Reklama

Turbo: Zetrzyj krew i graj dalej [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 czerwca premierę będzie miała książka "Zetrzyj krew i graj dalej", biografia metalowej grupy Turbo autorstwa Filipa Bogaczyka.

Okładka biografii grupy Turbo

"Kilkanaście płyt. Prawie czterdzieści lat na scenie. Masa wzlotów i upadków, niewykorzystanych szans, zaprzepaszczonych okazji. Historia wielkiego poświęcenia muzyce i wycierania scen w każdym zakątku kraju. Oto historia Turbo - bez retuszu, oczami samych członków zespołu, których przez te wszystkie dekady przewinęła się niezliczona ilość. Historia czasem zabawna, czasem smutna, nierzadko niewiarygodna. W końcu legenda, jeden z wielkiej trójcy rodzimego heavy metalu. Oto historia twórców 'Dorosłych dzieci', 'Kawalerii Szatana' i 'Ostatniego Wojownika'" - czytamy w opisie biografii zespołu Turbo.

Reklama

Dowodzona przez Wojciecha Hoffmanna (gitara) grupa Turbo zaliczana jest do tzw. Wielkiej Trójki polskiego heavy metalu - obok Kata i TSA.

W ciągu blisko czterech dekad przez zespół przewinęło się kilkudziesięciu muzyków, w tym m.in. Grzegorz Kupczyk (obecnie wokalista CETI), Robert "Litza" Friedrich (m.in. Luxtorpeda, Arka Noego, 2TM2,3, wcześniej Acid Drinkers, Kazik Na Żywo, Flapjack), gitarzysta Andrzej Łysów, perkusiści Tomasz Goehs (Kult, Kazik Na Żywo, 2TM2,3) i Tomasz Krzyżaniak (m.in. Luxtorpeda, Arka Noego, 2TM2,3, Armia).

Konik polny pieśń pustelną grał

Po poznańskich nagraniach w zespole zapanowała stagnacja. Oprócz własnych utworów, na każdym koncercie powtarzali oklepane już na wszystkie możliwe sposoby kawałki Deep Purple, Hendrixa, Queen. Wojtka [Hoffmanna] to nużyło. Nie odpowiadała mu osobowość wokalisty Piotra Krystka, który "był fajnym wokalistą, ale nie był... zwierzęciem scenicznym. W ogóle. Robił coś tam, ale mnie to wkurwiało".

Z kolei z Wojtkiem Aniołą już od czasów pierwszych nagrań nie do końca się zgadzali co do koncepcji muzycznej. Czarę goryczy u Wojtka przelała postawa [Henryka] Tomczaka.

"Heniu był i jest do dzisiaj konsekwentny. Heniu jest basistą bluesowym i hardrockowym. Czyli proste podziały, rytmiczne takie granie. Mi to wtedy nie za bardzo pasowało. Ja wtedy już słuchałem Michaela Schenkera, UFO, Judas Priest - kapel które napierdzielały heavy metal i mi się to podobało. Chciałem żeby to było do przodu, ostro. A ja nie widziałem, żeby w tym składzie mogło tak być. Wojtek Anioła miał potencjał, ale chyba nie do końca... nie chciałbym tutaj obrażać, ani zaniżać ich umiejętności, ale to byli rzemieślnicy. Wojtek Anioła i Heniu, bardzo dobrzy rzemieślnicy, ale brakowało mi w tym wszystkim tego takiego... zacietrzewienia metalowego i parcia do przodu. Świat wtedy szedł do przodu, wszystko szło do przodu. Byłem młody, miałem wtedy 25 lat i też chciałem przeć do przodu. A tutaj, no nie widziałem możliwości...".

Do tego dochodził także znaczący spadek koncertów jesienią i słabe prognozy na najbliższą przyszłość. Wojtek zaczął poważnie myśleć o pozbyciu się Tomczaka z zespołu. Przeszkodą był fakt, że Henryk był faktycznym założycielem kapeli, więc nie mógł go wyrzucić z byle powodu. Ale jeśli się mocno postarasz, to i o powód nie trudno...

Wszystkie wątpliwości i frustracje osiągnęły u Wojtka apogeum po koncercie w Rudnikach na przełomie września i października 1981 roku. Tak opowiada o tamtym zdarzeniu Hoffmann: "Kłótnia była po koncercie w Rudnikach. Pojechaliśmy tam, zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci. Przyjęli nas strażacy. Była bania i ten tego, a ja chciałem jechać do hotelu i jak najszybciej do domu. Byłem strasznym marudą. I siedziałem tam z nimi oczywiście, nie wiem czy piłem czy nie piłem. Chłopacy tam popili. I w samochodzie, jak już wracaliśmy do hotelu to marudziłem, gadałem i gadałem. Heniu siedział przede mną. Nagle wstał i do mnie: 'Ty pierdolony harcerzyku, jak ci zaraz przypierdolę!' i z ręką na mnie. Bergandy [Andrzej Bergandy, ich ówczesny techniczny, kierowcą z kolei był Wojciech Późniak - F.B.] jak to zobaczył, rzucił się na Henia, chwycił za rękę i go pchnął na maskę tak mocno, że coś tam plastikowego popękało. A ja sobie siedzę i mówię do Henia: 'Nie grasz już w tym zespole. Nie grasz'. Heniu usiadł i powiedział tylko 'Dobrze'".

Tomczak zgadza się z wersją gitarzysty: "Zaraz po koncercie chłopaki, organizatorzy tego koncertu - tak się cieszyli, że zespół mógł przyjechać - przygotowali poczęstunek, jakaś wódeczka też tam była. A tutaj, ja nie wiem, w Wojtku się gwiazdor jakiś odezwał - on sobie kurwa nie życzy, on to po koncercie jest zmęczony. Mają go natychmiast odwieźć do hotelu. I mu tam Janusz [Maślak - F.B.] i my wszyscy tłumaczymy: 'Wojtek, do hotelu to wiesz jest ile [hotel mieli w Częstochowie - F.B.], musimy wszyscy razem. A co ci zależy, tu się wszyscy cieszą, chociaż na pół godzinki usiądziemy. Nie chcesz wódeczki to się kawy napijesz'... Nie, on to pierdoli, on jest zmęczony, chce jechać do hotelu".

Wreszcie dał się namówić i został. "Siedział jakby nie wiem, całą rodzinę mu zarżnęli, jakiś był nie w sosie co najmniej. Żeby był chory to nie pamiętam... Przy stole, to on cały czas nadaje, obrażony... Wsiedliśmy do tego robura i jedziemy. Ja siedzę przed nim, Wojtek za mną. I cały czas napierdala o tej sytuacji, cały czas. Ja nie wiem skąd mu się to wzięło wtedy. Cały czas, że jacy my jesteśmy, że nie powinniśmy, on chce do hotelu, że po koncercie to on do hotelu, on musi odpoczywać - i tak cały czas napierdalał. W pewnym momencie mi się już zagotowało. Mówię 'Wojtek, ja ci przypierdolę za te glyndzynie'... odwróciłem się i... Dostałby, dostałby wtedy, sam się przyznaję, ale mnie technika złapała, a wtedy byłem młody i krzepki, nie mogli mi dać rady, więc też jakieś plastiki w tym samochodzie żeśmy połamali... Mu się tuż przed nosem zatrzymałem. No oczywiście obraził się na mnie... No trudno, może mu przejdzie. A w tym hotelu - co wyjdzie z pokoju to idzie do drugiego czy na korytarzu 'Z Tomczakiem to już nigdy w życiu nie zagram, nie chcę z nim grać!'".

Potem, gdy emocje nieco opadły, Henryk przyszedł do pokoju Wojtka, żeby go przeprosić. Wojtek: "Ja powiedziałem: 'Przyjmuję przeprosiny, ale nie grasz. Po prostu'. Heniu powiedział: 'Dobra. Nie gram, ale jeszcze ktoś powinien odejść z tego zespołu'. Ja wiedziałem o kim on mówi. 'Wojtek Anioła' powiedział Heniu. No i tak żeśmy się rozstali z Heniem. Heniu jeszcze z nami zagrał ostatnie imprezy".

Ostatnim wspólnym koncertem było Rockowisko w Łodzi, w piątek 27 listopada 1981 roku. Przy tej dacie w kalendarzu Wojtka widnieje notka, napisana drukowanymi literami: "THE END OF GUITAR BASS. KONIK POLNY PIEŚŃ PUSTELNĄ GRAŁ". Rozstanie Henryka z Turbo odbyło się w sposób bezkonfliktowy, mimo że z początku jako założyciel, Tomczak zastrzegł sobie prawo do nazwy. Jako że zespół zaczął grać wtedy bardzo duże ilości koncertów, na których zawsze był komplet a często nawet nadkomplet gości, tak że wielokrotnie musieli grać po dwa, a nawet trzy koncerty jednego wieczoru, Estrada Poznańska i Janusz Maślak w końcu namówili Tomczaka, żeby i od tego odstąpił.

"Krótko po tym, chyba nawet Wojtek się zgłosił do mnie, czy ja z tą inicjatywą wyszedłem... 'Heniu, a jakbyś tak nam notarialnie podpisał, że możemy pod nazwą grać i nagrywać'. Powiedziałem mu, że nie ma sprawy, co ja tam będę się upierał, bo to nic nie da". W ten sposób Wojciech dopiął swego i pozbył się, w swoim mniemaniu, stagnacyjnego czynnika jakim był Tomczak.

Książka "Zetrzyj krew i graj dalej" ukaże się nakładem Wydawnictwa KAGRA.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Turbo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje