie nie lada wyczyn. Akurat trzy moje koncerty wypadły w [kiedy] (...) temperatura ma być chyba najwyższa od ponad stu lat (...)".
Pustki pod sceną
Zenon Martyniuk otwarcie przyznaje, że bardzo źle znosi upały, a występowanie w pełnym słońcu wiąże się dla niego z niewyobrażalnym dyskomfortem. "Zdarzało się, że scena była tak rozgrzana, że nie dało się na niej stać. Na scenie było 40 stopni. Najgorzej jest, gdy koncert przypada między godziną 15 a 17. Wieczorem jest już trochę lżej" - relacjonował gorzko piosenkarz. To właśnie ostre słońce sprawiło, że podczas jednego z dawnych występów fani niemal całkowicie opuścili strefę pod estradą, ratując się ucieczką w bezpieczniejsze miejsca.
Artysta doskonale zapamiętał tamto niefortunne popołudnie: "Graliśmy po południu i pamiętam, że ludzie stali daleko od sceny, jakieś sto pięćdziesiąt metrów, chowali się pod drzewami. Większość po prostu uciekła i została tylko garstka pod sceną" - wspominał dramatyczny obrót spraw lider formacji Akcent.











