Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak moje stopy wytrzymały te trzy dni. Liczba kroków, które odbębnił mój zegarek, porównywalna jest tylko ze zwiedzaniem miast podczas zagranicznych wakacji lub rekreacyjnymi wejściami na dwutysięczniki.
Siedzę teraz przed swoim laptopem, klepię te słowa i odczuwam odciski, ale mogę napisać to z pełnym przekonaniem: Audioriver 2026 został zakończony, a organizatorzy mogą być w pełni dumni z tego, czego dokonali. Jestem tego najlepszym przykładem. Ale przejdźmy do rzeczy.
Sun/Day - na czym polega inna formuła trzeciego dnia Audioriver?
Trzeci dzień Audioriver, określany mianem Sun/Day, różni się formułą od dwóch wcześniejszych dni. Przede wszystkim zamiast rozpocząć się o 18:00 i trwać do szóstej nad ranem, impreza rozpoczyna się od południa i kończy o 22:00. Teoretycznie, bo w praktyce lekko się to przeciągnęło.
Podczas zmierzania w stronę terenu festiwalu można zresztą z daleka dostrzec, że większość scen, przy których publiczność bawiła się w piątek i sobotę, jest już składana. Dlatego aby przejść na teren wydarzenia, trzeba przejść nieco dłuższą drogę niż wcześniej, gdyż wcześniejsze główne wejście zostało zamknięte - na szczęście ekipa festiwalu wspiera pomocą wszystkich zagubionych.
Gdzie więc bawią się uczestnicy? W części parkowej wydarzenia - przy tych najbardziej klimatycznych scenach ustawionych w ścisłym towarzystwie flory obecnej na Łódzkich Błoniach.
Obecność wyłącznie scen Kosmos, Studio i Park, które w pozostałych dniach wydają się nieco osobnym bytem względem reszty wydarzenia, sprawia, że Audioriver zyskuje niespodziewanie bardzo kameralny charakter. Oczywiście jak na wydarzenie o takiej skali.
Ponownie główną rolę grała muzyka i dobra zabawa. Trzy sceny zostały obsadzone tak, by zaoferować uczestnikom bardzo różnorodny wybór, jeżeli mowa o tym, do czego mają akurat okazję się pobujać. Kiedy inne festiwale muzyczne kładą zazwyczaj nacisk na to, by zakończyć wszystko z hukiem, wrzucić ogromną gwiazdę i ewentualnie doprawić setem DJ-skim, tak, by emocje schodziły jeszcze długo po wydarzeniu, Audioriver mówi wprost: macie się po prostu bawić.
Co działo się trzeciego dnia Audioriver 2026?
Warunki z początku niezbyt sprzyjały. Pogoda w pierwszej połowie dnia bywała dość kapryśna - kilkukrotnie z nieba runął deszcz, przez co nie obyło się bez kurtek lub płaszczów przeciwdeszczowych. Na szczęście im później, tym robiło się spokojniej i można było się w pełni skupić na muzyce.
Na swojej liście do odhaczenia miałem tego dnia przede wszystkim Damiana Lazarusa - jedną z czołowych postaci współczesnej sceny house'owej. I faktycznie, jego występ zgromadził bardzo dużo osób, którym wyjątkowo siadł set skupiający się na hipnotyzującym, średnio-szybkim tempie. Wystąpił zresztą bezpośrednio po reprezentujących jego label MĪMĪ x FY, na których dałem się wciągnąć tak bardzo, że moje stopy mi zdecydowanie nie podziękowały.
Podczas setu Damiana Lazarusa było natomiast nieco eterycznie - ba, wręcz ezoterycznie, głównie przez wplatanie do całości etnicznych brzmień. Doskonale pasowało to do naturalnego środowiska, w którym stanęła scena Studio. Ta zresztą sama w sobie przypomina… ołtarz. Mój znajomy, z którym bywałem na wielu koncertach, po przesłaniu filmiku z tego setu odpisał, że taka właśnie "czilera" przydałaby się na wielu festiwalach. Trudno się z nim nie zgodzić.
Audioriver 2026 - coś dla fanów brytyjskich brzmień
Ja jednak dałem się porwać tego dnia przede wszystkim dwóm artystom, gdyż nie ukrywam - spośród tanecznej muzyki elektronicznej to jungle oraz drum'n'bass są najbliższe mojemu sercu. Dlatego tak bardzo ucieszyłem się na to, co do zaoferowania miał tego dnia Fox Stevenson. To prawdopodobnie najbardziej optymistyczny, słoneczny set, z jakim miałem do czynienia podczas Audioriver 2026. Brytyjskie, nisko osadzone basy spotykały się z błyskawicznie wkręcającymi się melodiami, wokalami, a sam DJ chętnie podejmował kontakt z publicznością - czy to za pomocą słów, czy gestów - kierując jej energią z niesamowitą precyzją.
Z lekkim opóźnieniem zastąpił go DJ Hybrid, który początkowo w bardzo płynny sposób podjął klimaty zaproponowane przez Foxa Stevensona do stopnia, w którym mogły się wydawać wręcz nierozróżnialne. Z czasem prostsza drum'n'bassowa podziałka ulegała coraz bardziej jungle'owemu połamaniu, w kilku miejscach zahaczając - ale to może moja nadinterpretacja - wręcz o breakcore.
Pozytywna energia na Audioriver 2026
Pozytywnej energii nie brakowało również podczas setu zdobywającego coraz większą popularność duetu DJ Heartstring. Ale jeżeli ordynarnie korzystasz z eurodance'owych kawałków, a jedną z pierwszych piosenek, które odpalasz, jest "Rhythm of the Night", to zwyczajnie musi się udać.
Psychodeliczne rytmy Mind Against, którzy na scenie Studio pojawili się tuż po Damianie Lazarusie, porwały za to tylu ludzi, że z trudem byłem w stanie dostrzec artystów z daleka. Bo tak - nawet jeżeli trzeci dzień Audioriver nie obfitował w nazwiska tak znane mainstreamowemu odbiorcy, jak podczas dwóch poprzednich dni, dalej zgromadził mnóstwo fanów, którzy zwyczajnie chcą się dobrze pobawić.
A, wspominałem o bańkach? Przy każdej scenie zostały ustawione wyrzutnie baniek. Może wydawać się to śmieszne i infantylne, ale prawda jest taka, że tak prosta rzecz doprawiała tę niesamowitą pozytywną atmosferę i tylko wzmacniała dobrą energię przepływającą między uczestnikami. Ze swojej strony polecam i widzimy się za rok!




![Martyna Baranowska: “Ważniejsza od samego brzmienia jest intencja” [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000N6UFXDVD6SJ9O-C401.webp)





