Steve Clark (Def Leppard): 35 lat od śmierci słynnego "Riffmastera". "Nie było granicy, której nie można przekroczyć"
"On powoli odbierał sobie życie" - po latach mówili rodzice Steve'a Clarka. Nazywany "Riffmasterem" muzyk był współtwórcą największych przebojów grupy Def Leppard i zarazem jednym z najbardziej szalonych gitarzystów w historii rocka. Napędzane używkami życie trwało raptem 30 lat.

"Dla niego nie było granicy, której nie można by przekroczyć" - tak po latach Steve'a Clarka wspominał jego kolega z zespołu z Def Leppard, wokalista Joe Elliott. 8 stycznia mija 35 lat od przedwczesnej śmierci słynnego "Riffmastera".
Od najmłodszych lat wyrażał zainteresowanie muzyką. Już jako 6-latek uczestniczył w koncercie Cliff Richard and The Shadows. W wieku 11 lat otrzymał swoją pierwszą gitarę od ojca, którego ubłagał obietnicą, że będzie na niej ćwiczył. Efekt tych ćwiczeń już wkrótce miał zachwycić cały świat.
Mając niespełna 18 lat dołączył do grupy Def Leppard, zaproszony na przesłuchania przez gitarzystę Pete'a Willisa, współzałożyciela tego brytyjskiego zespołu. Przyszłych kolegów przekonał wykonaniem utworu "Free Bird" z repertuaru southernrockowej grupy Lynyrd Skynyrd.
Steve Clark: Legendarny "Riffmaster" z Def Leppard
Na początku lat 80. Def Leppard przebojem wdarli się do światowej czołówki hard rocka, wydając bestsellerową płytę "Pyromania" (1983), która w samych Stanach Zjednoczonych osiągnęła status Diamentowej Płyty za sprzedaż ponad 10 mln egzemplarzy (w sumie na świecie rozeszło się ponad 25 mln sztuk). Przez większą część roku po premierze w USA tygodniowo sprzedawano średnio ok. 100 tysięcy egzemplarzy. Popularność zdobyły przebojowe single "Photograph", "Rock of Ages" czy "Foolin'". Pod większością materiału zespołu byli podpisani właśnie Steve Clark, wokalista Joe Elliott, basista Rick Savage i producent Robert "Mutt" Lange, nazywany wówczas "szóstym członkiem Def Leppard", mający już na koncie wielkie sukcesy przy "Highway to Hell" i "Back in Black" AC/DC.
Imponująco rozwijającą się karierę grupy zahamowała tragedia perkusisty Ricka Allena - w sylwestrową noc 1984 roku jadący na imprezę do rodzinnego domu w Sheffield ze swoją dziewczyną muzyk na jednym z zakrętów stracił kontrolę nad autem, przejechał przez kamienny mur i wjechał na pole. Samochód koziołkował, w wyniku czego źle przypięty pasami Allen wyleciał z pojazdu.
"Wylądowałem na polu i pomyślałem, że moja ręka została w samochodzie" - mówił po latach Rick Allen ("Fighting Back" BBC), który na skutek szoku niewiele pamięta z wypadku. Poszkodowanego muzyka znalazła jego dziewczyna Miriam Barendsen (nic jej się nie stało), której pomogli dwaj przechodnie - pielęgniarka i policjant po służbie. Perkusista trafił do pobliskiego szpitala, gdzie lekarze przyszyli ramię. Lewej kończyny jednak nie udało się uratować, gdyż wdało się zakażenie.
Członkowie Def Leppard podjęli zgodną decyzję, że nie zostawią kolegi w potrzebie, a Allen po początkowym załamaniu wkrótce zaczął myśleć o powrocie do gry. Po prawie dwóch latach od wypadku jednoręki perkusista (na specjalnie skonstruowanym instrumencie gra jedną ręką i nogami) przeszedł chrzest bojowy na słynnym festiwalu Monsters of Rock w Castle Donnington.
W sierpniu 1987 r. zespół wydał płytę "Hysteria", która na całym świecie rozeszła się w ponad 20-mln nakładzie, docierając do szczytu list przebojów po obu stronach Atlantyku. Te wyniki grupa zawdzięcza w dużej mierze singlom "Pour Some Sugar on Me" (rekordowe 73 dni na szczycie w zestawieniu "Dial MTV"), "Animal" i balladzie "Love Bites". Joe Elliott zapowiadał, że chce stworzyć rockowy odpowiednik "Thrillera" Michaela Jacksona, na którym każdy utwór to potencjalny singlowy przebój. Formacja ruszyła w światową trasę, która trwała 16 miesięcy.
"Chodziło o to, by przeżył kolejny dzień"
Członkowie Def Leppard chcieli zdyskontować ten sukces, nagrywając następcę "Hysterii", jednak wówczas nasiliły się problemy Steve'a Clarka z nadużywaniem trunków. "On powoli popełniał samobójstwo" - mówili po latach rodzice muzyka. W 1982 r. zespół przerabiał podobną sytuację z gitarzystą Pete'em Willisem, który został wyrzucony w trakcie nagrywania "Pyromanii" (zastąpił go Phil Collen).

Uzależnienie Clarka przybrało na tyle niebezpieczny poziom, że zamiast w studiu gitarzysta spędzał czas od jednego odwyku do drugiego. W połowie 1990 r. koledzy muzyka postanowili mu dać pół roku wolnego, by wyszedł na prostą. Ten jednak czas spędzał głównie w pobliskim pubie.
"Nagrywanie 'Adrenalize' to był okres... Naszym głównym zajęciem było wtedy niańczenie Steve'a Clarka. To stało się naszą największą troską. Nie chodziło już o pisanie nowych utworów. Chodziło o to, by Steven dotarł na sesję trzeźwy. Chodziło o to, by przeżył kolejny dzień. Sam album przestał się właściwie liczyć" - tak w 1996 r. wspominał Joe Elliott ("Sztuka rebelii. Rozmowy ze świętymi i grzesznikami rocka" Wiesława Weissa).
Na jednym z odwyków w Arizonie gitarzysta poznał Janie Dean, która zmagała się z uzależnieniem od twardych używek. Para szybko się zaręczyła i... ruszyła w tango. Gitarzysta Phil Collen przyznał potem, że utrzymanie Clarka w trzeźwości z Dean u boku było "prawie niemożliwe".
8 stycznia 1991 r. Janie Dean znalazła muzyka martwego leżącego na kanapie w domu w Londynie. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była niewydolność oddechowa spowodowana nadużyciem alkoholu, nielegalnych substancji i leków na receptę. Daniel Van Alphen, towarzysz feralnego wieczoru, zeznał, że pił razem z Clarkiem w lokalnym pubie i razem wrócili do domu około północy, by oglądać film na wideo.
Obwołany jednym z "najdzikszych gitarowych herosów" muzyk miał zaledwie 30 lat. Gitarzysta został pochowany 17 stycznia 1991 r. na cmentarzu Wisewood Cemetery w Loxley na obrzeżach Sheffield. W pogrzebie uczestniczyli Joe Elliott, Rick Savage i Rick Allen. Phil Collen później w autobiografii tłumaczył swoją nieobecność niechęcią do wywoływania sensacji i skomplikowaną relacją z uzależnieniem przyjaciela. Gitarzysta podkreślał, że jego zdaniem Steve zgodziłby się z jego decyzją o nieobecności na pogrzebie.
Po śmierci Clarka muzycy Def Leppard postanowili kontynuować nagrania na płytę "Adrenalize". Album ostatecznie ukazał się w marcu 1992 roku debiutując na szczycie amerykańskiej listy "Billboardu". Połowa materiału powstała jeszcze za życia Clarka i to on figuruje jako współautor kilku singli promujących wydawnictwo ("Make Love Like a Man", "Stand Up (Kick Love into Motion)", "Tonight", "Heaven Is"), choć tak naprawdę nie brał za bardzo udziału w nagraniach. Najważniejszymi utworami są jednak "White Lightning" (przez wielu uważany za hołd dla Clarka) i przebojowy singel "Let's Get Rocked".
Steve Clark był "zdolny do wszystkiego"
"Nie chodziło o hołd dla Steve'a, ale o wyrzucenie z siebie tego wszystkiego, co w nas narosło. To naprawdę było rozdrapywanie ran. Pisanie o nim to było coś niezwykle przygnębiającego. Gdy więc uporaliśmy się już z 'White Lightning', musieliśmy odreagować. Postanowiliśmy więc stworzyć najgłupszą piosenkę, na jaką było nas stać. 'Let's Get Rocked' to absolutne przeciwieństwo 'White Lightning'" - tłumaczył Joe Elliott.
"Zawsze będzie mi go brakować. Steve był kimś całkowicie nieprzewidywalnym. Był zdolny do wszystkiego. Dla niego nie było granicy, której nie można by przekroczyć. I wiesz, było w takiej postawie życiowej coś podniecającego. Nie aż tak jednak, by... warto było umierać. Absurd! Posunąć się tak daleko, że nie ma już wyjścia!" - mówił wokalista pięć lat po śmierci gitarzysty.
Miesiąc przed premierą "Adrenalize" do Def Leppard przyjęto urodzonego w Belfaście (Irlandia Północna) Viviana Campbella, byłego gitarzystę grup Dio i Whitesnake. Była to ostatnia zmiana w działającym po dziś zespole.
W marcu 2019 r. formacja została wprowadzona do Rock and Roll Hall of Fame. W ten sposób uhonorowano nie tylko obecny skład, ale również Pete'a Willisa (nie pojawił się na ceremonii) i Steve'a Clarka.
Wydana w 2022 r. ostatnia jak do tej pory płyta "Diamond Star Halos" (promowana m.in. podczas koncertu w Tauron Arenie Kraków) stała się najlepiej sprzedającym się albumem grupy od czasu "Adrenalize". W sumie na całym świecie rozeszło się ponad 100 mln płyt sygnowanych nazwą Def Leppard. Zespół nieśmiało wspomina o kolejnym materiale, który miałby pojawić się w 2026 r.







![Senny: "Artystycznie daję sobie chwilę oddechu" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000M7HDHOODU8K4W-C401.webp)
